Sezon narciarski otwarty!

Miałem już nie pisać, ale ciągle są rzeczy, które mnie jarają 😀

Zrobiłem szybki przegląd sytuacji śniegowej w kartoflanej, bo grudzień zapowiada mi się mocno deskowy i tak od kilku dni można pośmigać np. w Tyliczu. Byłem kilka razy, bardzo dobry ośrodek tak dla początkujących jak i zaawansowanych.

Oczywiście nie jest to Madonna, Ischgl czy Campitello di Fassa ale jak na covidowe warunki to w Tyliczu można się naprawdę fajnie pobawić.

Tylicz Master Ski

Od dziś też ruszają Słotwiny w Krynicy, dobry, łatwy stok na rozruch sezonu. Ośrodek trochę na uboczu od głównego deptaku, gdzie zwykł dawać koncerty Jan Kiepura ale z dojazdem nie ma problemu. Póki nie ruszy Jaworzyna to prócz Tylicza jest to chyba jedyny godny polecenia ośrodek w okolicy.

Krynica Słotwiny

Czekam jeszcze na rozruch Kasiny Wielkiej (bo mam blisko i lubię tę górkę)

Kasina Wielka

oraz Spytkowic, gdzie prócz spędzenia fajnego czasu na deskach można się zrelaksować w pobliskim SPA, popływać w basenie czy posiedzieć w saunie. Po całym dniu na nartach wrażenia bezcenne.

Spytkowice Kompleks Beskid

Do zobaczenia (może) na stoku 😉

Artur

Off-piste adventure.

Pomysł zjechania z Maciejowej zakwitł w mej głowie już jakiś czas temu, natomiast w zeszłym roku, gdy zauważyłem, że zdemontowali górną stację wyciągu wkoorwienie sięgnęło zenitu. Dla mnie po prostu zamordowano jeden z fajniejszych stoków narciarskich w Polsce! Nie wiem o co tu „kaman” ale przecież wystarczyłoby, aby właściciele licznych pensjonatów i domów wczasowych w Rabce, czy Ponicach opodatkowali się kwotą powiedzmy tysiąca złotych na sezon. Spokojnie można by wówczas zaspokoić roszczenia właścicieli działek, którzy nie bez podstaw twierdzą, że działalność ośrodka niszczy teren co odbija się na eksploatacji ich jako pastwisk. Ośrodek narciarski tej klasy jak Maciejowa czy Polczakówka tętniłby życiem ku pożytkowi wszystkich „lokalersów”, tym bardziej, że narciarstwo trafiło już pod strzechy i ma niewiele wspólnego z klasycznym „dżinsiarstwem” na stoku. Tak czy inaczej koło południa zapakowałem narty na plecy, buty w specjalny plecak i ruszyłem jakieś trzy i pół kilometra pod górę 🙂 Na miejscu okazało się, że…nie jestem sam. 😀 Mało tego! Strzelaliśmy się kadrami nawzajem! Czytaj dalej Off-piste adventure.

Gdzie śnieg płonie.

Budzik niczym bard, o 4:30 ostrym dźwiękiem wyrywa mnie ze snu, zmieniałem ostatnio system w telefonie na Cyanogenmod i zapomniałem ustawić dźwięk alarmu, więc zrywam się na równe nogi, bo zamiast powolnego zwiększania głośności ćwierkających ptaków, z głośnika aparatu wyrywa rytmiczne bum, bum, bum, bum! Zawał gotowy, jednak resztą sił udaje mi się zdławić tego szkodnika. Następne przebudzenie jest bardziej gwałtowne, zerkam na zegarek i jest 5:30. O kurde, zaspałem!

Czytaj dalej Gdzie śnieg płonie.