Cała naprzód raz jeszcze.

Kiedy dwa, czy trzy lata temu siedząc w porcie Durres czytałem przy kuflu znakomitego albańskiego piwa biografię Teresy Tuszyńskiej wiedziałem, że mam sporo do nadrobienia. Jeszcze będąc na miejscu ściągnąłem skąd się da całą filmografię, co prawda w fatalnej jakości, ale  kompletną. Od tego czasu sporo się zmieniło, nadal mam wszystko ale większość w HD, co nie jest prostą sprawą. Kilka dni temu obejrzałem ponownie film Stanisława Lenartowicza z 1966 roku zatytułowany Cała naprzód. Oczywiście post factum poszedłem na Filmweb, aby sprawdzić komentarze i jak zwykle prawie nikt nie wpadł na clue przekazu, choć interpretacja to rzecz subiektywna więc no offence jeśli ktoś myśli inaczej. Ten film, to obraz o niespełnieniu oraz wyobraźni, która może być namiastką rzeczywistości a także o tym, że szukając zbyt daleko tracimy coś co jest blisko.


Zwróćmy uwagę najpierw nie na cztery etiudy stanowiące całość filmu ale na obraz pokrytego opadami Szczecina oraz niewielkiego daszku pod którym spotykają się główni bohaterowie starając się uchronić przed deszczem. Janek i Leon to dwaj przyjaciele z wojska wpadający na siebie przypadkowo po 15 latach. Jest tam też ona – milcząca piękność, która staje się prawdziwym katalizatorem wyobraźni i opowieści jakie snują główni bohaterowie. Ich życia są zapewne nudne i przewidywalne, być może dlatego, że zabrakło właśnie tej iskry, która mogłaby podpalić świat i sprawić, że wybujała wyobraźnia stałaby się rzeczywistością. Tak czy inaczej widać wyraźnie, że ich odczucia nabierają barw, gdy w zasięgu wzroku pojawia się ona. Pod przeciekającym daszkiem mamy też tego czwartego, obserwatora życia, filozofa, który wypowiada jakże znamienitą kwestię:

„Przepraszam, może panów to zainteresuje, że właśnie przestało padać?”

Tymczasem obaj panowie będący w świecie wyobraźni nie dostrzegają, że szukali we własnych marzeniach czegoś, co było obok.

Nic tak naprawdę nie wiemy o tajemniczej dziewczynie, w której postać wcieliła się Teresa Tuszyńska, ale wiemy, że stała się ona fundamentem scenariuszy opisywanych przez Janka jako rzeczywiste, a które tak naprawdę miały jej – słuchającej mimochodem rozmowy – zaimponować. Chyba każdy z nas zanim życie nie wtłoczyło go do szeregu miał takie marzenia, w których personifikował innych ludzi, a może nawet próbował w ten sposób zdobywać ich przychylność? Janek szuka pięknej nieznajomej w zakamarkach wyobraźni, tymczasem ona stoi po drugiej stronie daszku. Kiedy orientuje się, że chciałby do niej zagadać to okazuje się, że deszcz już przeszedł a pięknej nieznajomej nie ma – rozpłynęła się, jak każda szansa w życiu, gdy się zbyt długo zwleka.

Zdjęcia do filmu były kręcone w Casablance, na Wyspach Kanaryjskich i Dakarze co już samo w sobie w latach 60-tych dawało członkom ekipy niebywałą możliwość wyrwania się z zamkniętej za żelazną kurtyną Polski i zaczerpnięcia powietrza z innych stron świata. Tak samo 15 tysięcy dolarów oferowane Jankowi przez reżysera za grę wraz z Teresą w jednym filmie było wówczas jak na lokalne warunki kwotą niebywałą. Piszę to, aby pomóc zrozumieć niektóre rzeczy, dla których pojmowania należy choć minimalnie zakotwiczyć w realiach, kiedy film powstawał.

„Nie martw się stary, na święto morza przyjeżdża tu dużo dziewczyn…”

Dużo, ale żadna nie będzie nią – „pain of never” jak śpiewał Marc Almond, to coś, co pięknie opisał Radek Kolago:

Nie napiszę listu, nie wyślę mejla ani nawet pocztówki z miejsc, w których znajdę tylko inaczej pachnący kurz i tak samo obce twarze. Jedyne słowa jakie zostały to już nawet nie opisy scen, które odtwarzałem w głowie tysiące razy, a które nie zostały nigdy rozegrane, nie z moim udziałem. Pisanie o tym to ekshumacja i świętokradztwo w sytuacji, kiedy najpiękniejsze chwile w życiu to te, które się nie wydarzyły. Nie wydarzyliśmy się MY i tutaj liczba mnoga się na zawsze kończy. Ja to ściany, istnienie oddalone, istnienie odwołane.”

Tęsknota za czymś nieosiągalnym, za czymś co nigdy, za czymś co śni się po nocach…

Czułeś kiedyś coś takiego?

PS: Poszczególnych etiud nie opisuję, nie chcę spojlerować, polecam film ludziom, którzy w kinie szukają czegoś więcej niż muzyki disco polo, gal KSW, czy twórczości Vegi. Reszta niech nie traci czasu – i tak nic z tego nie zrozumiecie.