Statkiem po trawie.

Od jakiegoś czasu nie znoszę codziennej jazdy samochodem. Owszem, zabawa na torze np w Jastrzębiu to co innego, ale użerania się z tłumem na trasach mam stanowczo dość. Korzystając z faktu, że nasze kochane koleje oferują coraz lepsze możliwości transportu dla rowerów  organizuję sobie nieco dłuższe wycieczki vide ostatnio opisana pod szumnym tytułem Dwa Brzegi. W ten weekend wykonałem czysty spontan, co nie było proste bowiem większość miejsc w pociągach jest w ostatniej chwili…niedostępna. Wiem, nie tylko ja mam dość blachy z jednoczesną chęcią dotykania natury. W piątek zacząłem zastanawiać się co z weekendem i wówczas przypomniałem sobie, że zawsze chciałem odwiedzić….Kanał Elbląski i przepłynąć, czy też przejechać się statkiem przeciąganym po torach za pomocą lin. Jakoś do tej pory nie było okazji dotknąć blisko tego fenomenu XIX wiecznej techniki aż do minionej niedzieli. A warto, bo wrażenia wyjątkowe! Rozważałem różne możliwości dostania się do Pochylni Buczyniec. Co prawda kanał bierze swój początek w Ostródzie i świetnie nadaje się na spływ kajakiem aż do Bałtyku (plan na lato!) ale to właśnie przy wspomnianej pochylni mieści się punkt początkowy rejsu zwanego Szlakiem Starych Pochylni organizowanego przez pasjonatów czyli właścicieli „Bursztyna” (ciekawa jest historia powstania jednostki) – zainteresowanym polecam stronę:

Statkiem po trawie



Jedyną wadą planu jest konieczność stawienia się o 6 rano na dworcu Centralnym bowiem właśnie o tej godzinie rusza pociąg do Olsztyna. Flirty są całkiem nowoczesne,mają odpowiednie miejsca dla rowerów, możliwość doładowania telefonu czy też skorzystania z wifi. Zamawiam kawkę z Warsu i zatapiam się w dźwięki muzyki. Ostatnio kupiłem sobie fenomenalne słuchawki JBL, nawiasem mówiąc ich brzmienie odpowiada mi dużo bardziej niż Airpodsów syna. Podróż do Ostródy przebiega błyskawicznie, wysiadam na stacji i stwierdzam, że pogoda jest średnia a do tego koszmar rowerzysty, czyli…czołowy wiatr. Jego siłę widać na jednym ze zdjęć, gdzie trawa jest praktycznie pochylona poziomo na skutek podmuchów. Normalnie mimo braku kondycji (3 lata prawie po wypadku!) 50km nie stanowi dla mnie żadnego obciążenia ale tu się okaże, że pierwsze 45km dało mi mocno w tyłek. Do tego stopnia, że na spadkach mimo mocnej kadencji na liczniku widzę 12km/h a sam spadek nie gwarantuje nawet utrzymania prędkości. Czasu do rejsu mam prawie 4 godziny więc wyrobię się na pewno, ale planowałem po drodze na spokojnie coś zjeść, zrobić sporo zdjęć, poleżeć w trawie gapiąc się w słońce itp. 😉 No nic, maratończyk się nie poddaje !

Obok stacji w Ostródzie prowadzi nad jezioro klimatyczna droga wyłożona przedwojennym brukiem, by po chwili zejść nad samą taflę. Na wodzie ostra fala , przynajmniej już wiem, gdzie zwoduję kajaczek przy spływie do morza. Do tego dojadę na miejsce pociągiem bez użerania się z samochodem. Opuszczam okolice jeziora i wjeżdżam w przepiękny las. Ścieżka rowerowa biegnie nasypem zlikwidowanej linii kolejowej a nieprzycinane drzewa tworzą swoisty, piękny tunel. Niestety nawierzchnia jest dość luźna, nie są to co prawda piaski Mazowsza ale 45km szutrem w jedną stronę może być męczące. Po mniej więcej 10km wyjeżdżam na asfalt i dojeżdżam do Miłomłyna. Uch, ależ tam się kiedyś działo pod namiotami 😉

Dalej trasa wiedzie starą siódemką, niestety z silnym czołowym wiatrem i wzniesieniami. Mocno zmęczony dojeżdżam do Pochylni Buczyniec, potwierdzam rezerwację na rejs, przypinam rower i ruszam na zwiedzanie okolicy a jest na co popatrzeć! Ten obiekt to prawdziwe cudo techniki i pokaz kunsztu XIX wiecznych inżynierów.

Cytat z Wikipedii:

"Przy budowie Kanału Elbląskiego wykorzystano 
jeziora leżące na różnych wysokościach 
między Ostródą i Zalewem Wiślanym. 
Różnica poziomów sięga 100 m. Osobliwością na skalę 
europejską jest zespół 5 pochylni, 
po których przetacza się statki na platformach 
ustawionych na szynach. Zastosowane w tym celu 
szynowe urządzenia wyciągowe napędzane 
są mechanicznie siłą przepływu wody.

Do napędu mechanizmu napędowego pochylni 
wykorzystano energię wody przepływającej 
z wyższego poziomu na niższy. Wprawia ona 
w ruch koło wodne nasiębierne a to z kolei 
mechanizm napędzający liny ciągnące wózki 
do transportu jednostek pływających. 
Wózki transportowe poruszają się po szynach 
łączących odcinki kanału po obydwu stronach pochylni. 

Energia elektryczna służy wyłącznie do oświetlenia obiektów."

O szczegółach konstrukcyjnych tego jedynego w skali świata obiektu polecam poczytać w Wikipedii pod hasłem:  Kanał Elbląski

Okrętuję się zajmując miejsce na dziobie jednostki co zapewnia mi dobrą pozycję do obserwacji i robienia zdjęć. Załoga „Bursztyna” okazuje się nad wyraz przyjazna, kapitan bardzo kontaktowy a bosman kopalnia wspomnień z czasów kiedy biała żegluga organizowała rauty i potańcówki na pokładach statków. Wymieniamy trochę doświadczeń, sam sporo pływałem po Mazurach więc czuję klimat 😉 Pogoda robi się wyśmienita,  wychodzi słońce, wiatr co prawda nadal silnie daje o sobie znać ale nie zmienia kierunku a to daje szansę na szybki powrót 😉 Bilet powrotny mam wykupiony na 20:30 ale może uda się wcześniej? Cały rejs szlakiem dawnych pochylni trwa około  trzech godzin. Wrażenia możecie  zobaczyć w relacji zdjęciowej oraz krótkim filmie jaki zmontowałem. Polecam wszystkim Warszawiakom dla których stówka na rowerze nie stanowi zapory jako jednodniową wycieczkę  w klimacie retro.

Rejs dobiega końca, doładowuję telefon korzystając z uprzejmości ekipy z „Bursztyna” i ruszam z powrotem w kierunku Ostródy. I teraz czuję co znaczy wiatr w plecy. Bez problemu utrzymuję średnią powyżej 30km/h mając  rower typowo treckingowy, nawet nie chcę myśleć ile bym wykręcił zabierając gravela. 😉 Momentalnie pojawiam się na stacji i próbuję przebookować  bilet na wcześniejszy pociąg. Niestety pani w okienku rodem z komuny usiłuje mnie zniechęcić, że nie ma miejsc i mam się cieszyć, że w ogóle mam bilet. Jest 18, czyli dwie godziny ponad czekania. Łapię jakiś pociąg do Poznania i dzięki uprzejmości pani konduktor dojeżdżam jeden przystanek do Iławy a tam przez telefon kupuję bilet w pociągu z Kołobrzegu z miejscem dla roweru! Efekt jest taki, że o 22 siedzę już w moim fotelu segregując zdjęcia! Stówka wraz z dojazdem do domu jednak pękła! Plan wykonany!

To była naprawdę fenomenalnie spędzona niedziela! Zapraszam do obejrzenia zdjęć oraz filmu.

Pozdrawiam

Artur