Chcesz osiągnąć sukces? Słuchaj Grzesiaka. :)

Na wstępie przepraszam za długą nieobecność, ale muszę jakoś nadrobić w świecie iluzji i kłamstwa te dziesiątki godzin spędzonych nad analizowaniem tego co nas otacza. Oczywiście umiejętność projekcji rzeczywistości w sposób kompatybilny ze stadem bywa najwyższym stadium rozwoju homo sapiens na ziemi (tej ziemi 😀 – cytat.), bowiem ułatwia to czym zajmuje się 95% mięsa wokół. Zdobywaniem zasobów! Zadajmy sobie na początku pytanie, co to jest sukces? Odpowiedź nie jest prosta, bowiem iluż ludzi, tyleż wskaźników, przyjmijmy zatem, że jest nim…

– BMW X6, dom z czerwonej cegły
– doktorat z filologii przyrody nieożywionej
– wiara w boga (celowo z małej, aby nikogo nie urazić)
– poczucie spełnienia i spokoju

Muszę od razu zaznaczyć, że ogromny udział w tym, jak ocenią nas ludzie (to chyba klucz jeśli chodzi o pierwszy wskaźnik?) zależy li tylko i wyłącznie od tego jak zostaliśmy zdeterminowani genetycznie i behawioralnie + 3% własnego wkładu (tego nie jestem do końca pewien, ale przyjmijmy, że mamy na cokolwiek wpływ), nie mniej jednak jest jeszcze jeden faktor, który moim zdaniem ma kapitalne znaczenie. A mianowicie musimy mieć genetycznie zakodowaną chęć do hedonizmu i wstręt do dochodzenia do tak zwanej prawdy. Zderzenie z rzeczywistością bywa okrutnie bolesne i w moim odczuciu odsetek ludzi, którzy tego naprawdę dokonali dławiąc racjonalizację i wyparcie jest naprawdę niski. Czemu? Bowiem w chwili, gdy uświadomisz sobie na platformie świadomej, że nie przetrwasz w skali globalnej, nagle okaże się, że możesz stracić napęd do życia. Stąd głównie bierze się alkoholizm, narkomania, samobóje, mimo iż większość beneficjentów owych „wyjść awaryjnych” świadomie nie zdaje sobie sprawy z tego, co było rzeczywistym powodem fuck-upu.

Kiedy zaczynasz robić cokolwiek, co ci idzie, czujesz naturalną radość z faktu tworzenia. Nie ważne czy są to pieniądze, wiedza, czy też wyliczona całka na chwilę przed naturą. To wszystko iluzja i czysta chemia, która zalewa Twoją głowę dopaminą, podobnie jak maratończyka po przebiegnięciu królewskiego dystansu, a Ty wierzysz, że masz cel, sens i potrafisz cieszyć się życiem. Tak zwana radość życiowa jest tylko i wyłącznie efektem zakłamania, któremu poddają się niemal wszyscy od czasu, gdy natura w walce międzygatunkowej wyposażyła nas w świadomość, czyli coś, co sprawia, że jako jedyni na ziemi, tej ziemi 😉 zdajemy sobie sprawę z przemijania. Niektórzy podnoszą, że zwierzęta też posiadają percepcję, oczywiście nie przeczę, ale jest to inny rodzaj „dotyku” rzeczywistości niż mamy ją my. Mieczyk pamięta zaledwie 26 sekund z życia, więc pozornie dobijające zdarzenie jak śmierć potomstwa nie wywołuje w nim głębszej traumy. Czy to coś złego? Nie, po prostu jest on na niższym stadium rozwoju niż my, ale podobnie nam, pojawił się tu jako efekt procesu ewolucji, a jedyne co go różni od nas (w sensie zbioru molekuł) to niewykształcona zdolność abstrakcyjnego myślenia.

Nie wiem czy wiecie, ale zdolność do widzenia rzeczywistości w kolorach jest typowo ludzka, tym którzy nie wierzą polecam zapoznać się z badaniami jak widzą rzeczywistość koty.

Wróćmy jednak do meritum, przesłania i nieszczęsnego Grzesiaka (nie mniej nieszczęsnego niż każdy z nas). Ten aspekt otaczającej nas rzeczywistości zauważył już dość dawno Zdzisław Beksiński (BTW mistrz rozumienia rzeczywistości i umiejętności skorzystania z tego świata, mimo tej wiedzy), a mianowicie – im wyżej jesteś w szczeblu piramidy potrzeb tym bardziej zastanawiasz się, jak możesz zachować choć część siebie na zawsze? 🙂 Sprawa jest prosta – to niemożliwe. Możesz przekazać jako nosiciel genotypu część swojego DNA następcy, ale to nie spowoduje, że źródło projekcji zwanej „rzeczywistością” pozostanie to samo. To, że przekazałeś geny znaczy li tylko i wyłącznie tyle, że byłeś lepszy w walce o przetrwanie (jako nosiciel) niż inni towarzysze niedoli. Gro ludzi powie, że to wystarczy. Owszem, do czasu gdy wszechświat wokół zamieni się w lodową pustynię, a nasze fragmenty DNA będą dryfować w siną dal w poszukiwaniu białych karłów…i odrobiny ciepła.

Wróćmy na chwilę do Grzesiaka. Czemu właśnie jego przywołuję? Bowiem wśród kołczów to w zasadzie jedyny ekstremalnie inteligentny człowiek. Większość po prostu kopiuje innych. Wystarczy prześledzić jego wpisy na FB z głęboką świadomością, aby dostrzec jak bardzo ten człowiek cierpi. Ma misję, sam ją sobie nadał, w pewnym sensie jest herosem, bowiem daje nadzieję (fałszywą) licznym odłamom łańcucha DNA, które w procesie ewolucji zwyczajnie by odpadły, ale jednocześnie okłamuje ich dzień w dzień. Stąd ten ból, bo to nie jest zły człowiek, on po prostu na swój sposób racjonalizuje rzeczywistość. Oczywiście bardziej skutecznie w rozumieniu stada, niż koleś idący na kolanach do Częstochowy, ale to nie zmienia NIC w globalnej ocenie tegoż działania!

Wróćmy do tytułowego pytania. Co zrobić, aby mieć „sukces” w rozumieniu stada? Odpowiadam. Nie myśleć zbyt wiele, tylko płynąć z prądem. Większość „sukcesów” to skutek zdeterminowanych umiejętności połączonych ze szczyptą czegoś, co ludzie zwą „szczęściem”, a co tak naprawdę wiąże się niemal wyłącznie z wyrzutem dopaminy. Do tego musimy dodać wbudowany dość wąski prospekt otaczającej nas rzeczywistości oraz genetyczną bądź behawioralną zdolność do podejmowania ryzyka w przypadku „sukcesu” finansowego. Kto nie wierzy, niech spróbuje na siłę zostać np wysokiej klasy pianistą, w sytuacji gdy słoń nadepnął mu na ucho 😉  Zresztą, poziom zasobów rzadko ma cokolwiek wspólnego ze stanem szczęścia, ale tę oczywistość rozumie naprawdę niewielu, w tym zazwyczaj ci, którzy już je mają i jest to u nich wiedza, a nie wiara.

Zatem?
Jeśli nie czujesz, że możesz zostać lekarzem, ale wyłącznie kierowcą ciężarówki, ogrodnikiem, sanitariuszem, to przestań na siłę realizować założenia, które narzuca ci społeczeństwo poprzez manipulację. Po prostu, ciesz się życiem, tą chwilą, która nas otacza, zapachem trawy, blaskiem słońca, radością z bliskości – to jedyna droga do bogactwa…wewnętrznego bogactwa, które trwa chwilę. Brzmi jak banał? OK, zatem spróbuj to świadomie zrozumieć i zastosować!

Pozdrawiam

Artur Gutner

PS: Krótko, ale naprawdę nie wiem czy chcę świadomie dotykać rzeczywistości. Może iluzja, to forma szczęścia?