In Memoriam.

Ponieważ wszystkie tłumaczenia jakie są w sieci pochodzą z obrzydliwych translatorów tłumacząc jakieś „fotelowe armie w marszu” pozwolę sobie na własną interpretację. Myślę, że Tomek byłby kontent? To jest interpretacja – proszę nie czepiać się znaczenia poszczególnych słów.

Dla kogoś innego błękit niebios i zieleń łąk,
Iglice marzeń, obcisły dżins.
Armie kacyków, ich ciągły marsz,
Ukryte przesłania, ciągły fałsz,
Kto potrzebuje tych ciągłych kłamstw,
Aby podtrzymać przy życiu świat?
Aby powstrzymać nieistnienia słodki smak,
I nie żałować żadnych spraw.

Ku pamięci

Żegnajcie wszystkie straszne poranki,
Rada kacyków sięgnęła po broń,
Możesz zachować optymizm szpalt,
Księży, polityków, niewolników i reszty zwierząt,
Żegnajcie wszystkie dumne narody,
Żegnajcie wszyscy po obu stronach,
W bunkrze dwanaście wydają broń,
Ale tylko dla wybranych.

Ku pamięci

„Mięso nigdy nie będzie mną rządzić”!

Cytat z człowieka, który gdyby żył dziś skończyły 61 lat. Aby pozwolić sobie na niezgodę na rządzenie nami przez „mięso” trzeba mieć naprawdę twardy charakter, być gotowym na wyrzeczenia, rezygnację z uciech doczesnych dla których większość tłuszczy jest w stanie poświęcić życie. Wielki człowiek, wielkie idee – wspomnijmy go dziś w tym wyjątkowym dniu. Czy ktoś podejmie się odczytania przekazu z 1983 roku? Tak, już wtedy ten człowiek wiedział to co wielu z nas z mozołem poznaje dopiero teraz. Jak zwykle nie liczę na głębszą refleksję, ale dwie, trzy osoby złapią sens. Tego jestem pewien. 🙂 Dawno nie byłem w Sanoku, chyba czas najwyższy zapalić znów świeczkę w miejscu, gdzie spoczywają geniusze.

Castle Party.

Przede wszystkim Hidden by Ivy, po wtóre koloryt, po trzecie pasja, po czwarte brak sztuczności i blichtru. Genialna reminiscencja z Bolków Castle Party! Długo będę oglądał kadr po kadrze starając się zmontować stałe obrazy z ruchomych.

RIP Tomek Beksiński – 1958/1999

„Spójrzmy więc wstecz i wspomnijmy to, dla czego warto było żyć. Kruk Edgara Allana Poe. Zamek Karmazynowego Króla. 17 minuta Ech Pink Floyd. James Bond. Nights In White Satin The Moody Blues. Adagio Albinioniego. Kobieta Wąż (The Reptile) w kwietniu 1970 roku – seans w sanockim kinie San, kiedy po raz pierwszy i ostatni bałem się na horrorze. Atom Heart Mother. Andante z Tria Es-dur Schuberta. Tom and Jerry. Coca-cola i ketchup. Rzygający grubas w Sensie życia wg Monthy Pythona. Czas apokalipsy. Drugi koncert Marillion w Gdańsku, gdy Fish śpiewał Lawendy „tylko” dla mnie i Anki. Clint Eastwood i scena z rondlem w westernie Joe Kidd. O fortuna – pierwsza pieśń z Carmina Burana Carla Orffa. Twin Peaks. Wizyta w Domu Kobiety Węża (Oakley Court pod Londynem). Wzruszenie, gdy przyszło mi zapowiedzieć koncert Petera Hammilla w Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy 14 października 1995. Miłość w czasach zarazy Marqueza. Lost Highway. Noc i poranek 31 maja 1998. Wszystkie te chwile przepadną w czasie, jak łzy w deszczu…”