Polaryzacja otoczenia.

Dziś kolejna rocznica tragicznej śmierci Zdzisława Beksińskiego. Wspominam znów wspaniałego malarza i myśliciela bowiem to dzięki niemu przeszedłem przez granicę cukierkowej percepcji serwowanej nam przez ewolucję celem powielania, zamieszania i wydania zmodyfikowanego genotypu na rzecz racjonalnej oceny otoczenia. Jak pamiętamy z poprzednich wpisów Beksiński zauważył i przystępnie wyjaśnił dlaczego obiektywne dobro i zło nie istnieje. Na dziś dla mnie to proste – to co dla pająka jest porządkiem dla muchy oznacza chaos – wśród ludzi jest identycznie. Homo sapiens zauważyli, że są pewne uniwersalne, wygodne dla większości kanona zachowań i w ten sposób powstała moralność, kodeks cywilny, zasady współżycia społecznego i wiele innych norm porządkujących świat w sposób uznany przez większość oraz narzucające całości społeczności określone wzorce zachowań. Oczywiście jeśli nie chcesz się podporządkować grupie czeka cię alienacja bez względu na to czy twoje myślenie w perspektywie może przynieść korzyści nie tylko tobie samemu. Temat jak zwykle ma objętość oceanu, dziś skupimy się na polaryzacji dobra i zła oraz spróbujemy rozważyć temat jak najbardziej obiektywnie.
Czytaj dalej Polaryzacja otoczenia.

Recenzja filmu, który dobiegł końca.

Przypomniał mi się Zdzisław Beksiński, który kiedyś powiedział coś takiego, że człowiek starzejąc się czuje upływ czasu i zbliżający się kres wszystkiego, a chciałby ciągle „oglądać ten film”. Nie wiem jak w przypadku Mistrza, ale jeśli ja, chciałbym oglądać jakiś film bez przerwy, to byłby to Hel w latach osiemdziesiątych, gdy na cypel nie można było ot tak sobie wjechać, tylko przekraczało się podwójną obsadę wartowników (chyba, że pociągiem, ale to bez przystanku), miasteczko było ciche i nieco odizolowane, a turystów w porównaniu do dziś garstka, parzący piasek, znienawidzone dziś parawany i wszechobecne meduzy. Jeśli ktoś nie siedział w czasach, gdy wymiana korespondencji z ukochaną osobą trwała często tydzień, lub dłużej na betonowym murku, na samym końcu portu, zalewany raz po raz chłodną bryzą i oświetlany gorącym, wręcz parzącym słońcem, jakiego dziś już nie ma (nie wiem czemu, ale to nie iluzja), ten nigdy nie dowie się o czym piszę. Ten prąd przeszywający całe ciało kształtował w nas coś, co zwałem później linkiem. To chyba rodzaj iluzji, bądź wrażenia stopienia z drugą osobą, rzecz bardzo rzadka, wręcz unikalna i bardzo niebezpieczna, bo skrajnie może zabić albo okaleczyć na zawsze. 🙂 Czytaj dalej Recenzja filmu, który dobiegł końca.

Problem jest w ludziach, nie w systemie.

Większość ludzi twierdzi, że demokracja to najlepszy z najgorszych wyborów dla ludzkości, pewnie mają rację, w związku z tym dziś podejmiemy próbę rozważenia fundamentów problemu, a nie jego skutki, oraz spróbujemy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak się dzieje, że żaden system społeczny nie spełnia do końca pokładanych w nim nadziei? Panaceum na nierówności społeczne miał być socjalizm, który po odpowiednim okresie budowy zamieniłby się w komunizm. Marks, Engels, Lenin i paru innych piewców równości społecznej tworzyło w pocie czoła podwaliny do równego podziału dóbr. W efekcie doszło do tego, że ludzie dzielili nawet to czego jeszcze nie wytworzyli 😉 Zatem? Problem nie leży w systemie tylko konstrukcji ludzkiego umysłu oraz sposobów na przetrwanie jakie dobieramy w zależności od potrzeb, aktualnej sytuacji życiowej, umiejętności, sprytu. Najsilniejszym orężem w walce z codziennością jest oczywiście egoizm, racjonalizacja i wyparcie, bez których to nasz gatunek nie miałby szans na koronę władców ziemi. Gdzież zatem są źródła kłopotów homo sapiens, czemu jedni tną kupony i umierają w biegu a inni ciągle narzekają i szukają wymówek? Dlaczego walisz głową w ścianę, z pozoru masz wszelkie przymioty, aby osiągnąć sukces w rozumieniu stada a ciągle Ci nie wychodzi? Spróbujemy odpowiedzieć na te pytania. Czytaj dalej Problem jest w ludziach, nie w systemie.

Koniec czasu?

W końcu przebrnąłem! Po kilkunastu tygodniach, wielokrotnym czytaniu tych samych stron, odkładaniu i wracaniu udało mi się dobrnąć do końca. I okazało się, że…było warto. Od dłuższego czasu co odważniejsi fizycy sięgają po coraz śmielsze koncepcje opisujące to co nas otacza. Czasy lat 70tych czy 80tych kiedy to Hugh Everett zaszczuty w świecie naukowym z powodu swej teorii wieloświatów umiera za zawał serca spowodowany nadużywaniem alkoholu i tytoniu odeszły do lamusa. Schedę po nim przejęli tacy ludzie jak Max Tegmark, który w swym Matematycznym świecie bardzo przystępnie wyjaśnił swoją teorię na temat wszechświata przy okazji poruszając coś co fizycy zwą qualią a inni ludzie klatką, stop klatką lub zdjęciem. Temat ten z kolei rozwinął dość mocno Julian Berbour w swej książce zatytułowanej tak jak nazwałem ten krótki tekst. Od razu pragnę zaznaczyć, że książka jest trudna, pisana językiem matematyki i geometrii i bez choćby minimalnej podbudowy może być kompletnie niezrozumiała. 🙂 Czytaj dalej Koniec czasu?