Lengau ski tour.

Time Runs Out dzień dwudziesty.
 
Dzisiejsza noc to prawdziwe katharzis dla mnie. Położyłem się koło dziesiątej, aby zostać obudzonym koło północy przez część ekipy, która wybierała się do lokalnego Cocomo, aby ulżyć swoim portfelom i kupić trochę iluzji, sprzedawanej przez miejscowe kobiety. Jako, że od razu uznałem, że temat jest bez przyszłości, odprawiłem kolegów, po czym próbowałem zasnąć. Ponowna pobudka o 4 rano, powrót na tarczy, ale ze śpiewem na ustach.Dalsza część nocy to już typowe przewracanie się w łóżku. Lubię moich znajomych na swój sposób, ale moja destrukcja osobowości postąpiła już tak znacznie, że chyba ciężko mi będzie kiedykolwiek wbić się w pewne schematy. Zastanawiałem się nawet czy nie zacząć jeździć na takie wojaże samemu, w sumie Infoseek z Wizzarem robią fajne imprezy za grosze, w takich przybytkach jak Andora czy Francja? Z drugiej strony to zauważam, że izoluję się coraz bardziej od ludzi a to ze względu na moje zobowiązania nie jest dobre. Cóż? Będę musiał się dostosować jeszcze przez jakiś czas…

Czytaj dalej Lengau ski tour.