Losowość a determinizm po ludzku :)

Jako, że porzuciłem zupełnie jakiekolwiek wypowiadanie się w kwestiach relacji damsko męskich, ze względu na to, że dla mnie po latach doświadczeń, stażu na podrywaju itp., jest to temat totalnie zgranych kart, gdzie w zasadzie wszystko jest przewidywalne do bólu, a co za tym idzie nudne do wyrzygania, postanowiłem zgłębić fundamenty tego co nas otacza na poziomie absolutnie zerowym. Od dziecka czułem, że oficjalna retoryka odnośnie mechanizmów, zasad, reguł rządzących ziemią, tą ziemią kompletnie nie koresponduje z rzeczywistością. Ze względu na to ze swoistym, charakterystycznym dla mnie „byczym zaparciem” zacząłem temat drążyć od podszewki. Na początek wyrzuciłem wszelkie religie teistyczne jako kompletne bujdy, których jedynym celem istnienia jest rżnięcie w dupy bez wazeliny własnych wyznawców. Później pojawiła się fizyka i matematyka, której to tak bardzo nie znosiłem w szkole średniej a którą pokochałem na studiach. Na dziś mimo, że jestem nadal laikiem w tej dziedzinie to mogę sobie pozwolić na pewne podsumowanie tego co do tej pory udało mi się ustalić.

Zapraszam! Czytaj dalej Losowość a determinizm po ludzku 🙂

Mniejsze niebo.

Kiedy wpiszecie w wyszukiwarkę „mniejsze niebo” to pierwszy link przeniesie Was najprawdopodobniej do Wikipedii zawierającej opis znakomitego filmu w reżyserii Janusza Morgensterna, z życiową moim zdaniem rolą Romana Wilhelmi, drugi zaś link na liście przekieruje do mojego bloga. To oczywiście zupełny przypadek. 😉 Fabułę filmu można bez problemu znaleźć w sieci, choćby na Filmweb-ie więc nie będę się tu o niej rozpisywał, nie mniej jednak treść scenariusza oparta o powieść Johna Wayn’a mocno wiąże się z tematem, który chciałbym w niniejszym wpisie poruszyć. Zacznijmy może cytatem, słowami człowieka „sukcesu”, który wspiął się na sam szczyt lemingowej piramidy po to tylko, aby odkryć prawdę o życiu a następnie umrzeć.

„Im bardziej dojrzewamy, tym bardziej mądrzejemy i stopniowo zaczynamy rozumieć, że zegarek, który kosztuje 30$ i zegarek, który kosztuje 300$, pokazuje ten sam czas.”

Steve Jobs Czytaj dalej Mniejsze niebo.

Me on the highway.

Dostałem pytanie, które mnie zaskoczyło. 🙂 Jak widzę siebie w przyszłości? Cóż, mógłbym odpowiedzieć klipem, który załączę poniżej. Pochodzi ze stajni Bloom, Borcuch, Możdżer  – jeśli traficie na cokolwiek sygnowanego tymi nazwiskami to brać w ciemno i nie negocjować ceny, bo wartość dodana jest po prostu bezcenna. Mimo, że ciężko znaleźć fajnego Forda Capri, który przetrwa następne 20 lat, czyli tyle ile zakładam, że zostało mi do nicości, to rozglądam się dość mocno. Póki co na podwórku Manta wraz ze wspomnieniem Tiny Ruland jako Ushi w kultowym filmie lat 80tych sponsorowanym przez Opla oraz Tila Schweiger, mocno niedocenionego odtwórcy roli lokalnego kasanowy Bertiego. Kicz? Być może, ale z klasą, do której dzisiejsze „dzieła” kinematografii nigdy nie dokooptują. Na jednym mocno mi zależy – aby być fair wobec siebie i zanosi się, że to jedno do końca mi się uda.Jest kilka moim zdaniem ważnych zasad. Po pierwsze musisz ustalić Czytaj dalej Me on the highway.

Krzyk ciszy.

Zaskoczyło mnie ostatnio kilka maili, co prawda z fejkowych kont, ale zawsze. Przebija w nich jeden wątek – dlaczego milczysz!? Prawdę mówiąc nie sądziłem, że poza dwoma, trzema osobami ktokolwiek tu zagląda! To miejsce to takie poletko buraków o którym wspominał nieodżałowany Zdzisław Beksiński, miejsce na wyrzucenie leków, frustracji, niezgody na to co mnie otacza. Gdybym potrafił malować jak mistrz, lub choćby wczuwać się emocjonalnie w to co robię na poziomie Tomka Beksińskiego to pewnie moje akty hiperkompensacyjne związanie z pojęciem całościowym świata,  w którym przychodzi nam egzystować znalazłyby ujście w postaci obrazów, które większość tłuszczy określałaby jako straszne, bądź w audycjach radiowych, podczas których dokonywałbym sepuku płacząc po kolejnym rozstaniu z dziewczyną. Na moje szczęście, nieszczęście zdeterminowana ścieżka życiowa spowodowała, że moja osobowość jest mieszanką delikatności, finezji, romantycznej natury z bezwzględnością terminatora. Sam nie wiem gdzie przebiega owa granica, często nie potrafię jej zdefiniować póki fala wściekłości bądź empatii zaleje moje trzewia, nie mniej jednak chciałbym być swoim przyjacielem w czasach gdy kocham i nie chciałbym być swoim wrogiem wtedy, gdy nienawidzę. Potrafię czekać latami na wendetę, niczym Żebrowski w psach…nawet za kilka lat, ale sprawiedliwość ich dopadnie. 🙂 Cóż? Nikt nie wybiera roli, którą przyjdzie mu odegrać w czymś, co ludzie zwą życiem. Ostatnio nawiązałem dość ciekawą dyskusję z pewnym człowiekiem Czytaj dalej Krzyk ciszy.