Faust i prezerwatywy.

„A cóż ja miałem takiego ważnego napisać w temacie prezerwatywy? Pani to tak jak mój szwagier. On każdy temat skręci w kierunku spraw męsko-damskich, a akurat te sprawy mamy (my ludzie) ustawione dosłownie na poziomie pszczoły: wsadzać, trzeć, wlewać i to niezależnie od tego, jak poetycko chcielibyśmy te potrzeby przedstawiać na użytek własny i literatury. Wszyscy temu podlegają, tak jak i podlegają zmęczeniu, uczuciu głodu, senności i lęku przed niebytem, ale w końcu chyba nie warto jeszcze o tym na dodatek w kółko gadać, pisać i kręcić filmów. Mnie w każdym razie to maksymalnie wkurza, podobnie jak i zwierzenia kolesiów, gdy byłem jeszcze młody. Czułem się wtedy zawsze, jakby mi ktoś podawał spoconą rękę, lub jakby mu z ust śmierdziało. Popęd jest mechanizmem nie do przeskoczenia, ale mówiąc już całkowicie i to śmiertelnie poważnie (a zresztą od początku jestem poważny), to mnie popęd kojarzy się wyłącznie z obustronną młodością, czyli zarówno po stronie nadawcy, jak i po stronie odbiorcy, i nie razi mnie to, gdy ulega się temu zamroczeniu po maturze, czy na studiach, ale potem budzi to we mnie sprzeciw i niechęć. Coś w rodzaju dysonansu estetycznego. Cóż z tego, że nadal mam ochotę na jakąś małolatę, jeśli moją własną i budzącą mą odrazę cielesność i cielesność osób młodych, do których mógłbym odczuwać popęd, przedstawić by można modelowo jak kanapkę ze spleśniałej szynki na bułce prosto z pieca. Natomiast seks dwojga osób dorosłych od zawsze budził moją odrazę. Mój szwagier tego nie odczuwa, i Bóg z nim. To pszczoła. Do takich należy Królestwo Niebieskie. Ja, niestety, odczuwam to tak, jak opisałem i wprawdzie żałuję, że młodość minęła, ale na to – podobnie jak na śmierć – nie wymyślono jak do tej pory innego remedium poza marzeniami Fausta i wiarą w Boga.”

Oprogramowanie i Jahwe.

„Problem w tym, że biologia nigdy się zapewne nie skończy, bo oprogramowanie jest zainstalowane w mózgu. Skończą się techniczne możliwości realizacji, bo hardware ulega degradacji, ale zostanie w mózgu software. To, z czym mamy do czynienia, to efekt lekkomyślnej obietnicy, jaką Jahwe udzielił Abrahamowi, nie skontrolowawszy, że oprogramowanie jest niedopracowane, gdyż zostało wykonane z myślą o Pierwszych Rodzicach. Potem Jahwe był wkurzony grzechem pierworodnym i bez zastanowienia chlapnął nakaz prokreacyjny, a resztę olał, nie pomyślawszy, że potem będą antybiotyki, wibratory, viagra, dziecko nadpoczęte, papież i prezerwatywy, jednym słowem program został po latach zainstalowany, a nie było już abgrejdów, bo ogłosił, że jest nieomylny, więc trudno mu się było przyznać do tego, że sam skopał robotę. Potem na dodatek złożył tę obietnicę Abrahamowi, zapomniawszy, że do oprogramowania powinny być doinstalowane łaty (patch), a może się polenił w nadziei, że jakoś samo się uklepie? Nie uklepało się! Tak więc nasze dzisiejsze problemy załatwiać możemy tylko na obszarze wyobraźni, tak jak stary Goethe, który chcąc przelecieć małolatę, na co albo ona nie miała ochoty, albo on już nie mógł, musiał napisać „Fausta”. Przykre, ale prawdziwe. Kończę wykład z Teologii Stosowanej i pięknie pozdrawiam. „

Barter.

„Co do barteru, to zawsze u ludzi mamy do czynienia z nieuświadomioną sytuacją handlową: ty mnie to, ja tobie tamto i liczy się zawartość „portfela” obu stron, ale mnie (podkreślam: mnie!!! – bo nie jestem Luter i nie stawiam TEZY) ten zakres handlu i na tym obszarze ludzkiej aktywności zdecydowanie nie odpowiada. Bez trudu znaleźć go mogę w każdej lepszej agencji towarzyskiej, a nawet na trasie pod lasem. Ja chciałbym (jeśli już koniecznie musimy korespondować na te tematy z pism dla kobiet) budzić u partnerki taką samą emocję, jaką ja sam odczuwam, a tego nie da się skłamać, nawet w wypadku „biernej” fizjologii kobiety. No, chyba że jest ona gerontofilką, którą w dzieciństwie dmuchali tatuś, wujkowie i dziadzio, co doprowadziło u niej do tzw. skrzywienia stereotypów dynamicznych. Wbrew opowieściom, jest raczej niewielka liczba takich osób, natomiast ogromna liczba 18-20 letnich panienek z prowincji, które przyjechały do Warszawy po karierę w przekonaniu, że dobry Bóg w swym nieskończonym miłosierdziu wyposażył je na kilka lat w kartę kredytową pod spódnicą, której głupotą byłoby nie wykorzystać, zanim upłynie termin jej ważności. Zazwyczaj są to osoby nierozbudzone emocjonalnie i traktujące te sprawy instrumentalnie, jako stopnie do kariery. No cóż. Poznałem kilka takich osób i byłem im zawsze życzliwy – jako iż z reguły życzę ludziom dobrze, niemniej jednak akurat nie o tym marzył zgrzybiały dr Faust.”

Zdzisław Beksiński