Muzeum Historyczne w Sanoku.

Znów dziś start o 3:30. Szybka herbata przełknięta jednym haustem, z dodatkiem ulubionego soku malinowego i dwóch kostek cukru trzcinowego stawia na nogi. Ruszamy ostro w kierunku Rzeszowa, pierwszy klient czeka już o 7, zmuszając mnie do mocniejszego naciskania prawego pedału. Droga, to jak zwykle czas na wizytę w moim świecie, okraszony garścią dźwięków z wybranych płyt. Dziś na tapecie Open FM i Tunein Radio. Fajnie grają online! Spotkania zajmują mi więcej czasu niż się spodziewałem, zatem w Sanoku zjawiamy się dopiero o 15 i od razu kierujemy swoje kroki do Muzeum Historycznego, które mieści się w sanockim zamku. Zawsze, gdy tylko mam okazję, odwiedzam to miejsce. Wchodzimy do środka, klasycznie kupuję bilety i koszulkę a następnie udajemy się wprost do windy, gdzie wciskam czwórkę. Dziś tylko Beksińscy, na inne eksponaty brak czasu.

Możliwość obcowania z twórczością Mistrza, który nie bał się stanąć twarzą w twarz z prawdziwą naturą ziemi, tej ziemi i pozostać jednocześnie sympatycznym i serdecznym człowiekiem, to dla mnie czas wyjątkowy. Są takie miejsca, gdzie czuję pewną nieopisaną magię, aurę , rodzaj elitarnej rzadkości. Tak właśnie jest tu, nawet ludzie nadzorujący poszczególne ekspozycję nie zmieniają się, nadając swoją obecnością specyficzny klimat..

Mało czasu, tym bardziej, że czeka na jeszcze jedno, przyziemne zadanie. Wrzucamy ulubione danie Beksińskiego i ruszam w drogę dzieląc się z Wami tym wszystkim. Miłego wieczoru.

Muzeum Historyczne Sanok – 30/12/2015 / Google Photos

Jaworzyna Krynicka.

W zeszłym roku dokładnie 28go listopada rozpocząłem sezon narciarski, w tym warunków brak. Sprawdzam na szybko możliwości, chodzi coś tam w Jurgowie, coś tam w Kasinie, może Chopok? Za daleko na jednodniowy wypad. Wieczorem w Wigilię zapada spontaniczna decyzja! Jaworzyna Krynicka! Co prawda czynny jest tylko jeden orczyk na samym szczycie, ale w kamerach widać znośne warunki. Gorączkowo kompletuję sprzęt… Kurde! Gdzie są moje buty!? Na strychu stoją tylko stare rosoły a po Nordicach ani śladu 😉 Szukam godzinę ponad i w końcu trafiam je w piwnicy, niemal na wprost wejścia, schowane w pokrowcu. Już miałem dzwonić do kolegi, czy czasem nie zostały po poprzednim sezonie u niego w garażu. 😉

Czytaj dalej Jaworzyna Krynicka.

Wieliczka.

Kto z nas w dzieciństwie nie był na szkolnej wycieczcie w kopalni soli w Wieliczce? Byłem i ja, ale niewiele pamiętam, bo podobnie jak lektury, które wtłaczają nam na siłę do głów w nieodpowiednim wieku, tak wycieczki w taki przybytki powinny być organizowane nieco później, zwłaszcza wtedy, gdy mogą pobudzić wyobraźnie młodego człowieka. Zresztą dziś widziałem długie sznury dzieci oprowadzanych przez młodych ludzi w przebraniu krasnali, którzy z pasją opowiadali o smoku zagubionym w podziemiach! 

Gdy usłyszałem propozycję zwiedzenia kopalni w pierwszej chwili wydało mi się to mało ciekawe, ale że wspomnienie z dzieciństwa przywodzące na myśl ogromną klatkę robiącą za windę, którą zjeżdżało się niesamowicie szybko w dół czując motyle w brzuchu, hałas obijających się o szyny elementów a także widoczne przez szpary elementy konstrukcyjne szybu wyryły się na tyle mocno w głowie 7mio latka, że pamiętam je do dziś, to postanowiłem zaryzykować. Do tego łódki, którymi pływało się w podziemnym jeziorze. Dziś windę klatkę zastąpiło srebrne Kone a po łódkach śladu nie ma ale i tak jest pięknie! Jestem pod dużym wrażeniem organizacji, oprawy, porządku, darmowych toalet i podziemnej restauracji, w której odbywają się zabawy Sylwestrowe (trzeba by pomyśleć…). Zabrałem też ze sobą aparat Zorka 5 i jak zwykle zrobiłem kilka zdjęć. Mam nadzieję, że się spodobają. W każde włożyłem wiele serca, wstrzymując oddech, aby obiektyw nie drgnął. Wszystko jest robione bez lampy. Zapraszam!

Kopalnia soli Wieliczka 15/11/2015 / Google Photos