Bieg katorżnika 2016.

Historia mojego udziału w tej imprezie sięga czterech lat wstecz. Wówczas to pewien oficer z bielskiego batalionu desantowo -szturmowego stracił ekipę do galernika. Zebraliśmy czterech chętnych i pod wodzą pana kapitana ukończyliśmy swój debiut w tym wyjątkowo klimatycznym wydarzeniu, bez strat własnych. Kolejne lata to problemy z poskładaniem czteroosobowej ekipy, ciągłe zmiany, euforia w fazie zapisu, po czym miliony problemów, gdy dochodzi do płatności, albo wyjazdu. Rok temu w ostatniej chwili łapiemy „czwartego do brydża” aż z Poznania. Okazuje się, że chłopak dobrze wybiegany, udaje nam się drużynowo stanąć na pudle. W tym roku zostaliśmy tylko we dwóch. Decyzja krótka, zapisujemy się na „indywidualkę”. Po pewnym czasie okazuje się, że kumpel nie pobiegnie, jego kobieta izoluje go ode mnie, bo moje poglądy mają na niego podobno destrukcyjny wpływ – oficjalnie kłopoty z kręgosłupem. Cóż, są ludzie, którzy lubią hodować innych ludzi, a jeszcze inni w zamian za apanaże godzą się być hodowani. Im bliżej wyjazdu, tym mniej mam ochotę na udział, ale z drugiej strony są pewne zasady, dzięki którym różnimy się od reszty zwierząt. Jedną  z nich jest konsekwencja i dotrzymywanie założonych celów. Maratończyk nie poddaje się! 🙂

Czytaj dalej Bieg katorżnika 2016.