Castle Party.

11

Przede wszystkim Hidden by Ivy, po wtóre koloryt, po trzecie pasja, po czwarte brak sztuczności i blichtru. Genialna reminiscencja z Bolków Castle Party! Długo będę oglądał kadr po kadrze starając się zmontować stałe obrazy z ruchomych.

Me on the highway.

11

Dostałem pytanie, które mnie zaskoczyło. 🙂 Jak widzę siebie w przyszłości? Cóż, mógłbym odpowiedzieć klipem, który załączę poniżej. Pochodzi ze stajni Bloom, Borcuch, Możdżer  – jeśli traficie na cokolwiek sygnowanego tymi nazwiskami to brać w ciemno i nie negocjować ceny, bo wartość dodana jest po prostu bezcenna. Mimo, że ciężko znaleźć fajnego Forda Capri, który przetrwa następne 20 lat, czyli tyle ile zakładam, że zostało mi do nicości, to rozglądam się dość mocno. Póki co na podwórku Manta wraz ze wspomnieniem Tiny Ruland jako Ushi w kultowym filmie lat 80tych sponsorowanym przez Opla oraz Tila Schweiger, mocno niedocenionego odtwórcy roli lokalnego kasanowy Bertiego. Kicz? Być może, ale z klasą, do której dzisiejsze „dzieła” kinematografii nigdy nie dokooptują. Na jednym mocno mi zależy – aby być fair wobec siebie i zanosi się, że to jedno do końca mi się uda.Jest kilka moim zdaniem ważnych zasad. Po pierwsze musisz ustalić Czytaj dalej Me on the highway.

Krzyk ciszy.

11

Zaskoczyło mnie ostatnio kilka maili, co prawda z fejkowych kont, ale zawsze. Przebija w nich jeden wątek – dlaczego milczysz!? Prawdę mówiąc nie sądziłem, że poza dwoma, trzema osobami ktokolwiek tu zagląda! To miejsce to takie poletko buraków o którym wspominał nieodżałowany Zdzisław Beksiński, miejsce na wyrzucenie leków, frustracji, niezgody na to co mnie otacza. Gdybym potrafił malować jak mistrz, lub choćby wczuwać się emocjonalnie w to co robię na poziomie Tomka Beksińskiego to pewnie moje akty hiperkompensacyjne związanie z pojęciem całościowym świata,  w którym przychodzi nam egzystować znalazłyby ujście w postaci obrazów, które większość tłuszczy określałaby jako straszne, bądź w audycjach radiowych, podczas których dokonywałbym sepuku płacząc po kolejnym rozstaniu z dziewczyną. Na moje szczęście, nieszczęście zdeterminowana ścieżka życiowa spowodowała, że moja osobowość jest mieszanką delikatności, finezji, romantycznej natury z bezwzględnością terminatora. Sam nie wiem gdzie przebiega owa granica, często nie potrafię jej zdefiniować póki fala wściekłości bądź empatii zaleje moje trzewia, nie mniej jednak chciałbym być swoim przyjacielem w czasach gdy kocham i nie chciałbym być swoim wrogiem wtedy, gdy nienawidzę. Potrafię czekać latami na wendetę, niczym Żebrowski w psach…nawet za kilka lat, ale sprawiedliwość ich dopadnie. 🙂 Cóż? Nikt nie wybiera roli, którą przyjdzie mu odegrać w czymś, co ludzie zwą życiem. Ostatnio nawiązałem dość ciekawą dyskusję z pewnym człowiekiem Czytaj dalej Krzyk ciszy.