Surrealizm Tomasza Sętowskiego.

Co łączy Waldemara Łysiaka i krakowski zespół Hipgnosis, który miałem przyjemność zobaczyć na żywo w czasie ubiegłorocznego Ino Rock festiwal? Otóż tym spoiwem jest osoba Tomasza Sętowskiego, polskiego malarza, surrealisty, który dzięki wspaniałej wyobraźni oraz niewątpliwemu talentowi potrafi przenosić horyzont wyobraźni na płótno. Jak ja straszliwie zazdroszczę takim ludziom, choć jednocześnie czuję przerażenie, bo gdybym umiał przenieść własne sny za pomocą pędzla i palety na nośnik to byłoby to dość niebezpieczne dla odbiorców a może i dla mnie samego? Na szczęście „nie da bozia świni rogów, bo by ludzi bodła”. 😉 Zajrzyjmy może za komercyjną stronę życia, bowiem czasem ludzie pytają mnie w jakiego artystę zainwestować pieniądze? Otóż myślę, że Pan Sętowski jest mocno niedowartościowany, bowiem jego najbardziej popularne prace sprzedają się w tej chwili w okolicy 25-35 tys. złotych, co jest kwotą śmieszną. Przypominam, że Zdzisław Beksiński sprzedawał najlepsze dzieła z okresu fantastycznego za ochłapy rzędu 100 dolarów, co nawet biorąc pod uwagę dewaluację jest po prostu żenującą wartością w stosunku do dzisiejszej ceny jego prac. Ale porzućmy na chwilę materializm a skupmy się na stronie duchowej tryptyku łączącego muzykę, słowo pisane i obraz. Czytaj dalej Surrealizm Tomasza Sętowskiego.

Czterech jeźdźców apokalipsy.

No właśnie. Nie trzech a czterech. 😉 Jak wiemy absolutnym guru w kwestii filozofii i malarstwa jest dla mnie Zdzisław Beksiński ale czy to znaczy, ze poza Mistrzem świat emocji przenoszonych przy pomocy pędzla i palety, czy też ołówka nie istnieje? Otóż istnieje jak najbardziej podobnie jak i muzyka Liszta, Mahlera do której po prostu trzeba dorosnąć. Niektórym nie uda się to nigdy, ale to nic straconego bowiem i tak nikt z nas nie ma wpływu na to jaką pozycję okupuje w tym kawałku marnej rzeczywistości, więc nie ma się za bardzo czym przejmować. Zacznijmy może od pierwszego jeźdźca, którym niewątpliwie fascynował się Zdzisław Beksiński. Żyjemy w czasach, gdy dotarcie do interesujących nas obrazów, czy treści nie stanowi problemu, zatem każdy kto choć trochę wejdzie na ścieżkę czytania z obrazu poradzi sobie z dotarciem do źródeł. Czytaj dalej Czterech jeźdźców apokalipsy.

Castle Party.

Przede wszystkim Hidden by Ivy, po wtóre koloryt, po trzecie pasja, po czwarte brak sztuczności i blichtru. Genialna reminiscencja z Bolków Castle Party! Długo będę oglądał kadr po kadrze starając się zmontować stałe obrazy z ruchomych.

Me on the highway.

Dostałem pytanie, które mnie zaskoczyło. 🙂 Jak widzę siebie w przyszłości? Cóż, mógłbym odpowiedzieć klipem, który załączę poniżej. Pochodzi ze stajni Bloom, Borcuch, Możdżer  – jeśli traficie na cokolwiek sygnowanego tymi nazwiskami to brać w ciemno i nie negocjować ceny, bo wartość dodana jest po prostu bezcenna. Mimo, że ciężko znaleźć fajnego Forda Capri, który przetrwa następne 20 lat, czyli tyle ile zakładam, że zostało mi do nicości, to rozglądam się dość mocno. Póki co na podwórku Manta wraz ze wspomnieniem Tiny Ruland jako Ushi w kultowym filmie lat 80tych sponsorowanym przez Opla oraz Tila Schweiger, mocno niedocenionego odtwórcy roli lokalnego kasanowy Bertiego. Kicz? Być może, ale z klasą, do której dzisiejsze „dzieła” kinematografii nigdy nie dokooptują. Na jednym mocno mi zależy – aby być fair wobec siebie i zanosi się, że to jedno do końca mi się uda.Jest kilka moim zdaniem ważnych zasad. Po pierwsze musisz ustalić Czytaj dalej Me on the highway.