Zapłonął znów dom wariatów.

Zapłonął znowu dom wariatów,
Miejsce, gdzie garstka psubratów,
Chwytając w brudne łapska boga,
Chce znów by wśród nas wygrała trwoga.

Opium dla ludu, lizak dla mas,
Wiesz co masz robić?
Przestań się bać!

Wyrzuć z siebie wszystko co wiesz,
Odrzuć te bzdury, że trzeba mieć.
Naucz się myśleć sam, bez protezy,
Przestań przyjmować ich głupie tezy.

Patrz w koło, słuchaj, walcz,
Nie na kastety, sprytnie bez tarcz,
Ucz się, poznawaj, oceniaj i wiedz,
Że to co widzisz iluzji ma sens.

Nie bądź prymityw, nie daj się zwieźć,
Tej cienkiej komedii, widziane przez,
Okno szpitala, kratę, strach,
Tylko w ten sposób jest szansa, że dach,
Naszego świata, gaju, ogrodu,
Nie stanie się miejscem ciągłego znoju,
Bólu i łez.

Nie po to żyjesz, by trwać jak pies,
Posłuszny panu, którym jest dres,
Szanuj i kochaj, współczuj i dawaj,
Zawsze reaguj, lecz także wymagaj,
Od siebie, innych, całego świata,
Jedyna droga by zdławić psubrata.

Nobody18

Ruda.

Wlazł kotek na plotek i mruga,
Napisała dziś do mnie przepiękna ruda,
Burza włosów wnet mnie omiecie,
Niźli nastaną zimowe zamiecie.
 
Rude tak mają, kiedy z powabu
Choć nie chcą, ciągle korzystają,
Niechby doktorat z fizyki miały,
Artur nie skupi się, tak jakby chciały.
 
Ciężka pisarza znajomość z rudą,
Na pewno nigdy nie sypnie nudą,
Wersy jak kwiaty w rudym flakonie,
Zakwitną same, niczym w koronie.
 
Nie rudych to wina , że siłę mają,
Co napęd do życia pisarzom dają,
Dlatego miej że litości kapkę,
Co by Twój pisarz nie wpadł w pułapkę.
Nobody18

Biała lokomotywa!

Sunęła poprzez czarne łąki
Sunęła przez spalony las
Mijała bram zwęglone szczątki
Płynęła przez wspomnienia miast
Biała Lokomotywa

Skąd wzięła się w krainie śmierci
Ta żywa zjawa istny cud
Tu pośród pustych marnych wierszy
Tu gdzie już tylko czarny kurz
Biała Lokomotywa

Ach czyj ach czyj to jest
Tak piękny hojny gest
Kto mi tu przysłał ją
Bym się wydostał stąd
Białą Lokomotywę

Edward Stachura

Gra.

„Nie próbuj mnie naprawić
I nie muszę być zbawiony
Nie przynoś mi swojej religii
Ani nie mów, abym był odważny
Nie oferuj mi swego ramienia
Mam dwa własne
A moje plecy są silne i mogę zrobić
To wszystko sam.

Nie próbuj mnie zrozumieć
Jeśli nie masz cierpliwości
Chodzić ze mną choć jeszcze jedną mile
Aby zrozumieć moją duszę
Nie oferuj mi Jezusa.
Nie podkreślaj wszystkich moich grzechów
Spójrz na siebie najpierw
Dlatego nie pozwolę ci wejść we mnie..

Nie przychodź do mnie z obietnicami
Słyszałem je wszystkie już wcześniej
Nie prosiłem o jakąkolwiek pomoc
Więc nie pukaj do moich drzwi
Czas pokazał mi jedną wielką prawdę
Jesteście wszyscy tacy sami
Jestem niczym więcej dla ciebie
Niż pionkiem w tej popieprzonej grze…”

Jack Skeleton