Fragmentaryczna percepcja rzeczywistości.

Piszę ten tekst siedząc na lotnisku, kiedy się ukaże będę wysoko w powietrzu, gdzieś ponad Afryką. Jestem ostatnio bardzo zmęczony i odkładanie choć kilku dni wolnego na później nie ma najmniejszego sensu, tym bardziej, że znów spore zmiany w życiu a i ferie, to jedyny czas, gdy mam mniej obowiązków. Myślę bardzo poważnie nad usunięciem się z FB, mam polajkowane sporo kontrowersyjnych profili, w których zamieszczane są bardzo różne komentarze. Kiedy tak czytam sobie ludzi, to coraz bardziej skłaniam się ku memu ulubionemu przed laty serialowi, który ekstrapoluję na otoczenie, a mianowicie „Z kamerą wśród zwierząt.” Kwestie racjonalizacji, wyparcia i tunelu mentalnego omówiłem w poprzednich wpisach, więc nie ma sensu do tego wracać – chętni znajdą. Pozostaje kwestia związków przyczynowo skutkowych, czyli uproszczonej wersji zdeterminowanej rzeczywistości. Z przerażeniem stwierdzam, że mało kto potrafi ogarniać w życiu codziennym całość procesów, które dzieją się w wokół nas. Rozumiem ucieczkę w wiarę, alkohol, kompulsywne obżarstwo, ucieczkę pod skrzydła innych ludzi, pracy, niewolnictwa mentalnego, ale nigdy nie zrozumiem jak można wypierać, że coś plus coś równa się rezultat. Po prostu nie jestem zupełnie kompatybilny ze stadem, niestety współczesny świat jest tak skonstruowany, że izolacja z tegoż oznacza praktycznie śmierć społeczną a to wiąże się…ze spadkiem dochodów. 😉 Tak moi drodzy – pieniądze są potrzebne, ale nie dlatego by budować biznes, być lepszym od innych, by kupować kolejne samochody. czy polewać się szampanem w Zakopanem. Potrzebne są by…wygodnie żyć i realizować swoje plany i pasje. Szukam od dłuższego czasu niszy, która pozwoli mi się wyizolować ze stada tak mocno jak się da a jednocześnie pozwoli godziwie żyć i powiem szczerze, że lekko nie jest. 😉Mauritiu Czytaj dalej Fragmentaryczna percepcja rzeczywistości.

Na ziemi ognia i lodu cz.4

Kemping w Seyðisfjörður okazał się bardzo sympatyczny, podobnie jak miasteczko, łączące w sobie urok surowej, zimnej północy z ciepłem elewacji domów, które mieszkańcy pieczołowicie pielęgnują. Zwijamy się koło 11, uprzednio spacerując dość dużo po okolicy. Droga wiodąca do miasteczka jest bardzo urokliwa, wiedzie bowiem przez potężne wzniesienie, wijąc się w niekończących się estakadach i ukazując piękno okolicznej przyrody, usianej wodospadami i rwącymi strumieniami. Dziś w planach wiele atrakcji, zaczynamy od starej wioski Bustarfell, której korzenie sięgają 1770 roku. Ta sama rodzina prowadziła farmę aż do 1966 roku, kiedy to przekazali gospodarstwo państwu, które przekształciło je w muzeum. Bardzo klimatyczne miejsce, z którego wieje niesamowite ciepło, mimo że pogoda raczej chłodna. 😉 Zaskakuje nas spora ilość przedwojennej porcelany z Ćmielowa! Przepiękne zdobienia no i ta duma, że nawet TU jesteśmy pośrednio obecni od dawna. Ogromne wrażenie w ekspozycji usytuowanej w prostych, wiejskich chatach wtopionych w torfową rzeczywistość robią przedmioty codziennego użytku, takie jak miski, grzebienie, zegarki, karty do gry – wszystko wygląda jak zaklęte w czasie, tak jakby właściciele dopiero co wyszli do prac polowych,
zostawiając rzeczy w idealnym porządku.
 

Czytaj dalej Na ziemi ognia i lodu cz.4

Na ziemi ognia i lodu cz.3

Po nocy spędzonej na kempingu w Skjol budzi nas deszcz. Na szczęście szybko przestaje siąpić, śniadanie, prysznic i ruszamy dalej ku islandzkiej przygodzie. Na pierwszy ogień idzie wodospad położony dość blisko miejsca naszego biwakowania, zwany złotym. Gullfoss Waterfall jest jednym z większych w Islandii, składa się z dwóch kaskad, z których pierwsza ma 11 metrów a całość 21 metrów. Wrażenie niesamowite i porównywalne ze słynnym wodospadem Niagara.
 
Jedziemy dalej, po drodze oglądając wiele ciekawych miejsc, jak chociażby groty czy punkty widokowe by po chwili wpaść na ekipę wodującą kajaki na pobliskiej rzece. Gosia nie omieszka oczywiście wskoczyć na wysoką skałę i pomachać znikającym za zakrętem śmiałkom. 😉
 

Czytaj dalej Na ziemi ognia i lodu cz.3

Na ziemi ognia i lodu cz.2

Kocham Islandię! Dlaczego? Bo to takie wielkie Bieszczady! <3
 
Keflavik przywitał nas wspaniałym zachodem słońca, człowiek z wypożyczalni IcePol nieco się spóźnił, ale dogadaliśmy się od razu – wszak to nasz rodak. 😉
 
Bierzemy starego Nissana Terrano i ruszamy w interior. Czemu starego? Bo jak wspominałem –  żadne ubezpieczenie nie obejmuje np szyb, a podróżując poza jedynką, pajęczynka jest niemal murowana. Przegryzłem ten temat na wiele sposobów i zwyczajnie nie ma sensu brać żadnej nowej bryki nawet w wersji 4×4, bo koszty pójdą w kosmos. Wiem o czym mówię, bo piszę ten tekst pijąc piwo za 54 PLN. 😀
 
Polecam IcePol, gdyby ktoś jechał, bo oferują stare, ale sprawdzone samochody oparte o klasyczną ramę, które poradzą sobie w interiorze, więc jeśli chcesz… poszaleć na czarnej plaży, spędzić noc na klifie, wjechać tam, gdzie inni nie wjadą, to? IcePol! 😀
 
Sorry za reklamę, ale Terrano spisuje się znakomicie, mimo że mosty wyją, kiera jest wytarta a wsteczny wchodzi za siódmym razem. Nie zamienię go na nic, bo napęd na cztery łapy plus rama = życie.

Czytaj dalej Na ziemi ognia i lodu cz.2