Open road.

Krótka analiza pewnego kawałka. Jest dość banalny w przekazie, choć komentarz pewnej dziewczyny na jednym z portali pchnął ducha nadziei w moje styrane życiem trzewia 🙂

„Bardzo podoba mi się teledysk tej piosenki. Mężczyzna, z którym spotyka się Lizzie,mimo tego,że nie jest ładny i na pewno jest dużo starszy od niej, bardzo ją kocha. To w jaki sposób na nią patrzy i to w jaki sposób o nią dba… to pokazuje, jakim dobrym i kochającym jest człowiekiem. Czesze jej włosy,przytula,obejmuje ją-podoba mi się to, tak mężczyzna powinien dbać o kobietę. „

Kesha22

Tak, myślę że spora cześć z nas tak właśnie wyobraża sobie harmonię relacji. Niestety skurwiała do cna część społeczeństwa narzuca reszcie „jedynie słuszne ścieżki”. Owszem, możesz się zbuntować i odrzucić to goowno, ale wówczas czeka cię alienacja. Tu nie ma przesiadek – albo wsiadasz do Ship of Fools, o którym traktował Robert Plant albo wypadasz z gry na zawsze. Czytaj dalej Open road.

Czy Bóg kryje się w czwartym wymiarze?

Kiedy byłem dzieckiem z zaciekawieniem obserwowałem sporo starszego kuzyna, który każde wolne popołudnie spędzał przemierzając na motorowerze marki Komar wieś, w której mieszkał. Owszem, pociągał mnie wehikuł, hałas, zapach spalin, ale już wówczas zadawałem sobie pytanie po co? Odpowiedź była banalna – w ten sposób manifestował okolicznym samicom własny sukces. 😉 Dziś też widzę stada ludzi w kombinezonach jeżdżących z punktu do punktu bez celu. Żeby nie było, nie mam nic przeciwko motocyklistom, jest to tak samo bezsensowne zajęcie jak każde inne, no chyba że hedonizm jest celem nadrzędnym, ale wówczas? Hmm…Nadać sens w bezsensie jest dość łatwo pod warunkiem, że człowiek nie przekroczy pewnych granic w poznawaniu rzeczywistości. Wtedy jest już naprawdę ciężko stawiać sobie jakiekolwiek cele, bo nawet nie chodzi tu o chęci ale przede wszystkim czające się z tyłu głowy pytanie – ale po co? Wszak wszyscy skończymy jako nawóz. Nie da się zachować nawet wspomnień, więc na dziś miast hałasu jakiejś fał dwójki wybieram inną drogę.  W końcu też zrozumiały wydaje mi się eskapizm Tomka Beksińskiego, który znalazł sobie ujście od rzeczywistości niepodlanej wyparciem w postaci oglądania filmów i muzyki. Skoro nasz świat to tylko „dream within a dream” to jakie ma znaczenie, czy funkcjonujemy tu gdzie wszyscy, czy obok? Wróć! Ma, bo lodówka robi się pusta! 😉 Czytaj dalej Czy Bóg kryje się w czwartym wymiarze?

Słodki koniec dnia.

Mam silną potrzebę poruszenia dwóch tematów. Pierwszy z nich to jeden z tysiąca, czyli wpis na forum racjonalisty człowieka posiadającego dużą wiedzę w zakresie fizyki teoretycznej, który prawdopodobnie pozwoli mi ruszyć do przodu w temacie determinizmu. Mimo że, hasła typu teoria Fali Pilotującej i teoria de Broglie’a-Bohma pchnęły w mój marazm poznawczy nowe siły, to nim popełnię na ten temat wpis, skupię się na doznaniu zmysłowym, którego byłem świadkiem kilka dni temu.

„Być mgłą, która nie wie czy jest jeszcze ziemią
czy może już chmurą
nie wie bo nie musi
nie wie
robi swoje
I nic innym do tego”.

Jarosław Mikołajewski /Maria Linde/

Na film Jacka Borcucha czekałem w napięciu kilka miesięcy wspominając genialny koncert Daniela Blooma w łódzkiej Wytwórni sprzed kilku lat, kiedy to korzystając z niezdecydowania innych widzów udało mi się zająć miejsce na kanapie pod samą sceną, co wyjątkowo przyczyniło się do odbioru genialnej twórczości kompozytora. Jedyną rysą na Słodkim Końcu Dnia jest obecność Szczepana Twardocha, który jawi mi się mocno niespójnie jako autor i twórca, ale być może to rodzaj uprzedzenia? Oby. Tak czy owak zgodnie z zasadą synchroniczności, którą opisałem w poprzednim felietonie pewne rzeczy spotykają nas, czy też robią wrażenie w odpowiednich momentach czegoś co zwiemy życiem, dlatego będąc pod wrażeniem owego obrazu w odniesieniu do miejsca i czasu w jakim się znajduję teraz, chciałbym ogłosić powstanie arcydzieła. Jeśli ktoś przypisze ten film promocji multi kulti to znaczy, że jest prostakiem. Najbardziej bolesny w tym życiu jest…podział. I to jest prawda. W zasadzie cała prawda, którą jednostki odkrywały już dawno. Choćby John Lennon. Wszystkie niemal problemy świata poza ostatecznymi, dla których nie ma rozwiązania biorą się z niedojrzałości ludzi. Czytaj dalej Słodki koniec dnia.

Problem z synchronicznością.

Racjonalizm, fizyka i matematyka próbują opisać nasz świat w sposób maksymalnie ścisły, skondensowany. Nauka dąży do określenia jednego modelu funkcjonowania rzeczywistości w oparciu o powtarzalność zjawisk. Jak wiemy do dziś nie udaje się pogodzić fizyki klasycznej, która opisuje mechanizmy funkcjonowania świata w skali makro z fizyką kwantową traktującą o skali mikro. Nieoznaczoność Heisenberga już dziś jest mocno podważana w kręgach naukowych podobnie jak oklepany kot Schrodingera, który tak naprawdę jest albo martwy, albo żywy, bez stanów pośrednich, które są takowymi wyłącznie dla obserwatora, który nie dysponuje dostateczną ilością danych by stwierdzić jego stan empirycznie. Innymi słowy – moim skromnym zdaniem to Einstein miał rację twierdząc, że nieprawdą jest, że nie da się zmierzyć dokładnie położenia cząstki w przestrzeni bo obserwacja wpływa na wynik pomiaru. Wpływa ale tylko w zakresie odbioru owego pomiaru przez obserwatora a nie aksjomatycznego położenia cząstki w przestrzeni (patrz paradoks EPR).

„Astronom Flammarion relacjonuje , że kiedy pisał książkę o atmosferze Ziemi i właśnie był przy rozdziale poświęconym sile wiatru, nagłe uderzenie wiatru zdmuchnęło wszystkie jego papiery ze stołu i wywiało je za okno”

Carl Gustaw Jung, Rebis, czyli kamień filozofów.

Czy można dwa razy pod rząd trafić szóstkę w lotka? Przecież wszelkie zasady rachunku prawdopodobieństwa niemal wykluczą taką możliwość a rzeczywistość pokazuje, że takie rzeczy się dzieją. Czy zatem jest to czysty przypadek, czy może siła nadprzyrodzona, a może…powszechne prawo synchroniczności, którego na dziś nie jesteśmy w stanie zinterpretować naukowo?

Czytaj dalej Problem z synchronicznością.