Mówiłeś kiedyś, że 50/50 trzeba pilnować.

Odezwał się do mnie stary czytelnik, chyba jeszcze z czasów blogu na podrywaju pytając czy formuła wkładu w relację na poziomie 50% na 50% z obu stron jest gwarantem sukcesu? Dodał, że on po pewnym czasie spędzonym z dziewczyną nie czuje już tego co kiedyś i trzyma temat chyba bardziej z powodu schabowego w niedzielę oraz seksu od czasu do czasu niż z rzeczywistej potrzeby. Z tego co pamiętam to jest on dość atrakcyjnym kąskiem w karuzeli matrymonialnej, młody, przystojny, z głową pełną pomysłów, samodzielnie rozwijanym biznesem. Zatem? Dlaczego traci czas na coś co już dawno przestało go fascynować? Odpowiedź jest prosta. Bo tak jesteśmy skonstruowani. Wolimy marną ale stabilną przeciętność niż niepewną, ale emocjonującą zmianę. Niedziele zabijają więcej ludzi niż stresujący poniedziałek – warto o tym pamiętać. Czytaj dalej Mówiłeś kiedyś, że 50/50 trzeba pilnować.

Jak przywiązać do siebie drugiego człowieka?

Przede wszystkim chcę zaznaczyć, że jestem praktykiem a nie teoretykiem jakich wielu w sieci. Mój najdłuższy związek z kobietą trwał 15 lat. Jeśli ktoś myśli, że to mało to znaczy, że albo kompletnie nie zna realiów współczesności albo jest klasycznym normikiem, którego codzienność uwiera ale trwa w czymś co go boli bo tak trzeba. Nie wierzcie w relacje od liceum do śmierci bo są to układy podszyte ogromnym poświęceniem ze strony obu partnerów. To co widać na zewnątrz do goowno posypane lukrem, bo tak trzeba, bo wiara, bo co ludzie powiedzą, bo przysięgałam i tak dalej. Najbardziej denerwujące jest to, że ludzie kochają iluzję i cenią bardziej kogoś, kto sprzedaje im słodkie kłamstewka niż ciepłą rzeczywistość. Nie! Nie powiem Ci, że będę z Tobą aż do śmierci, nie obiecam Ci niczego, nie będę opowiadał bajek – po prostu, na dziś chcę być z Tobą, jest mi dobrze, wierzę, że to potrwa jak najdłużej bowiem kocham ludzi i myślę, że w gruncie rzeczy jesteśmy stworzeni do miłości a nie walki, ale nigdy nie będę hipokrytą. Nie zakładam, że to padnie ale też nie planuję jak długo potrwa. Jak możesz obiecać komuś dozgonną miłość, skoro zmieniamy się miesiąc po miesiącu, rok po roku, dekada po dekadzie? Nie opuszczę Cię aż do śmierci to albo kłamstwo podszyte strachem przed utratą źródła przyjemności, bądź też wyrachowana kalkulacja, w ostateczności niewiedza i podejście typu jakoś to będzie.

Czytaj dalej Jak przywiązać do siebie drugiego człowieka?

Dlaczego grając przegrywasz życie?

Niniejszy tekst jest adresowany do osób, które na skutek określonej konfiguracji zdarzeń znalazły się w sytuacji, gdzie deficyt bliskości z drugą osobą jest tak wielki, że zaczyna wymuszać maksymalizację atencji celem przełamania impasu oraz zasypania pustki emocjonalnej, co zawsze w finale wiąże się z potężnymi stratami – mentalnymi, materialnymi i osobistymi. Zacznijmy od tego, że proces alienacji człowieka ze środowiska zaczyna się już w dzieciństwie. Na przyszłość wpływ mają oczywiście liczne czynniki zdeterminowane genetycznie (jak określone cechy fizyczne, czy dziedziczone traumy) oraz wynikający z nich proces asymilacji ze środowiskiem, w którym przychodzi nam egzystować. Jeśli w jakikolwiek sposób odstajesz od stada (czy to fizycznie, mentalnie, a nawet emocjonalnie) jesteś skazany na alienację a kolejne, otrzymywane z otoczenia razy powodują, że zaczynasz szukać problemów w sobie lub też przekuwasz wewnętrzny ból w zewnętrzną agresję. W tym miejscu skupię się na alienacji a nie na tzw acting out. Niemal każdy psychoterapeuta będzie prowadził proces leczenia próbując wpisać Twoje reakcje w oczekiwania systemu. Zatem? Masz się dostosować do otoczenia uruchamiając stłamszone w procesie dorastania cechy, które pozwolą się zaadoptować do skurwiałego do cna społeczeństwa. Niewątpliwie przyczyni się to do poprawy jakości życia, jeśli terapia przebiegnie w pożądany sposób, ale… będzie to wyłącznie przykrywanie gówna lukrem. Póki działają prochy, chodzisz na terapię, pierzesz sobie mózg możesz jako tako egzystować, ale wystarczy jedna poważniejsza rysa w życiu, śmierć bliskich, utrata stabilizacji, impuls, aby wszystko szlag trafił a misternie tworzona fasada zawaliła się w jednej chwili jak domek z kart. Czytaj dalej Dlaczego grając przegrywasz życie?

Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe.

Tak się składa, że ostatnio dość często podróżuję koleją do ostoi spokoju i spełnienia, którą zakupiłem  za swoje (niewyżebrane, niewyłudzone) pieniądze, położoną w najpiękniejszym IMHO zakątku naszego ślicznego kraju. Samochód to zwykłe narzędzie pracy, szkoda mi nerwów i czasu na szarpanie się z systemem i ludźmi, który właśnie na drogach jest papierkiem lakmusowym tego co siedzi w rodakach. 😉 Wsiadam, zamykam drzwi, otwieram książkę i teleportuję się do miejsca, gdzie naprawdę odpoczywam. Od dziecka byłem znakomitym obserwatorem rzeczywistości. Prawdopodobnie ten fakt sprawił, że moje życie potoczyło się nieco inaczej niż większości kolegów. W Krakowie przesiadłem się na busa i tam właśnie zaobserwowałem ich…Młoda, piękna dziewczyna ze ślicznym biustem i on…w koszulce GOPR, którą eksponował z dumą na swoim doskonale wyrzeźbionym „postumencie”. Metr osiemdziesiąt pięć wzrostu, osiemdziesiąt kilo mięśni,lekki zarost i radość bijąca z tego człowieka ujęła nawet mnie, starego, styranego przez życie pryka. Miło było popatrzeć jak on i jego dziewczyna, mimo że nie mieli miejsc siedzących cieszyli się wspólnym czasem razem. Nieważne były warunki, niewygoda, wystarczyło popatrzeć jak on dbał o nią a ona rewanżowała się ocierając się o niego w czasie, gdy on gładził jej włosy. Wspomnienia – genialne, własne wspomnienia, ale to nie zazdrość, raczej sympatia, ale nie o tym…W przejściu stała również inna, młoda, piękna kobieta. Kruczoczarne włosy opadały jej filuternie na ramiona, delikatny makijaż zdradzał,że ma może siedemnaście lat. Przez telefon zbyła kilku chłopaków, którzy do niej dzwonili. W pewnej chwili spojrzała na naszego GOPR=owca i uśmiechnęła się. Uśmiechnęła się w sposób, który potrafi odczytać tylko ktoś, kto nigdy takiego uśmiechu „bezinteresownie” nie otrzymał. 🙂 Czytaj dalej Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe.