Napędzanie przez porównanie.

Każdy człowiek potrzebuje napędu do działania. Większość z nas przynajmniej do pewnego momentu funkcjonuje na bazie etapów, czyli zakładamy sobie scenariusze, które później z lepszym lub gorszym skutkiem próbujemy realizować. Najbardziej prymitywną formą motywacji ale też najpowszechniejszą jest napędzanie przez porównanie. Ogarnij się, zmień pracę, zrób biznes, będzie ci się powodzić lepiej – kto nie słyszał takich rad będąc w czarnej doopie? Przyznam szczerze, że na mnie ten schemat działał do mniej więcej trzydziestki, wtedy to zatracając się w wyścigu szczurów zacząłem powoli dochodzić do wniosku, że ta droga prowadzi do nikąd bowiem po pierwsze zawsze znajdzie się ktoś stanowiący wyzwanie czy to materialnie, czy pod względem ilości i jakości mięśni a także kalibru posiadanej w danej chwili kobiety ale także stopa zwrotu z takiej inwestycji (czas, stres, zasoby) jest zazwyczaj wysoko niesatysfakcjonująca, no bo skoro już tyrasz na tej siłowni po parę godzin, masz osiągnięcia w stanie konta, gadanę i szacunek to chciałbyś się obracać w towarzystwie kobiecej, fizycznej dziesiątki a tymczasem ona nie jest zainteresowana właścicielem czeskiej trzystu konnej limuzyny tylko torebkami za dwa klocki, które leżą na ulicy w krajach Zatoki Perskiej a także właścicielem firmy produkującej drony służące do zabijania ludzi – oczywiście wytłumaczy sobie, że typ ma stresującą pracę więc musi się relaksować chodząc na dziwki, podczas gdy ty miałeś ciosane kołki na głowie wychodząc z kolegami na drinka . 🙂

Czytaj dalej Napędzanie przez porównanie.

W poszukiwaniu sensu…

A właściwie Człowiek w poszukiwaniu sensu, książka Viktora Frankla, profesora psychiatrii, byłego więźnia obozów koncentracyjnych została mi polecona przez znajomego. Z dużą rezerwą podchodzę zazwyczaj do tego typu pełnych ochów i achów dzieł, tym bardziej tych które zostały mi polecone. Dzieje się tak z prostej przyczyny – w poznawaniu świata doszedłem do takiego stadium, że już bardzo ciężko mnie czymś zaskoczyć. Nie inaczej było w przypadku tej książki, którą połknąłem w jeden wieczór robiąc jak zwykle obszerne notatki i zakreślając ważne fragmenty. Dlaczego zatem uważam tę pozycję za dość przeciętną? Przede wszystkim dlatego, że proponuje ona racjonalizację jako kluczowy element wychodzenia z pustki emocjonalnej. O ile może to zadziałać w przypadku dość prymitywnych osobników o tyle w odniesieniu do ludzi, którzy mają dość mocno przemyślaną rzeczywistość może być…gwoździem do trumny. Zgadzam się, że lepsze to niż rozbieranie dzieciństwa zgodnie ze schematami Freuda ale my, ludzie XXI wieku oczekujemy od specjalistów jednak czegoś więcej. Oczekujemy nadania sensu jednostce ale nie przez porównanie z innymi, tylko bezwzględnego, uniwersalnego, nie opartego na zabijaniu czasu, rzucaniu się w pracę, wolontariat, czy pomoc innym, tylko po to, aby…nie mieć zbyt dużo wolnego czasu i nie myśleć. To działało w XX wieku i to też ze zgrzytem. Dziś trzeba niestety czegoś więcej, aby nadać sens w bezsensie.

Czytaj dalej W poszukiwaniu sensu…

Razem ale osobno na zawsze.

Chyba każdy z nas ma kogoś takiego z kim wiąże go silne, trudno klasyfikowalne uczucie. Kobiety pewnie powiedzą, że nie wiedzą co, ale coś ich ciągnie do mężczyzny, my się nad tym raczej rzadko zastanawiamy w myśl zasady, że trzeba działać a nie myśleć. Czy można tak przeżyć całe życie wypełniając je splątanym kwantowo kontaktem z drugą osobą będącą z różnych powodów w oddaleniu? Można! I nie mam na myśli tu jakiegoś banalnego związku na odległość tylko sytuację, gdy ludzie są od siebie na wyciągnięcie ręki a mimo to coś staje im bez przerwy na przeszkodzie.
Czytaj dalej Razem ale osobno na zawsze.

Śladami nadwrażliwości.

Na cmentarz w Wólce Węglowej, gdzie spoczywa najpiękniejsza kobieta polskiego kina wybierałem się już od dłuższego czasu, z Wilanowa rowerem jest to jakieś 25km w jedną stronę. Dziś korzystając z pięknej pogody obskoczyłem najpierw Nowogrodzką, gdzie mieszkała w czasach gdy Pawlikowski wyskoczył z okna – tu jest zresztą ciekawy wątek, bo najpierw to on ją uwiódł a później porzucił. Później to ona robiła wszystko aby zagrać mu na nosie łącznie z poślubieniem hrabiego Zamoyskiego, po którym zdarzeniu to Pawlikowski zwymiotował z nerwów. Następnie przemieściłem się na Górczewską, gdzie mieszkała ze swoim ostatnim mężem Janem Perzyną, by ostatecznie dotrzeć do miejsca, gdzie została już na zawsze. Nie byłem wcześniej nigdy na tym cmentarzu ale zrobił na mnie duże wrażenie. Śpiew ptaków, duże przestrzenie, liczne stare drzewa w cieniu których można pomieszkać trochę we własnej wyobraźni. Tak naprawdę zabiło ją chyba odejście Pawlikowskiego i śmierć Cybulskiego. Będę grała tylko z nim, albo wcale…Ludzie nie rozumieją co znaczy nadwrażliwość. Postaram się to wytłumaczyć poniżej. Wszystko co napisałem w tym tekście jest moją interpretacją rzeczywistości i nie musi być zgodne z obiektywną oceną zdarzeń. Czytaj dalej Śladami nadwrażliwości.