Beksiński – Dmochowski, Listy 1999 – 2003.

Pan Piotr Dmochowski jest jednym z niewielu żyjących wciąż ludzi, którzy znali Zdzisława Beksińskiego osobiście i jednocześnie byli w stanie wniknąć dość głęboko w osobowość tego wspaniałego człowieka. Jak wszyscy wiemy Pan Dmochowski pokochał twórczość Zdzisława Beksińskiego od pierwszego wejrzenia, a miłość ta, jak można się przekonać, oglądając załączony materiał, trwa do dziś. Nowohuckie Centrum Kultury w Krakowie gości obrazy z jego kolekcji już dość długo, byłem tam już dwa razy, ale w ostatni weekend zdarzyła się prawdziwa gratka. Po pierwsze, NCK zorganizowało kuratorskie zwiedzanie wystawy, a po drugie w Krakowie pojawił się osobiście…Pan Piotr Dmochowski, człowiek, który poświęcił życie dla propagowania twórczości Mistrza! Spotkanie odbyło się na kanwie ukazania się kolejnej książki traktującej o relacjach jakie łączyły obu panów. Wszyscy, którzy dotknęli kiedykolwiek korespondencji Zdzisława Beksińskiego doskonale wiedzą, że można tam znaleźć kapitalne sentencje, które przy odrobinie wyrobienia (Mistrz sporo rzeczy daje na tacy, ale aby objąć wszystko, wymagana jest pewna podbudowa) potrafią uporządkować otaczającą nas rzeczywistość. Dziękuję Panu Dmochowskiemu za całość, ale szczególnie za krótką sentencję, którą będę cytował do końca życia…

„Beksiński był bardzo inteligentnym człowiekiem, ja znałem wielu artystów, którzy byli mistrzami w swej dziedzinie, ale ich inteligencja była zupełnie przeciętna.”

Czytaj dalej Beksiński – Dmochowski, Listy 1999 – 2003.

Czy leci z nami pilot?

4 lipca 1989 roku był wyjątkowo ciepłym dniem. Nie było jeszcze dziesiątej a termometr na plaży w Dźwirzynie pokazywał 28 stopni. Leżałem na kocu dotykając stopami boskiego, bałtyckiego piasku, na uszach miałem słuchawki a w nich The Boys of Summer Henleya. Patrzyłem w morze, które odkładało delikatne fale rozbijające się o zbudowany przed chwilą zamek z piasku. Nagle w moje uszy wbił się huk, podniosłem głowę i zobaczyłem bardzo nisko lecący, tuż nad plażą myśliwiec. Wszyscy obecni patrzyli z przerażeniem, bowiem był to wyjątkowo niski low pass, kilka osób przysiadło z wrażenia, a na dole wyraźnie czuć było ciepło z dopalacza, oraz podmuch z silnika odrzutowego. Mig-23 krzyknąłem zrywając się z koca, kiedy czerwony grill samolotu znikał za linią horyzontu. Wówczas wszyscy byli przyzwyczajeni to tego, że nad morzem odbywają się loty, czy strzelania, wszak zimna wojna nieco przygasła, ale do normalizacji wciąż było daleko. Ludzie jeszcze długo rozmawiali o tym co się stało, bowiem pilotów obowiązywał kategoryczny zakaz wykonywania lotów nad plażą, w dodatku na tak niskiej wysokości. Bomba wybuchła kilka dni później, kiedy Dziennik Bałtycki napisał, że w Belgii rozbił się rosyjski Mig-23, który wystartował z lotniska Bagicz pod Kołobrzegiem.

Czytaj dalej Czy leci z nami pilot?

Słońce nad Aleją Migów.

Zachodzące słońce nad Aleją Migów rysowało wyraźne kreski na owiewce jednego z najpiękniejszych samolotów bojowych, jaki powstał w historii lotnictwa. Francis Gabresky rozmarzył się nieco widząc spektakularne przedstawienie fundowane lotnikom za darmo przez naturę. Zerknął przez chwilę na przełącznik sześciu wielkokalibrowych karabinów maszynowych 12,7mm i w tej chwili obok jego F-86 Sabre zatańczyły smugowe pociski, a jednostajny stukot działka 37mm z koreańskiego Miga-15 wyrwał go z sielanki. Od kopa dał pełną moc i runął do dołu starając się dopaść przeciwnika. Niestety, różnica prędkości była zbyt duża, Mig zniknął za linią horyzontu. Gabresky dodał gazu i zaczął się wznosić, przewaga wysokości i słońce w plecach, to podstawa sukcesu w walce powietrznej. Zresztą komu jak komu, ale jemu, doświadczonemu pilotowi z polskim pochodzeniem nie trzeba było tego mówić. W czasie niedawnej wojny posłał do ziemi w barwach USAF 28 samolotów państw osi. Był zimnym, doświadczonym myśliwym, jednym z kilku w wojnie koreańskiej, którzy zapewniali sukces USAF manifestujący się w stosunku zestrzeleń 10:1 na niekorzyść Koreańczyków. Na każdy zestrzelony samolot z biała gwiazdą na skrzydłach przypadało dziesięć z czerwoną. Sabre był doskonałą maszyną, w porównaniu do Miga, prowadził się jak piękna kobieta w zmysłowym tańcu. Silniki Miga-15 będące kopią brytyjskich Rolls Royce-ów (zbudowane na podstawie kradzionej dokumentacji) wymagały bardzo ostrożnego obchodzenia się z gazem. Zbyt gwałtowne „dolanie” mieszanki kończyło się zgaśnięciem i podróżą ku ziemi. Piloci koreańscy, chińscy i nieoficjalnie rosyjscy, zamiast skupić się na walce, użerali się z „balszoją techniką”. Tak zresztą zostało do dziś, Mig-29, czy Su-27 to pięknie płatowce, jednak w starciu z technologią spod znaku np. General Dynamics, mają marne szanse, chyba że w walce kołowej, ale do tej współcześnie dochodzi bardzo rzadko. Często śmieszą mnie dyskusje na Onecie odnośnie wyższości „balszojej techniki” nad tą zza wielkiej wody. Jak to wygląda, wystarczy zobaczyć współczesne rosyjskie Łady, wyglądające identycznie jak Fiat124 będący ich protoplastą z lat 60tych. Jedyne co mają Rosjanie to nieprzebrane zasoby ludzkie, które w myśl tego co powiedział Żukow do Pattona po zakończeniu ostatniej światowej pożogi, mają wartość mięsa armatniego. Patton chwalił duże tempo natarcia Rosjan, sięgające 40-50km dziennie i zapytał jak to robią? Normalnie, odparł Żukow – nacieramy. No dobrze, ale są przecież zasieki, pola minowe – Patton nie dawał za wygraną. No to co? Odparł Żukow. Nacieramy jakby ich nie było.

north__f86-01
Zdjęcie:Wikipedia

Czytaj dalej Słońce nad Aleją Migów.

Tajemnice doliny Moczarnego.

Moczarne to dla znawców i miłośników Bieszczad miejsce wyjątkowe z kilku względów. Po pierwsze w dolinę nie można oficjalnie wejść, po drugie przez długie lata miejsce to stanowiło swoistą enklawę, związaną z wyrębem lasów, z silnie rozbudowaną koleją, stacjami pośrednimi i całą infrastrukturą, po trzecie widoki dziewiczych terenów, eksploatowanych niegdyś przez człowieka (patrz wiszące tory) zapierają dech w piersiach, po czwarte, zagubione wioski, studnie, oraz rzeczy, które ciągle można tam znaleźć, zwyczajnie wywalają z butów – wymarzone miejsce na słynną Siekierezadę!

Czytaj dalej Tajemnice doliny Moczarnego.