Open road.

Krótka analiza pewnego kawałka. Jest dość banalny w przekazie, choć komentarz pewnej dziewczyny na jednym z portali pchnął ducha nadziei w moje styrane życiem trzewia 🙂

„Bardzo podoba mi się teledysk tej piosenki. Mężczyzna, z którym spotyka się Lizzie,mimo tego,że nie jest ładny i na pewno jest dużo starszy od niej, bardzo ją kocha. To w jaki sposób na nią patrzy i to w jaki sposób o nią dba… to pokazuje, jakim dobrym i kochającym jest człowiekiem. Czesze jej włosy,przytula,obejmuje ją-podoba mi się to, tak mężczyzna powinien dbać o kobietę. „

Kesha22

Tak, myślę że spora cześć z nas tak właśnie wyobraża sobie harmonię relacji. Niestety skurwiała do cna część społeczeństwa narzuca reszcie „jedynie słuszne ścieżki”. Owszem, możesz się zbuntować i odrzucić to goowno, ale wówczas czeka cię alienacja. Tu nie ma przesiadek – albo wsiadasz do Ship of Fools, o którym traktował Robert Plant albo wypadasz z gry na zawsze. Czytaj dalej Open road.

Surrealizm Tomasza Sętowskiego.

Co łączy Waldemara Łysiaka i krakowski zespół Hipgnosis, który miałem przyjemność zobaczyć na żywo w czasie ubiegłorocznego Ino Rock festiwal? Otóż tym spoiwem jest osoba Tomasza Sętowskiego, polskiego malarza, surrealisty, który dzięki wspaniałej wyobraźni oraz niewątpliwemu talentowi potrafi przenosić horyzont wyobraźni na płótno. Jak ja straszliwie zazdroszczę takim ludziom, choć jednocześnie czuję przerażenie, bo gdybym umiał przenieść własne sny za pomocą pędzla i palety na nośnik to byłoby to dość niebezpieczne dla odbiorców a może i dla mnie samego? Na szczęście „nie da bozia świni rogów, bo by ludzi bodła”. 😉 Zajrzyjmy może za komercyjną stronę życia, bowiem czasem ludzie pytają mnie w jakiego artystę zainwestować pieniądze? Otóż myślę, że Pan Sętowski jest mocno niedowartościowany, bowiem jego najbardziej popularne prace sprzedają się w tej chwili w okolicy 25-35 tys. złotych, co jest kwotą śmieszną. Przypominam, że Zdzisław Beksiński sprzedawał najlepsze dzieła z okresu fantastycznego za ochłapy rzędu 100 dolarów, co nawet biorąc pod uwagę dewaluację jest po prostu żenującą wartością w stosunku do dzisiejszej ceny jego prac. Ale porzućmy na chwilę materializm a skupmy się na stronie duchowej tryptyku łączącego muzykę, słowo pisane i obraz. Czytaj dalej Surrealizm Tomasza Sętowskiego.

Czy Bóg kryje się w czwartym wymiarze?

Kiedy byłem dzieckiem z zaciekawieniem obserwowałem sporo starszego kuzyna, który każde wolne popołudnie spędzał przemierzając na motorowerze marki Komar wieś, w której mieszkał. Owszem, pociągał mnie wehikuł, hałas, zapach spalin, ale już wówczas zadawałem sobie pytanie po co? Odpowiedź była banalna – w ten sposób manifestował okolicznym samicom własny sukces. 😉 Dziś też widzę stada ludzi w kombinezonach jeżdżących z punktu do punktu bez celu. Żeby nie było, nie mam nic przeciwko motocyklistom, jest to tak samo bezsensowne zajęcie jak każde inne, no chyba że hedonizm jest celem nadrzędnym, ale wówczas? Hmm…Nadać sens w bezsensie jest dość łatwo pod warunkiem, że człowiek nie przekroczy pewnych granic w poznawaniu rzeczywistości. Wtedy jest już naprawdę ciężko stawiać sobie jakiekolwiek cele, bo nawet nie chodzi tu o chęci ale przede wszystkim czające się z tyłu głowy pytanie – ale po co? Wszak wszyscy skończymy jako nawóz. Nie da się zachować nawet wspomnień, więc na dziś miast hałasu jakiejś fał dwójki wybieram inną drogę.  W końcu też zrozumiały wydaje mi się eskapizm Tomka Beksińskiego, który znalazł sobie ujście od rzeczywistości niepodlanej wyparciem w postaci oglądania filmów i muzyki. Skoro nasz świat to tylko „dream within a dream” to jakie ma znaczenie, czy funkcjonujemy tu gdzie wszyscy, czy obok? Wróć! Ma, bo lodówka robi się pusta! 😉 Czytaj dalej Czy Bóg kryje się w czwartym wymiarze?

Czterech jeźdźców apokalipsy.

No właśnie. Nie trzech a czterech. 😉 Jak wiemy absolutnym guru w kwestii filozofii i malarstwa jest dla mnie Zdzisław Beksiński ale czy to znaczy, ze poza Mistrzem świat emocji przenoszonych przy pomocy pędzla i palety, czy też ołówka nie istnieje? Otóż istnieje jak najbardziej podobnie jak i muzyka Liszta, Mahlera do której po prostu trzeba dorosnąć. Niektórym nie uda się to nigdy, ale to nic straconego bowiem i tak nikt z nas nie ma wpływu na to jaką pozycję okupuje w tym kawałku marnej rzeczywistości, więc nie ma się za bardzo czym przejmować. Zacznijmy może od pierwszego jeźdźca, którym niewątpliwie fascynował się Zdzisław Beksiński. Żyjemy w czasach, gdy dotarcie do interesujących nas obrazów, czy treści nie stanowi problemu, zatem każdy kto choć trochę wejdzie na ścieżkę czytania z obrazu poradzi sobie z dotarciem do źródeł. Czytaj dalej Czterech jeźdźców apokalipsy.