Czas zabije każdego.

Ci którzy czytają mnie od lat wiedzą, że gardzę tętentem koni zwycięzców po wylizanej kostce brukowej, na łamach mych stron to przegrani mają zawsze topowe nagłówki, zapach napalmu o poranku oraz gangreny ma pierwszeństwo wobec zapachu drogich, francuskich perfum, to dychotomicy rzeczywistości oraz ludzie złamani przez życie, pełzający przy ziemi w nadziej zobaczenia promyka światła przyszłości są prawdziwą solą ziemi, tej ziemi i to im tak naprawdę należą się światła Nicei o poranku oraz całe złoto tego skoorwiałego do cna świata. Trochę zerżnąłem z Kolago, ale do dziś nie mogę się wyzbyć tych słów – przemawiają one do mnie niczym miecz Damoklesa wiszący nad bezrefleksyjnymi jeźdźcami życia, którzy chłoną go korzystając ze zwycięstwa w loterii genowej jednocześnie uważając, że ich postrzeganie rzeczywistości jest uniwersalne, słuszne i powszechne. Chciałbym pokochać kobietę ze znacznym kalectwem, cierpiącą, walczącą o każdy dzień po to, aby dać jej choć promyk światła w deszczowe dni, po to aby naprawić i zmyć winy własnego życia, kiedy to jak ostatni głupek uganiałem się za pustakami, które wygrały w loterii genetycznej tylko po to, aby przenieść otaczające nas gówno do przyszłości w postaci następców. Udało mi się co prawda, inteligencja wzięła górę nad tępą naturą i geometrią zaszczepiając najlepsze cechy w przyszłości, ale pewności z góry nigdy nie ma a ryzyko jest spore. Dobrze, że chłopaki będą mieli lżej, jednak to co na ryju zawsze daje przewagę nad resztą skazanych na śmierć. 

Samowolka, Dług, Trzy dni bez wyroku, Czas honoru…tak. Robert Gonera proszę państwa. Niewątpliwy talent aktorski, człowiek wyposażony w nadzwyczajną wrażliwość oraz nietuzinkowe postrzeganie rzeczywistości. Czy ktokolwiek z nas spodziewałby się, że człowiek ten zostanie zmuszony zamieszkać w samochodzie, że będzie musiał walczyć z opinią wariata leczonego psychiatrycznie tylko dlatego, że nie wpisał się w oczekiwania skoorwiałego do cna społeczeństwa? Mogłem skończyć podobnie ale mnie uratowała zaszczepiona w dzieciństwie na rogu wola walki, w sytuacji ekstremalnej zaczynam po prostu naparzać bez skrupułów. Później jak najbardziej pojawiają się wyrzuty sumienia, ale pył bitewny opada a wówczas zapach gangreny nawet dla wylizanych przedstawicieli mainstreamu zaczyna być akceptowalny.

W 2012 roku Robert Gonera rozwodzi się, jako wrażliwie zaprogramowany konsument rzeczywistości zostawia wszystko, bierze walizkę i wychodzi. Wszak tak ma działać „prawdziwy” mężczyzna. Pamiętam jak przeprowadzałem z Bydgoszczy kuzyna po rozwodzie, zostawił ex wszystko do tego stopnia zmanipulowany, że uznał iż rozpad związku to jego wina. Komputer, rower i parę kartonów – dorobek życia prawie 30to letniego faceta. Prawie spłacone mieszkanie zostało, no bo córka musi mieć gdzie mieszkać. Nie szkodzi, że po miesiącu wprowadził się tam lokalny taksówkarz tworząc nową rodzinę dla jego córki oraz byłej miłości życia. On do dziś mieszka kątem, ona z tego co wiem kwitnie.

Gnomy. Uwaga na gnomy obu płci ukryte pod płaszczykiem pięknej twarzy, nienagannej figury i altruizmu. Jak można doprowadzić do sytuacji, że osoba, którą się kochało, z którą dzieliło każdy dzień musiała zamieszkać w samochodzie? A Robert Gonera musiał. Kiedy wszystko się wali następuje totalne odwrócenie się środowiska od takiego człowieka, każda dziwka chce sukcesu, basenu w wieżowcu, Bentleya i foty dokumentującej sukces na instagramie, każdy skoorwiel, prymityw,  chce pochwalić się sztucznym powodzeniem za które płaci żywą gotówką. Tylko normalni, ciepli i wrażliwi ludzie muszą zdychać w norach, samochodach, wynajętych kawalerkach…

Ja prześwietlając prawdziwą naturę homo sapiens wygrałem pod tym względem wszystko ale jednocześnie przegrałem wszystko. Jak to możliwe? To proste, nigdy już nikomu nie zaufam, wszędzie widzę podstęp, wszędzie zauważam rzeczy, które są transparentne dla innych pozwalając im egzystować w chorych związkach, układach, konfigach.

Cena takich przejść jest straszliwa, bowiem jak mówi Robert:

„Do szczęścia brakuje mu jeszcze jednego, jak podkreśla – najważniejszego – miłości. – Dziś nie liczy się dla mnie, czy mężczyzna ma przed domem ferrari, ale czy ktoś w tym domu na niego czeka, czy panują w nim spokój, miłość, zrozumienie. Niestety, ja do takiego domu nie wracam. I dziś jestem wobec tego bezsilny” – powiedział smutny.

Robert nadal nie rozumie, że owo Ferrari stanowi o klimacie, który pachnie sukcesem lub klęską…cóż? Szanuję.

Mnie też brakuje w życiu miłości ale nie takiej jak tłuszcza sądzi i jak żyje, brakuje mi miłości o której wspominał Tomek Beksiński. Proszę, aby półgłówki, ludzie dechy, niewyrobieni emocjonalnie itp nie podejmowali tematu bowiem w waszym rozumieniu to ja miłość mogę znaleźć jutro. Swoimi opiniami jedynie kaleczycie definicję tejże jednocześnie profanując jedyną rzecz która ma jakiekolwiek znaczenie. Niedawno udało mi się uzyskać naprawdę dobrą wersję filmu, który niewielu rozumie, ale który jest wskazówką do właściwego odczytania tego co jest prawdziwym uczuciem z wierszy Edgara Alana Poe.

Co z tego, że to wszystko tu qrwa jest? Sprzęt, wizyjny, akustyczny…że są pieniądze w szufladzie,które weź sobie jak potrzebujesz, pieniądze które potrafi zarobić każdy kretyn i jeszcze Rakowska, która zupełnie nie rozumie swojego przyjaciela…Puste dechy aż huczy.

Ludzie jak zawsze wycofują się w ostatniej chwili a tylko ja zawsze doprowadzam sprawy do końca, jest to podstawowy przymiot za który NIENAWIDZĘ ludzkości. Pieprzenie, pierdolenie, brodzenie, mielenie ozorem i NIC za tym nie idzie. Karta stół, to podstawowa zasada jaka powinna obowiązywać ludzi.

Cóż? Kupiłem bilety na Okinawę przez Tokyo. Mam ten fart, że życie nie zabiło we mnie pasji do poznawania świata, ale to nie zmienia niczego w kwestii zrozumienia tego co czuł Tomek.

„Im był starszy, tym bardziej zamykał się w sobie, ja myślę że nastąpiło takie jakieś „wygaszanie świateł” w sensie psychicznym oczywiście, on zamykał sobie kolejne drzwi, kolejne sprawy, które go bawiły, które trzymały go przy życiu, które sprawiały, że on był wesołym kolegą, dobrym kompanem, przestawały mieć znaczenie…”

Nie pozdrawiam. Do zobaczenia z bunkrów….

Artur