Kino i książka czynią straszliwe spustoszenie…

Dziś będzie grubo…

Kiedy ludzie słyszą, że Beks upajał się oglądaniem Bondów mają przed oczyma prymitywa, który przedkłada tandetny obraz nad realizm świata, który nas otacza. Żaden z randomowych konsumentów rzeczywistości nie pomyśli, że taka postawa jest efektem kompletnego zrozumienia rzeczywistości oraz świadomego pojęcia bezsensu, braku wpływu na otoczenie, konieczności maszerowania tunelem narzuconym przez bezduszną naturę, wreszcie totalnego unicestwienia, które w finale stanie się udziałem każdego z nas. To wszystko trwa do czasu….Spotkałem wczoraj znajomego, który swego czasu fiskalizował mi firmę. Chłop zawsze był chudy jak patyk, ale to co ujrzałem pod cmentarzem (byłem odwiedzić bliskich) przeraziło mnie do cna. Muzułmanin z Oświęcimia.  Co się stało, pytam? A zmarła Grażyna, zostałem z dziećmi sam. Pierwszy raz poczułem oddech śmierci…Okej a rodzice żyją? No żyją, nikt mi nie umarł jeszcze….No to masz farta chłopie, bo ja poza dziećmi pochowałem już wszystkich. Dopiero teraz możesz poczuć namiastkę tego co ja czułem i czuję. Dziś jestem kawałkiem tępej skały, w której pali się gdzieś w głębi mała, czerwona, pulsująca lampka przypominająca od czasu do czasu kim byłem gdy pierwszy raz ujrzałem zniewalające piękno tego świata.

Zawsze lubiłem kino! Mało tego siedząc z ogromnymi słuchawkami na uszach w blasku świecy wyobrażałem sobie jako dzieciak jak powinna wyglądać rzeczywistość. W tym kontekście opowieść Zdzisława Beksińskiego o wyobrażeniu Tomka na temat spadku jaki po sobie zostawił i przekazania go dziewczynie, która sprawiła, że choć pięć minut jego życia było zbliżone go odczuć zwycięzców w loterii genowej jest mi bardzo bliskie. Dlaczego? Bo sam o wszystko w życiu musiałem ciężko walczyć. Podziwiam ludzi, którym pewne rzeczy przychodzą łatwo i nie mam na myśli tu zasobów bo to potrafi byle patafian jeśli tylko się zepnie. Obserwuję jak kobiety walczą o swoich partnerów alkoholików, damskich bokserów, ludzi życiowo totalnie beznadziejnych i czuję spalającą zazdrość. Kim bym był będąc na ich miejscu? Mogę sobie jedynie wyobrazić. Oglądam jak ludzie wspierają się nawzajem, walczą o siebie, szukają porozumienia, tymczasem w moim wypadku to nie dość, że ja muszę liczyć wyłącznie na siebie to jeszcze otoczenie oczekuje, że będę zawsze fit, zawsze na czas, zawsze gotów pokazać pazur.

Tak, jestem wdzięczny że są, krew z krwi, sens życia, podpora i sens istnienia, ale siłą rzeczy człowiek się porównuje do otoczenia i pyta? Qrwa! Jak to działa? Czego mi brak? Jakie deficyty powodują, że prawi ludzie zdychają pod płotem i nikogo to nie obchodzi, tymczasem kanalie dostają wszystko w gratisie. Ja wiem, ale się tym nie podzielę, nie chcę zabijać resztek radości z życia w czytelnikach. Może to wszystko co mają? Zawsze wyobrażałem sobie, że po czterdziestym piątym fuckupie z dziewczyną minie kilka miesięcy lub lat, będę siedział na piwie przy fontannie ze słoniami, zatopiony w telefonie i kompletnie odizolowany od otoczenia, by po chwili podnieść wzrok na skutek wrażenia, że kotś mnie obserwuje. Patrzę zamurowany a ona stoi bo wie gdzie mnie szukać! Co Ty tu robisz, pytam? Spróbujmy raz jeszcze, tym razem to ja powalczę o ciebie… NI CHOOJA mimo kilkudziesięciu przypadków.

Dlatego kocham kino bo tam takie rzeczy są na porządku dziennym 🙂

Owszem słyszę zewsząd, że miałem sporo szczęścia w życiu, zdrowie dopisało, fortuna też nie najgorsza, kobiet przewinął się zacny hufiec i to podobno atrakcyjnych, tymczasem nikt nie wie, że to wszystko wywalczone,  wydrapane pazurami, kosztem kompromisów, codziennej walki, walenia w worek bokserski do utraty tchu! Oczywiście stawiałem zawsze na jakość ale do cholery co w tym dziwnego? Jedno, że to co niektórzy dostają za darmo ja musiałem wydrapać z tynku zostawiając tam pazury, a drugie to że ten fakt denerwuje, zabiera chęć do życia i walki. Nie może być tak, że jeden dostaje wszystko od kopa a drugi musi walczyć o każdy uśmiech, złotówkę, zbitą sekundę w maratonie bo pozycja pod koniec biegu jest diametralnie inna! Bunt? A jak! W tym kontekście nigdy nie przestanę być dzieckiem, mało tego brzydzę się konformizmem, nawet w firmie dla której obecnie robię zlecenia zauważyli, że nie umiem się wpisać w struktury, aczkolwiek nie chcą się mnie pozbyć więc mogę pracować kiedy chce, gdzie chce, jak chcę, byleby target pojawiał się na czas. No cóż? Znów Beksem zawieję, nie ma nic gorszego niż praca pod pręgierzem nacisków, przepychanek, układów i układzików. Czym innym jest malowanie dla siebie i zarabianie na tym a czym innym malowanie na zlecenie. To drugie zawsze obarczone będzie mniejszą lub większą bylejakością. Jestem między innymi absolwentem Szkoły Głównej Handlowej, skończyłem zarządzanie kapitałem ludzkim i doskonale wiem, że dajemy z siebie maksa nie pod batem tylko wtedy gdy czujemy sens tego co robimy. Niestety dziś leszcze nastawieni jedynie na  zysk zdominowali przestrzeń publiczną co dzieje się w zgodzie z zasadą, że gorszy pieniądz zawsze wypiera lepszy i w imię partykularnych, małych, obsranych i śmierdzących interesów próbują klepać rzeczywistość.

Wiecie co stanowi o sukcesie?

Gdy robisz to co lubisz, kiedy chcesz i nie musisz kłamać. Jakikolwiek brak któregokolwiek z wymienionych elementów powoduje, że nawet mając od groma kasy jesteś NIEWOLNIKIEM, zwykłym goownem i na szacunek możesz liczyć wyłącznie wśród podobnych sobie przerażonych szuj próbujących w jedno pokolenie nadrobić braki dziadków. Wiesz co ci powiem? Nie męcz się. I tak nie pozostaną po tobie nawet guziki, choć wiem, że tego nie zrozumiesz. 🙂

Wniosek?

Bycie człowiekiem i życie w zgodzie z własnymi przekonaniami jest największą wartością i jedynym miarodajnym faktorem sukcesu.

Amen

Jak zwykle nie pozdrawiam z buntem wpisanym w krew.

Artur