Ruda piękność z Pruszkowa.

Kamienica w Pruszkowie przy Stalowej 20 była świadkiem wielu ciekawych wydarzeń. W latach dwudziestych ubiegłego wieku funkcjonowała tam Rada Główna Opiekuńcza, wspomagająca biednych mieszkańców owego przemysłowego miasteczka, później siedzibę miał tam Bank Spółdzielni Kredytowej Gospodarstwa Spółdzielczego, który na skutek wielu nietrafnych decyzji a także wykorzystania dobroduszności prezesa owej instytucji, znanego działacza społecznego Zenona Rutkowskiego zbankrutował pod koniec lat dwudziestych przynosząc ponad milion przedwojennych złotych strat. Historia ta zakończyła się niestety samobójem Pana Rutkowskiego – był to czas, gdy honor miał większe znaczenie niż życie. Lokator, który dziś mieszka w lokalu zajmowanym przez bank zapewne nie zdaje sobie sprawy z dramatu jaki rozegrał się tam prawie sto lat temu.

Ktoś może się zastanowić, skąd tytuł i wiedza na temat akurat tego miejsca? Otóż nigdy nie byłem związany z Pruszkowem ale już jako dziecko przeczytałem przypadkowo książkę wydaną przez lokalnego społecznika. Henryk Krzyczkowski i Dzielnica milionerów opisująca życie mieszkańców ulicy Stalowej w Pruszkowie to chyba najbardziej emocjonalnie i plastycznie napisana historia jaką udało mi się w życiu przeczytać. Znalazłem ją w starym pensjonacie w Dolinie Kościeliskiej, pewnie zostawił ją tam jakiś wczasowicz z Pruszkowa. Przeczytałem ją w dwa dni ciągiem. Pierwszy egzemplarz książki jaki posiadałem uległ destrukcji na skutek wielokrotnego czytania, wobec czego kupiłem kilka lat temu trzy egzemplarze na zapas. Pozycja obecnie jest dostępna wyłącznie na znanym portalu aukcyjnym w bardzo umiarkowanej cenie.

Od pewnego czasu reaktywuję dość mocno rower, jak widać, chyba życie jeszcze nie do końca mi zbrzydło, a może to złudzenia? Boje się jednej rzeczy, niepotrzebnie usłyszałem kiedyś w pewnej audycji słowa Tomka Beksińskiego:

„Wiedziałem, że kryzys wcześniej czy później nadejdzie i zniszczy kruchą równowagę jaką w sobie budowałem.”

Co można z tym zrobić? Tylko uciekać, najlepiej rwąc stawy, mięśnie, byle szybciej, byle dalej, byle ciekawiej…Dziś wybrałem się na wycieczkę do Podkowy Leśnej, aby zajrzeć do Iwaszkiewicza i upolować coś wraz z Lipopem, po drodze jednak zrealizowałem długo wymarzoną wycieczkę po Stalowej. Tak po prawdzie to byłem tam i wczoraj, ale deszcz przegonił mnie w kierunku SKM-ki – niestety zdrowie już nie to, przemoczona koszulka to pewne zaziębienie. Oddajmy zatem głos Panu Henrykowi, który jakże pięknie opisał ową wyjątkową niewiastę 🙂

W kamienicy przy Stalowej 20, na pierwszym piętrze, w latach 30tych, w lokalu z balkonem mieszkała z rodzicami „Ruda”. Zakładam, że Pan Henryk nie wspomniał jej nazwiska ze względu na wrodzoną delikatność, gdyby jednak ktoś z Państwa znał mocniej tę historię niż ja, to łaskawie proszę o kontakt. 🙂 „Ruda” zyskała taki a nie inny przydomek ze względu na kolor włosów. Miała w sobie coś takiego co powodowało, że facetom miękły kolana. Chodziła dumnie wyprostowana, zachowując się tak, jakby nikogo nie zauważała. Dziś pewnie powiedzielibyśmy, że to klasyczna…sukotarcza 🙂 Nosiła celowo za ciasne sweterki, które podkreślały jej nienaganną figurę i obfity biust. Jej prowokujące spojrzenia, sposób poruszania się, dziewczęcy wdzięk i urok, piękna twarz poruszały niejednego mężczyznę. Podejrzewam, że do grona wielbicieli owej pięknej kobiety zaliczał się też Pan Henryk, jednak są to wyłącznie moje domysły, ale z drugiej strony, kto w tak piękny i plastyczny sposób, niemal wierszem opisuje piękno kobiety? Tylko zauroczony facet! 🙂

„Ruda” uczęszczała do szkoły handlowej w Warszawie – mam tylko nadzieję, że nie planowała zdawać na SGH 😉 Ze względu na urodę i zainteresowanie płci przeciwnej była przez rodziców wyjątkowo pilnowana. Żadne późne powroty, rozmowy z nieznajomymi czy spacery z plebsem nie wchodziły w grę. Jej ojciec był urzędnikiem w ministerstwie i mieszkał w Pruszkowie wyłącznie ze względu na niższe koszty najmu. Rodzina totalnie izolowała się od sąsiadów traktując ich jako ubogich krewnych. Takie wówczas były czasy – nikt nie chciał mezaliansu.

Kilka dni po ukończeniu szkoły dziewczyna nagle zniknęła! Nikt nie wiedział co się stało, nie miała żadnych zatargów ani z rodzicami, ani z nielicznymi koleżankami. Po prostu kamień w wodę – wyszła i zniknęła. Zawsze grzeczna, posłuszna, prowadzona twardą ręką ojca nagle `wyparowała. Próby poszukiwania jej u rodziny w Warszawie zakończyły się fiaskiem, wobec czego zrozpaczeni rodzice powiadomili policję o zaginięciu córki. Na Stalowej zaczęły rozchodzić się plotki (ala Zięba) o zorganizowanej szajce przestępców porywających piękne kobiety i wywożących do burdeli w Ameryce Południowej. Popularne wówczas były kryminały pisane przez Antoniego Marczyńskiego, które doskonale wpisywały się w tajemnicze zniknięcie pięknej nastolatki.  Szukano jej ciała w gliniankach, ogłoszono przez państwowe radio o poszukiwaniach, przepytywano ludzi…nic, kompletna kamfora! Zaginięciem „Rudej” żył niemal cały Pruszków!

Niespodziewanie po kilku tygodniach sprawa się wyjaśniła. W sąsiedniej kamienicy pod numerem 18 mieszkał Pan Mundzio, emerytowany wojskowy, który mimo czwartego krzyżyka na karku wciąż trzymał się prosto, chadzał w mundurze oraz oficerkach. Pan Henryk bardzo go lubił, często bawił się w cieniu jego gołębnika.

15 lipca Pan Mundzio wyprawił huczne imieniny, wóda lała się strumieniami, śpiewy słychać było na całej ulicy. W pewnej chwili rodzice „Rudej” usłyszeli, że jakaś kobieta w sąsiedniej kamienicy śpiewa głosem ich córki! I sprawa się rypła! Rodzice wybiegli przed dom na podwórko pomiędzy kamienicami i w oknie na strychu dostrzegli własną córkę machającą do nich tak jak ją Pan Bóg stworzył 🙂 Wezwano policję, przerwano imieniny Pana Mundzia, ale nic to nie dało! „Ruda” stwierdziła, że dobrowolnie zamieszkała u sąsiada zakochując się w jego wojskowej postawie, a że skończyła niedawno osiemnaście lat, wobec czego była pełnoletnia to przodownikowi policji państwowej nie pozostało nic jak przeprosić za zakłócenie imienin i wycofanie się rakiem.

„Ruda” mieszkała na melinie kilka tygodni. W tym czasie dbała o Pana Mundzia, gotowała, sprzątała, uczestniczyła w licznych rautach wydawanych przez gospodarza jednak z czasem chyba znudziła się starszym, przewidywalnym panem. Aż do wybuchu wojny wielu ludzi z Pruszkowa przychodziło popatrzeć w okno, w którym „Ruda” paradowała nago. Pan Mundzio po skandalu ożenił się i wyprowadził do Warszawy zaś „Ruda” wkrótce także wyszła za mąż za bogatego właściciela dużego sklepu rybnego przy Marszałkowskiej, którego niewątpliwie uszczęśliwiła. <3  Jeszcze długo po powrocie do rodziców opalała się w kostiumie kąpielowym na balkonie kamienicy przy Stalowej 20 zbierając ukradkowe spojrzenia męskiej części spacerowiczów, którzy specjalnie przychodzili nawet z odległych dzielnic, aby nasycić swe zmysły pięknem natury 🙂

Do Pana Henryka wrócę jeszcze za jakiś czas, bo zebrałem sporo materiału, w tym zdjęciowego. Mam nadzieję, że kogoś prócz mnie to fascynuje? 😉

Pozdrawiam serdecznie

Artur