Huxley w święta podlewany Beksińskim.

Zaiste mieszanka wybuchowa trzeba przyznać, bowiem to co obserwujemy na świecie dziś, jest niemal doskonałą kopią wizji tego co zawarł dawno temu Huxley w swoich dziełach a co Zdzisław Beksiński wizualizował. Dziś już chyba jasne kto wygrał w starciu z Orwellem? Zacznijmy zatem cytatem, który niezmiennie od lat opisuje mój stosunek do rzeczywistości.

"Ja tam wolę być nieszczęśliwy, 
niż pozostawać w stanie tej fałszywej, 
kłamliwej szczęśliwości, w jakiej się tu żyje."
Aldous Huxley

Będąc najstarszym żyjącym członkiem własnej rodziny nie obchodzę żadnych świąt –  jest to dla mnie czas wolny jak każdy inny. Moment rzeczywistego oderwania od spraw codziennych, refleksji, zasypania na chwilę wiecznych pytań o „sens” i „co dalej?” a także kontemplację. Sięgnąłem po książkę sprzed czterech niemal lat wspominając jednocześnie jeden z bardziej klimatycznych wieczorów w moim życiu. Spędziłem go w Sanoku, na zamku, uczestnicząc w spotkaniu autorskim z redaktorem Wiesławem Weissem na kanwie wydanej wówczas książki odkłamującej sfałszowany na potrzeby medialne obraz Tomka Beksińskiego. Pamiętam, że wówczas zakupiłem cztery egzemplarze wydawnictwa, ale nie mogę z żaden sposób przypomnieć sobie dla kogo był ten czwarty, podpisany tom…. Wczoraj i dziś miast skupiać się na historiach opisujących walkę inteligencji z fizycznym pięknem, będących często alegorią do własnych odczuć,  postanowiłem mocniej dotknąć sfery dźwięków, z którymi od zawsze związany był bohater książki i przez które się wyrażał.

Wertując łamy wydawnictwa i odsłuchując liczne wspomniane zespoły próbowałem odnaleźć jakąś część siebie w starym, niszowym, progresywnym rocku lat 70tych ale mimo najszczerszych chęci nie udało mi się to. Zebrałem kilka trafiających do mnie numerów jak chociażby Appena un pro czy Per un amico włoskiej grupy Premiata Forneria Marconi czy też Open grupy Armaggedon i Edward, the Mad Shirt Gringer kapeli Quicksilver Messenger Service by po chwili przerzucić się na dużo bliższe mi lata osiemdziesiąte. Idąc konsekwentnie do przodu w strzałce czasu doszedłem siłą rzeczy do Abraxas z najlepszą chyba jaka kiedykolwiek powstała solówką na gitarze w utworze Pokuszenie , dalej oczywiście  Closterkeller i coś….co jakimś cudem kiedyś przegapiłem a co dziś zrobiło na mnie duże wrażenie.

Szczęśliwi ludzie to tacy, 
którzy nie są świadomi lepszych
i większych możliwości, 
żyją we własnych światach 
odpowiednio skrojonych do ich predyspozycji.
Aldous Huxley

Zjawiskiem tym okazał się zespół Quidam, promowany swego czasu przez Tomka na antenie radiowej Trójki. Kapela związana była z Inowrocławiem, który również bardzo mile wspominam z festiwalu InoRock, na którym miałem przyjemność być dwa lata temu. Ze swoistym dla siebie zapałem – kiedy coś pochłonie mnie bez reszty – zacząłem szukać wszystkiego co związane z tematem. Początkowo trafiłem w Spotify na album z 2012 roku zatytułowany Saiko i z wydawnictwa tego pociągnął mnie tak naprawdę tylko jeden, instrumentalny numer, którym podzieliłem się ze znajomym.  I tu mamy niespodziewany przykład na synchroniczność! Mimo, że kapela zapomniana to okazało się, że kolega w tym samym czasie co ja wrócił do niej, parę minut wcześniej uruchamiając płytę z koncertem i nie wiedząc, że ja również kręcę się w tych samych klimatach! Zaskoczyło nas obu to dość mocno. W odpowiedzi zresztą polecił mi zainteresować się pierwszym albumem grupy wydanym w 1996 roku a zatytułowanym identycznie jak nazwa, czyli Quidam.

Trochę się naszukałem i w końcu trafiłem na wydanie Anniversary edition. To był strzał w dychę. Oczywiście natychmiast rzuciła mi się w oczy postać wokalistki Emilii Derkowskiej, której głos bardzo mocno do mnie przemówił. Generalnie muzyka jest taka jakiej słuchało się na przełomie lat 80/90 czyli melodyjna, zawierająca liczne chwytające riffy i solówki mieszane z instrumentami klawiszowymi czy fletem. Album jest do dostania chyba tylko na znanym portalu aukcyjnym, przy czym wydanie nowe na CD nie jest tanie bowiem wycenione zostało na prawie dwieście złotych. Muzyka ta jednak spodobała mi się na tyle, że kupię sobie już jutro tę płytę.

Musisz doznawać bólu i trosk, 
inaczej nie stworzysz tekstów prawdziwie dobrych, 
przeszywających jak promienie Roentgena.
Aldous Huxley

Jeśli ktoś sięgnie po muzykę Quidam z pierwszego albumu to polecam takie utwory jak Sanktuarium, Nocne widziadła czy Warkocze. Im mocniej zagłębiamy się w magiczny świat jaki rysują w naszej wyobraźni członkowie grupy tym mocniej doceniamy wysublimowane partie wokalne Emilii oraz flet wplatany w dźwięki gitary. Bardzo plastyczny album dający duże pole do popisu wyobraźni….no i te „rękawiczki gubione specjalnie, żeby on ich szukał”. Człowiek ukształtował się na takich tekstach i dobrym kinie stąd później dysonans, że nikt tych rękawiczek w świecie realnym nie chciał przed nim gubić. A może po prostu ktoś inny miał ich szukać? Kto to wie! Tak czy inaczej szczęśliwy ktoś, kto je znalazł.

Jestem pewien, że muzyka mimo że reprezentuje nurt progresywny spodoba się również fanom lżejszych form. Szkoda, że kapela została praktycznie zapomniana, podobnie jak nie mogę znaleźć odnośników do dalszych losów uroczej wokalistki Quidam, która zniknęła opuszczając definitywnie grupę w 2003 roku. Gdyby ktoś znał jej losy, lub sama jakimś cudem tu wpadnie, to pięknie proszę o kontakt. 🙂

Chciałem zmienić świat. 
Doszedłem jednak do wniosku, 
że mogę jedynie zmieniać 
samego siebie.
Aldous Huxley

Pozdrawiam
Artur Gutner