Peter Schiff i powrót na rynki.

Ale tylko na chwilę 😉 Rozchwiane rynki są doskonałą okazją do zarobku, pod warunkiem, że w dłuższym trendzie można wypracować przewagę „ma” nad „winien”. Przy bardzo długiej grze i odpowiednich środkach wystarczy przewaga na 51%.  Kryzys powoduje, że indeksy giełdowe szaleją, przedwczoraj DAX zyskał prawie 10%. Oczywiście grając także na spadki, skalpując i łapiąc okazję można zrobić naprawdę dobrą stopę zwrotu z kapitału czego owocem jest mój dobry humor, mimo tragicznych wieści z otaczającego mnie świata. Może to dlatego, że nie mam zbyt wielu znajomych i jakoś specjalnie nie cierpię z powodu „izolacji”? Każdy z nas żyje w swojej bańce i przekładanie własnej percepcji rzeczywistości na stado jest kardynalnym błędem poznawczym, który w skrajnych przypadkach może doprowadzić nawet do kompletnego upadku. Tak czy owak ja jestem już na emeryturze więc dzienną stopę zwrotu z kapitału na poziomie kilku procent uważam za satysfakcjonującą – uwierzcie mi, że nie trzeba się sprzedać, aby wygodnie (w miarę) żyć – chyba, że się jest obciążonym genetycznie – wówczas nie ma wyjścia. 🙂

Myślę, że warto inwestować w rozwój miast zamykać się w potrzasku własnych lęków. Za chwilę pewnie skoczę do mojego ukochanego miasteczka – dawno mnie tam nie było, musiałem bowiem najpierw zabezpieczyć najbliższych. Jak Zdzisio Beksiński, który stracił cały napęd do życia po śmierci żony, gdyż wszystko co robił, robił po to, aby zabezpieczyć najbliższych.  Ja mam tak samo, dlatego jestem wdzięczny za to, że mam cel w życiu, który przynosi mi radość.

Peter Shiff jest amerykańskim ekonomistą, wizjonerem, który już lata temu przewidział kryzys z 2009 roku oraz jego skutki. Pozostaje w opozycji do Arthura Laffera zwolennika dodruku i ujemnych stóp procentowych jako sposobu na wieczną stymulację gospodarki. To, że Laffer nie ma racji widać obecnie – mikroskopijny mikrob wywalił z torów największą gospodarkę świata konsumującą na kredyt dobra, które wytworzą nasze dzieci. Po nas choćby potop? Niekoniecznie…

Żyjemy w naprawdę ciekawych czasach, bowiem niewielu z nas miało bądź będzie miało okazję przyglądać się walce o zmianę hegemona na ziemi. Kilka dni temu USA ogłosiło nielimitowany QE, w praktyce oznacza to dodruk 6 bilionów dolarów bez fundamentów w gospodarce. Aby uzmysłowić jaka to skala wspomnijmy, że całe roczne PKB (powiedzmy, że to odpowiednik budżetu rodziny) Stanów to 20 bilionów dolarów. Jak sądzicie? Czy nagłe zwiększenie wydatków o prawie 30% waszych rocznych dochodów odbije się jakoś na budżecie domowym? Zakładam, że tak. W praktyce i na dużą skalę oznacza to moim zdaniem pogrzebanie dolara jako waluty w średnim terminie czasowym. Dewaluując własną walutę najprościej spłacić długi, pozostaje kwestia jak na to zareagują wierzyciele? Jeśli zadowolą się przejęciem roli hegemona bez jednego wystrzału to dobrze! Mnie jest wszystko jedno kto trzyma lejce światowego biznesu bowiem będąc sprytnym  i znając rynek zawsze da się zarobić na wakacje dwa razy w roku.

Odstawiłem transport, czterech wiernych pracowników odesłałem  w delegację do Monachium, załatwiając im pracę za mniej więcej 3k Euro netto w pierwszej grupie podatkowej plus darmowe zakwaterowanie. Uważam, że to ważne, aby nawet w czasach ostatecznych dbać o kogoś kto jest lojalny. Takie rzeczy procentują bardzo mocno, zresztą nawet nie o to chodzi. Od kilku lat chcę być fair wobec otoczenia, choć to jedno prócz dzieci musi mi się udać w życiu. Zresztą, starszy syn jest już w zasadzie samodzielny, studiuje informatykę ze specjalnością programowanie obiektowe i jednocześnie pracuje ucząc języka angielskiego bowiem posiada Cambridge C2 (CPE) Proficiency Exam. Nie spodziewałem się, że pracując zdalnie można zarabiać w ten sposób prawie 20 Euro na godzinę. A jednak! Decyzja o posiadaniu dzieci była najlepszą jaką mogłem podjąć w życiu i naprawdę czuję, że już wkrótce będę mógł ze spokojem ducha do końca zająć się przekuwaniem sukcesów finansowych w emocje., bowiem jak Beksiński (poza talentem, którego mi brak) jestem typem emocjonalnym i interesują mnie już w zasadzie wyłącznie wzruszenia 🙂  Ten czas jest blisko, czuje go wręcz opuszkami palców i środkiem duszy. To cieszy.

„Czas, czas jest najlepszą miarą człowieka, bowiem on pokazuje, który kierunek był właściwy.” – random w czasie sesji.

Można lepiej zdefiniować mierzalność czegoś co ludzie zwą sukcesem, bez względu na subiektywną skalę tegoż?

Steve Hackett jest geniuszem – geniuszem gitary. Uwielbiam go nie tylko dlatego, że przypomina mi dawnego pracownika (a obecnie przyjaciela) ale ze względu na to co tworzy. Jak ja mu zazdroszczę! Mieć talent i go nie zmarnować. To najlepsze co nas może spotkać w życiu. Mieć talent i go zmarnować, to grzech pierworodny.

Dziś w czasie sesji na giełdzie czekałem na informacje z amerykańskiego rynku pracy. Okazało się, że sytuacja jest gorsza niż spodziewali się analitycy. Ponad 3 miliony ludzi złożyło wniosek o zasiłek. Takich rezultatów gospodarka US nie doświadczała od Wielkiego Kryzysu. Trudno. Byłem w Stanach wiele razy, poznałem ten piękny kraj i poznałem ludzi, którzy są tak dalecy  (Darek, prócz Ciebie) moim przekonaniom i ideałom, że jakoś nie żałuję, iż dotknie ich to z czym musiały zmagać się dzieci w Bangladeszu, aby puste dechy mogły paradować po 5th Av w szpilkach od Manolo Blahnik. Wieszczyłem to co za chwilę się zdarzy od kilku lat i powiem nie bez kozery, że czuję pewną satysfakcję, choć niewątpliwie kryzys uderzy także we mnie bardzo mocno.

Jestem już zmęczony życiem, więc gdzie indziej lokuje swoje oczekiwania i radości.  <3 Akceptacja jest wszystkim – polecam każdemu, choć wiem, że to przychodzi z czasem. 🙂

Uważajcie na siebie!

Artur