Black swan?

Na kanwie paniki związanej z koronawirusem ludzie przestali zauważać co dzieje się ze światową ekonomią. Oczywiście lokalnie każdy kto prowadzi jakikolwiek biznes związany z usługami dla ludności odczuwa drastyczny spadek ruchu i obrotów. Korpo ludki póki co mają się dobrze udając, że pracują a tak naprawdę spijają kawę w zaciszu domowych pieleszy i grają z pozycji home office ważnych pracowników instytucji na wewnętrznym polu walki o lepsze kejpiaje. Black swan czyli czarny łabędź to termin, który w ekonomii oznacza niespodziewane wydarzenie, na skutek którego dochodzi do odwrócenia trendów rynkowych. Do czasu zaistnienia epidemii w Chinach mieliśmy do czynienia z najdłuższym w historii okresem hossy na rynkach. Jakiś czas temu zacząłem się nawet zastanawiać czy luzowanie ilościowe nie jest czasem prymitywnym, ale doskonałym sposobem na ciągły wzrost, tym bardziej, że nie wywoływało ono inflacji na rynkach tradycyjnych a przenosiło nadmiar pieniądza na rynki finansowe. Innymi słowy bogaci pompowali własne portfele aktywami bez pokrycia, które jednocześnie ci bardziej świadomi starali się transferować w kierunku rzeczy mających rzeczywistą, materialną wartość w odróżnieniu od kompletnie skompromitowanego pieniądza fiducjarnego. Co lepsze, poza gromadzeniem coraz większej ilości kapitału w wąskim gronie rąk na skutek taniości i dostępności kredytu dla plebsu, nie wywoływało to negatywnych skutków dla gospodarek w postaci nadmiernej inflacji. Ten stan trwał do czasu…

Na początek odeślę do mojego poprzedniego wpisu oceniającego skuteczność luzowania ilościowego:

Panaceum na cykle koniunkturalne?

Warto również wrócić do zagadnienia synchroniczności, które jest zapewne znane każdemu z nas, ale nie każdy kojarzy je z definicją.

Problem z synchronicznością.

Luzowanie ilościowe, z czym to się je? Otóż najprościej mówiąc jest to wywoływanie inflacji przez rząd poprzez wykup własnych obligacji skarbowych za pieniądze wykreowane „z powietrza”. Nie będę tu się zagłębiał w szczegóły działania dźwigni przy procesie kreacji pieniądza, wspomnę tylko, że w „normalnych” warunkach wynosi ona około 10. Znaczy to tyle, że jeżeli Kowalski przyniesie do banku 100 złotych to tenże bank stosując tak zwaną rezerwę cząstkową będzie w stanie wykreować w komputerze 1000 złotych i pożyczyć je Nowakowi. Oczywiście naszych Kowalskich i Nowaków jest miliony zatem cały proces jest zwielokrotniony. Teraz Nowak będący np deweloperem postawi blok i sprzeda pięciu Kowalskim mieszkania po 300 złotych. Uzyska zatem 1500 złotych przychodu, który zaniesie do banku. Bank z tych 1500 złotych wykreuje 15000 złotych, które pożyczy kolejnemu Nowakowi. Ponieważ ilość pieniądza w obiegu rośnie to w kolejnym bloku wybudowanym przez Nowaka mieszkania nie będą już po 300 złotych tylko po 400 złotych. I tak dalej…

„Gdyby ludzie znali funkcjonowanie systemu pieniężnego, rewolucja wybuchła by jeszcze przed świtem.
– Henry Ford

Pamiętajmy, że wynagrodzenia nigdy nie nadążają za inflacją, zatem po pewnym czasie kolejny Kowalski chcący kupić mieszkanie będzie się musiał zapożyczyć w banku. Co za tym idzie cena mieszkania w bloku Nowaka znów pójdzie w górę. Ekonomistów proszę o niestrzelanie – chodzi o proste wyjaśnienie w jaki sposób garstka ludzi okrada całe społeczeństwa a w finale doprowadzi do totalnego załamania systemu ekonomicznego, z którym z dużym prawdopodobieństwem będziemy mieli do czynienia w najbliższych miesiącach.

Kreowanie przez banki pieniędzy na zasadzie dźwigni oraz rządy skupujące własny dług za sztucznie stworzone wartości dają nadwyżkę, która w czasach słabego przepływu informacji oraz kapitału lądując na rynkach tradycyjnych raz dwa wywołałaby inflację doprowadzając do upadku władz i resetu. Tak się nie stało przez ostatni czas bowiem każde zawahanie rynków odnośnie stabilności finansów państw było „zadrukowywane” kolejną porcją wykreowanej z powietrza waluty. Krach mógł nastąpić tylko w wypadku, gdyby któryś z dużych graczy powiedział „sprawdzam” i zechciał przenieść wirtualne zapisy na kontach bankowych, do świata realnego. Nic takiego nie miało miejsca, ponieważ ludzie powyżej pewnego poziomu wiedzy ekonomicznej doskonale zdają sobie sprawę z kruchości systemu. Tymczasem na skutek kreacji pieniądza tworzą się bańki (vide ceny mieszkań), zwykli ludzie zmuszani są do coraz silniejszego zadłużania się, aby zaspokoić własne, podstawowe potrzeby, klasa średnia przestaje istnieć a krezusi finansowi świata stają się coraz bogatsi, przejmując poprzez wywoływanie kryzysów wszystko co ma jakąkolwiek fizyczną wartość.

„Jeden procent populacji ma prawie tyle pieniędzy co pozostałe 99 procent społeczeństwa. Brytyjska organizacja Oxfam opublikowała raport dotyczący bogactwa na świecie. Okazuje się, że w 2014 roku 48 procent światowego majątku spoczywało w rękach zaledwie jednego procenta mieszkańców kuli ziemskiej – oczywiście tych najbogatszych. Pozostałe 52 procent posiadała cała reszta ludzi.”

Czy ktoś jeszcze sądzi, że jakiekolwiek wybory są demokratyczne? Dlatego ja od lat nie uczestniczę w tej hucpie. Szkoda czasu.

Obawiam się, że to co się dzieje teraz to zaledwie preludium do kryzysu, przy którym ten z lat dwudziestych/trzydziestych ubiegłego wieku był jedynie namiastką tego co nas czeka. W rzeczywistości mamy do czynienia z genialnym mechanizmem okradania społeczeństw w majestacie prawa i przy zgodzie samych zainteresowanych, zaślepionych totalnie konsumpcją na kredyt.

Teraz trochę o synchroniczności. Jak moi czytelnicy wiedzą jestem zwolennikiem determinizmu, który moim zdaniem dotyczy wszystkich sfer naszego życia, w tym również fizyki kwantowej. Determinizm w mowie potocznej oznacza przeznaczenie, zaś synchroniczność zbieg okoliczności, z tym że nieprzypadkowy, tylko zdeterminowany.

Taka synchroniczność zaszła np w czasie wybuchu I wojny światowej, kiedy to zbieg wielu niekorzystnych okoliczności w finale doprowadził do eksplozji wojennej pożogi w Europie. Wówczas czarnym łabędziem było morderstwo księcia Ferdynanda a obecnie…eksplozja epidemii koronawirusa połączona z pęknięciem bańki na rynkach finansowych.

Jeśli do tego dodamy prawdopodobnie zsynchronizowaną akcję państw (spadek cen ropy naftowej) przeciwników USA i układu z Breton Woods, który utworzył dolara jako walutę służącą do rozliczeń międzynarodowych a co za tym idzie umożliwił życie Jankesów na koszt reszty świata, to zaczyna się tworzyć obraz całości układanki. W tej chwili panika na świecie związana z epidemią jest już takiej skali, że nawet ostre działa FED obniżające stopy procentowe poniżej zera a nawet zapewnienia o skupie nie tylko obligacji skarbowych ale też korporacyjnych w moim przekonaniu nic nie dadzą na dłuższą metę. Czemu? Bo jeśli „ulica” wpadnie w panikę to żaden system bankowy tego nie wytrzyma. To dlatego „run na banki” a nawet namawianie doń jest karane długoletnim więzieniem.

Run na banki

Ja wyszedłem z rynków akcji i papierów wartościowych przedwcześnie, bo prawie rok temu. Wynikało to z mojej nadmiernej ostrożności, nie mniej jednak właściwe przekierowanie aktywów we w miarę bezpieczne w czasie kryzysów przystanie, prawdopodobnie pozwoli mi przetrwać kilka lat bezrobocia, dekoniunktury, czy globalnej zwały finansowej. Przez te parę miesięcy mogłem jeszcze powiększyć kapitał ale mimo to uważam, że tu jest jak z grą w oko. Lepiej powiedzieć „starczy” mając trzynaście niż skończyć z „furą” przegrywając wszystko.

Co zatem robić? Jeśli masz długi, brak oszczędności, pracujesz najemnie – to masz po prostu przepieprzone. W czasach kryzysu liczą się konkretne umiejętności, które można zamienić na ekwiwalent pieniądza bądź bezpośrednio na zasadzie barteru na użyteczne dobra. Jeśli jesteś socjologiem i pracujesz na zasadzie home office to lepiej naucz się łowić ryby, stawiać sidła bądź polować, poznaj grzyby i kup bimbrownik. Alkohol w takich czasach jest doskonałym środkiem płatniczym.

Na krótką metę warto zaopatrzyć się w wolno psujące się artykuły spożywcze, źródło światła i ciepła (np przenośna kuchenka na kartusze), na dłuższą jednak trzeba mieć coś, co będzie atrakcyjne na tyle, że będzie pozwalało przeżyć. Np złoto lub srebro. W warunkach inflacji pieniądz papierowy przestaje mieć jakąkolwiek wartość.

Osobiście jeszcze nie poddaję się panice, raczej liczę, że epidemia będzie się cofać a rynki po zresetowaniu zaczną odbijać i z czasem znów wrócą na trend wzrostowy, wszak tak działają cykle koniunkturalne, pozostaje kwestia z jakiego poziomu nastąpi odbicie i ile zajmie czasu?

Pomyślności i cieszcie się ostatnimi chwilami względnego spokoju.

Artur