Marcowe foczki :)

Siedzę sobie nad Jeziorkiem Czerniakowskim, będąc w trakcie pierwszej w tym sezonie circa stu kilometrowej objazdówki dookoła stolicy, oglądam kąpiące się foczki, oddycham wiosennym powietrzem, wyciągam telefon i wpada mail! Czytam list od Łukasza. Łukasz kiedyś ze mną korespondował w zamierzchłych czasach, w międzyczasie skończył studia, poznał Mariolę i zaczął wieść życie zadowolonego człowieka. Wbił się w stado, zapomniał o starych kolegach 😉  Do czasu. Ostatnio okazało się, że Mariola non stop go krytykuje i on nie wie co z tym zrobić. Chciałby kontynuować tę znajomość ale czuję się totalnie wykastrowany, bo doszło już do tego, że pani narzeka nawet wtedy, gdy zamiast godziny w skateparku spędza półtorej. Powinien siedzieć w domu i odkładać kasę na wakacje. Co robić? Pytam, czemu z nią jesteś? No bo fajna laska jest, ładna, no i tyle czasu razem…

W tym miejscu, aby wyjaśnić pewne sprawy dodam znajomy przykład, gdzie kobieta o fenomenalnej urodzie próbowała wejść do wyższej niż własna sfery . Trafił się facet marzeń – wysoki, przystojny, dyrektor fabryki o dochodach rzędu miliona złotych rocznie. Oczywiście w pakiecie stu pięćdziesięciometrowy apartament w Krakowie, z panorama miasta, cotygodniowe wypady w ciekawe miejsca, często za granicę, życie na obrotach, och i ach! Czemu o tym pisze? Bo pan miał tylko jeden deficyt. Brakowało mu prawdziwej bliskości z przepiękną dziewczyną, ale jako normik zabrał się do tego od dupy strony inwestując w wiele tematów na raz. Strategia ze wszech miar skuteczna w przypadku gości „bez perspektyw” w tym wypadku zawsze jest porażką. Z drugiej strony to robił tak jak mu konformizm nakazywał – trudno od kogoś kto sra całe życie w złoty kibel oczekiwać, że uzna to co ma za wystarczające do bycia szczęśliwym 🙂

Nastąpiło naturalne przegrzanie. Nadmiar podaży zawsze był gorszy od niedoboru 😉 Z tą zerwał, z tamtą zawiesił, asystentka też się narzuca, ech… Oczywiście każda relacja pełna niedopowiedzeń, ukrytych znaczeń, ostrożność górą, więc zero publicznych zdjęć z naszą bohaterką razem (najważniejsze to nie wyjść na puszczalską albo rozwiązłego) itp. Wykonał parę pozornych ruchów wpuszczając panią w swoje środowisko, przedstawiając tym i owym, wygodne autko, sporo dobrego alkoholu – sielanka lepsza niż w Dubaju.  Niestety, po pewnym czasie (ach ta nadmierna podaż!) pani mu się znudziła, no bo jeśli ktoś jest plastikiem nawet z dużą kasą, zapleczem, rodzicami, którzy go właściwie ustawili a ma wąskie horyzonty to nie dogada się z w miarę inteligentną dziewczyna, choćby była miss świata.

Znam to z pierwszej ręki, więc teraz  clue – pani po kwiecistej opowieści o tej bajkowej relacji z błyskiem w oku i dającym się odczuć ciągłym (nawet teraz) zaangażowaniem stwierdziła, że ona odeszła sama bo nie będzie latać za facetem! Tymczasem moim skromnym zdaniem sytuacja była zgoła odmienna! Pan odprawił panią w londyński, typowy dla tej goownianej sfery sposób, czyli poprzez…zaniedbanie. <3 Kiedyś się mówiło w takich sferach, że po pewnym czasie dobra żona sama odchodzi.

Oczywiście niewiasta owa była sobie w stanie wszystko wytłumaczyć i zracjonalizować. Nawet to, że typ wracał w pięknym, pachnącym asystentką garniturze z roboty,  szybki lodzik na wejściu, piętnastominutowy „łomocik” (ach ten Grey!) na specjalnie sprowadzanych z RPA meblach kuchennych,po czym  brał prysznic i  rozpoczynał festiwal grania na PlayStation na swoim ogromnym 90 calowym telewizorze jednocześnie ignorując potrzeby pragnącej bliskości pani. Czy jej to nie przeszkadzało? Ależ oczywiście, że NIE! Musiał się odstresować, bo przecież qrwa miał mega stresującą i odpowiedzialną pracę! I ona to doskonałe rozumie i rozumiała, nawet dziś, czujesz chłopie?

A Ty mi tu wyjeżdżasz, ze masz szlaban na doopę, czujesz ostracyzm i niechęć bo trzy razy w tygodniu idziesz sobie poskakać?

Twoja praca, pasja, zamiłowania to goowno i ty NIE musisz się odstresować, bo w oczach pani jesteś nikim! Ty nie masz nerwowej, odpowiedzialnej pracy miernoto! 😉 Mało tego, ty nie masz prawa do czegokolwiek bo TY dostępujesz zaszczytu obcowania z nią! Rozumiesz swoją pozycję w tym układzie? Zaprawdę powiadam Ci ze żadne rolki w odpowiednim konfigu by pani nie przeszkadzały, a nawet więcej – sama by ci od czasu do czasu coś tam  kupiła związanego z tematem widząc twoja pasję.

W odpowiednim konfigu nawet Kosiniak Kamysz może być tygrysem! Tak kolego, to ów układ odniesienia determinuje postrzeganie Ciebie przez panią a nie odwrotnie. To układ odniesienia jest atraktorem a nie TY jako człowiek.

Kapewu? Czy teraz rozumiesz choć ciut lepiej tę schizofrenię? Powiem ci, że jak nic z tym nie zrobisz to może być jeszcze gorzej, bo dojdziesz do momentu, kiedy odezwiesz się niepozornie wieczorem i dostaniesz burę bo chwila jest nieodpowiednia. Czemu zatem ona wciąż w tym tkwi? Bo chwilowo brak przystojnego przemysłowca na horyzoncie. Przykro mi ale tam hipergamia jest wszystkim.

Zatem, co tu poszło źle? Nic wielkiego – klasyczny układ oblany początkową dopaminą zmienił się w klasyk „z braku laku”. Jesteś to jesteś, nie ma cię to nie ma z jednoczesnym sentymentem do czasów, gdy coś było. W konsekwencji żebyś srał i grał to nic nie zmieni. Ta nerwówka to tylko preludium do wmówienia sobie przez panią, że jesteś do niczego. Ona w ten sposób sama siebie powoli przekonuje, że to nie ma sensu. Powód jest jeden – trzeba się rozgrzeszyć, bo racjonalnie ona wie, że jesteś fajnym facetem, tylko co z tego jak chochlik w głowie szepcze, że to nie to! Co robić zatem?

Być sobą. Kulturalnie i grzecznie postawić sprawę jasno. Kocham cie, chce być razem, ale na naprawdę partnerskich zasadach. Istnieje promil szansy na to, że pani potrafi wyjść poza swój ośrodek przyjemności i spojrzeć na was z perspektywy. Promil! Pamiętaj, że tak TY jak i ona musicie mieć swoją przestrzeń.

I co zatem dalej? Obserwować!

Na moje oko jest 89% 😉  (bez wyników recenzowanych badań w tym zakresie) prawdopodobieństwo, że pani się zwinie, ale nawet to możesz przekuć w korzyść dla ciebie, bo zyskasz jasność co do tego z kim chciałeś się związać.

Miłego dnia w świecie iluzji. Nigdy nie słuchajcie ludzi tylko ich obserwujcie.

Artur