Tetetka inny kaliber.

Siedzę w przytulnej spelunce w porcie Durres. Kończę piwo i biografię Teresy Tuszyńskiej – po raz drugi. I po raz drugi lektura wstrząsa mną do głębi. Nie ze względu na kaliber książki bo ta imho jest żenująco słaba, składa się głównie z cytatów osób, które znały ją bezpośrednio, ale dlatego, że próbuję wczuć się w jej umysł. Tak się składa z jakiegoś powodu, że miałem okazje poznać tego typu kobiety i zawsze ich postawa do świata była swoistym parawanem kryjącym głęboki wewnętrzny ból i cierpienie.

Szesnastoletnia dziewczyna robiąca kipisz w głowie gwiazdom kina i estrady musi zostać złamana mentalnie. Po prostu nie ma innej opcji. Proces ten dotyczy zresztą każdej, wybijającej się ponad przeciętną urodą kobiety. Tu jednak mamy do czynienia z wyjątkiem – czyli nieprawdopodobną geometrią i genotypem. Jeśli miałbym wymienić trzy najpiękniejsze Polki, to drugą byłaby właśnie Tetetka (bardzo zresztą podobna nie tylko z urody do mojej byłej dziewczyny), trzecią Marta Lipińska, czwartą Kalina Jędrusik a pierwszą…moja koleżanka 😛 To jasne, że skala tego co się komu podoba nie jest uniwersalna, więc trzeba przyjąć, że to mój świat i moje zasady.

Świat, który od dłuższego czasu oglądam jakby zza szyby bowiem nie interesuje mnie on zupełnie w sensie ludzkim, odraża mnie swoim prawdziwym obliczem. Brzydzą mnie napinki, kariery, samochody na ulicach, mieszkania na kredyt, wczasy pod palmami i cała ta goowniana otoczka wokół. Wychodzę do świata zewnętrznego wyłącznie w jednym celu – aby kolekcjonować zasoby, które później zużywam, aby przekuwać je we wzruszenia. To chyba dlatego wyjątkowo pasuje mi życie za kółkiem – zmieniający się krajobraz, muzyka w dobrej jakości i ulubionym formacie, wygodny, amortyzowany fotel a przede wszystkim droga dają nieprawdopodobnego kopa. Mimo to, wszystko wskazuje na to, że wrócę na chwilę do świata krawaciarzy bo jest trochę kuponów do odcięcia. Nienawidzę się za to, czuję się jak dziwka na targowisku próżności ale nadal mam zobowiązania i nie jestem do końca wolnym człowiekiem.  Proszę nie odczytać tego źle – akurat ta niewola ma wiele pozytywnych stron i niech trwa jak najdłużej. Paradoks? Tylko dla kogoś kto nie rozumie, że życie to nie fakty w TVN.
Wróćmy do biografii, przewija się tam cała plejada „gwiazd” począwszy od Kazimierza Kutza a skończywszy na Polańskim. Wyraźnie czuć z lektury pewien poważny żal, że Tetetka miała w dupie blichtr nazwisk, nie doceniała tego co dał jej świat, żyła własnym systemem wartości nie pozwalając się złamać. I nigdy nie dała się złamać, nawet gdy umierała w swoim mieszkaniu w Warszawie przy Górczewskiej 21 mieszkania 8 przez ponad 20 lat. I teraz poważny dysonans….autor książki opisuje ostatniego męża Tetetki w ten mniej więcej sposób…
„Jan Perzyna – człowiek znany tylko z imienia i nazwiska, robotnik”.
I co z tego, że robotnik? Może ten człowiek dał jej to, czego całe skoorwiałe do cna „poprawne” politycznie społeczeństwo nie było w stanie? Owszem! Wyszła za mąż za Zamojskiego ale zrobiła to z jednego powodu, aby zrobić na złość człowiekowi, na którym naprawdę jej zależało. Kiedy Adam Pawlikowski dowiedział się, że Teresa wyszła za mąż….zwymiotował  z nerwów. Zresztą niewiele później popełnił samobója skacząc z ósmego piętra bloku w którym mieszkał.  Aż się samoistnie nasuwa porównanie do Marii Probosz i Czesława Nogackiego, którego profil śledzę jako jeden z dwunastu obserwatorów (facet do dziś ucieka w wiarę). A może Ona chciała czegoś innego? Może chciała, aby ktoś naprawdę dostrzegł kim jest naprawdę i trwał z nią nie ze względu na gentotyp ale na to jakim człowiekiem jest?
Może tym facetem w przypadku Tetetki był robotnik Perzyna?
Reszta widziała w niej wyłącznie aurę a ona korzystała z niej robiąc z pajaców perzynę. Przykład?
Kapitan statku, który uchodził za twardziela. Zrobiła go w jeden dzień zajmując jego kajutę. Inny? Kiedyś w knajpie przyglądał jej się nachalnie pewien facet. Teresa wstała od stołu, przysiadła się do niego patrząc mu prosto w oczy i zapytała…i co teraz? Czego ode mnie chcesz… Facet zgasł niczym zdmuchnięta świeczka, nie był w stanie wydobyć z siebie słowa…
Tak myślałam – odparła popychając jego głowę drobną dłonią.
No i to by było chyba na tyle. Szkoda, że nikt poważnie nie podjął tematu, byłby to wspaniały klimat pod film życia. Sam chętnie bym się tym zajął ale wiem, że byłaby to potwarz a dla tego typu postaci należy mieć szacunek.
Cóż? Jutro rano wyładunek, załadunek i powrót do kraju.
Trzymajcie się piękne dziewczyny!
pozdrawiam
Artur