Kontestatorzy z magazynu wspomnień.

Ołowiane niebo i tańczące wokół płatki śniegu przywitały mnie dziś bladym świtem. Dźwięk uruchamianego szóstego cylindra zbiegł się z dźwiękami starego kawałka Róż Europy. Kontestatorzy… tak, pamiętam te czasy, gdy przecinałem starym poczciwym Oplem noc w okolicy Nysy i Kłodzka pędząc w stronę grodu nad Wełtawą. Dwa domy, jeden tu, drugi tam, na wzgórzu z widokiem na panoramę miasta i wijącą się malowniczo w dole rzekę. Chyba za to lubiłem to życie na obcej ziemi, za te wieczory na tarasie, gdy światła miasta mrugały niczym gwiazdy na firmamencie nieba. Wtedy, grubo po północy uchyliłem okno korbką, do wnętrza wdarł się hałas wiatru i zapach powietrza. Tak pachnie noc w górach…

Tak!

Poganie! Kochaj i obrażaj…

Był czas, gdy można było nocą przejechać pół kraju nie mijając nikogo. Swoista samotność, która jednak miała w sobie niesłychany koloryt. Gdy się ma 27 lat i zarządza sporą częścią biznesu w czterech krajach człowiek ma poczucie misji i odpowiedzialności, nie za siebie a przede wszystkim za tych, którzy na niego postawili. To daje dużą siłę, która pozwala przenosić góry i mimo, że zmęczenie po ośmiuset przejechanych kilometrach daje się we znaki, to głos Tomka płynący z radia nie pozwala zasnąć.

Zresztą, zaraz będę się musiał z nim pożegnać. Kończy się wiek, Trójka traci zasięg a ja za chwilę przerzucę się na Evropa Dve. Kocham taką prostą miedzy Nysą a Kłodzkiem bo nawet nocą widać na horyzoncie pasmo gór odbitych w świetle księżyca. To miejsce jest magiczne, nie umiem powiedzieć czemu, tak jak są magiczni ludzie, przy których czuję niezwykły puls natury, którzy sprawiają, że chce pisać i przelewać na tekst to co widzą oczy mojej wyobraźni.

Szkoda, że nie potrafię malować. Zamknąłbym się na kilka lat w małym domku w górach i namalował cały swój świat. Ten prawdziwy, wewnętrzny, w którym żyje a nie ten w którym wegetuję. Szkoda, że nie mogę Was tam zabrać, to jest naprawdę piękne miejsce…

Kawiarnie pełne były takich jak my…

Wjeżdżam do miasta, to już inny świat. Liczne autostrady oraz znane jak własna kieszeń skróty, sprawiają iż przez głowę przebiega myśl. To jak w domu. Jeszcze tylko reklama Divadla, które kojarząc się nieodparcie z dziwadłem a nie teatrem daje jasny sygnał, że cel jest blisko. Klimatyczne uliczki zakręcające w górę i wreszcie domki jak z bajki o Królewnie i Siedmiu krasnoludkach.

Smichov…

Może to moja wyobraźnia a może rzeczywiście mam talent do otaczania się miejscami i ludźmi, w których jest magia? Z ludźmi ostatnio słabo…brak wiary, smutek, marazm. Jak im pomóc a pośrednio sobie? Tak wiem. Rozpoznanie walką i maratończyk się nie poddaje. Zresztą, sprawdźcie sami – Praha 5, ulica Pravouhla. Chyba jest dostępny street view? A może nawet taras, w dużej kamienicy, gdzie siedząc nocą pisałem listy na ozdobnej papeterii? Hmm. Sam później sprawdzę.

I Ty i ja… jak rodzeństwo… I Ty i ja… przeciwko wściekłym zwierzętom…

Miało być o czymś innym ale muzyka przeniosła mnie tam daleko, do świata, który żyje we mnie i wraz ze mną rozpadnie się kiedyś wraz z jakąś nadbiegającą z nicości godziną. Wiem, że nie każdy ma taki świat, ale Ty chciałbyś wierzyć, że jest inaczej. Nie jest, bo my niemal zawsze postrzegamy innych tak jakbyśmy chcieli ich widzieć nie tak jak wyglądają. Znów korek i deszcz.

Lubię deszcz, jestem w końcu nocną dziewczyną…

jak powiedziała Dorota Pomykała do Jana Nowickiego w Wielkim Szu, kiedy to żegnał się z nią na zawsze uprzednio dając jej kluczyki do Porsche… Kiedy ludzie poznają się wzajemnie, stają się sobie bliżsi, a my? Jedź już … Jak zdawałam na prawo jazdy instruktor powiedział mi – niech pani jedzie tak, jakby wszyscy chcieli panią zabić… Miałaś dobrego instruktora. Zdaje się, że poznałam te Twoją tajemnicę. Oszust nie może nikomu zaufać, bo sam mógłby zostać oszukany… prawda? Chyba tak, dlatego jedź już… Czy gdybym kiedyś chciała Cię odnaleźć… Nie. Jedz już proszę i jedź tak jakby wszyscy Cię chcieli zabić… Ty też? No może mniej niż inni? Dlatego jedz już.

Pa Szu, wielki samotniku.

Wyjeżdżam na łącznik do S7. Rozpoczyna się wyścig. Taki sam jak z utworu Wielki Wyścig niedocenionej grupy Klincz. Nagrodą jest piórnik dębowy, firmy Brudno Jan. Iście prorocze słowa sprzed 20 lat. Jeszcze tylko szybka cofka w lusterko czy jakiś złodziej pod przebraniem stróża prawa “to serve and to protect” w Insigni Turbo nie siedzi mi na ogonie. Chciałoby się krzyknąć, Gienek, uważaj! Bandyci na siódmej! Strzepnij ich! Naciskam pedał gazu i przyklejam uśmiech. Entering the Matrix 🙂 Część Ewelina! Ale ładnie dziś wyglądasz, wiesz? Czas na kawę.

Ja mam kogoś kogo kocham i mocne wierzę, że i Ty kogoś masz, bo inaczej przyszłoby nam tu zwariować…

Artur

PS: Tekst archiwalny, znaleziony w starym notatniku…