Nowa droga :)

Kiedy byłem dzieckiem rozważałam tylko trzy ścieżki kariery. Maszynista, cinkciarz, taksówkarz. Moje ego było łechtane przez prospekty, które organizowałem sobie wysyłając niesłychanie kaleczone listy po angielsku na modłę Dir Sirs Im intrested in lebels and prospects form your company, pleasy send it to me by mail. Co druga korespondencja ginęła za żelazną kurtyną, ale co trzecia trafiała. Zamiast ganiać za dziewczynami siedziałem wieczorem ze słuchawkami Alba na uszach słuchając audycji Beksa i przeliczałem funty na złotówki zakładając sobie kosmiczny „iksczejndź rejt” który w krótkim czasie pozwoli mi na realizację swoich planów, które głównie były związane z zakupem sprzętu audio, wówczas dostępnego wyłącznie w Pewexie i Baltonie. W zeszycie fortuna rosła w zastraszającym tempie. 😉 Uprawnienia maszynisty mam (za mało płacą), taksówkarzem jestem, cinkciarz obecnie to nie to samo więc już mnie nie jara. Pozostało jedno  – SH8, Transfogaraska i…dzikie kraje. <3 Na szczęście jestem też posiadaczem prawa jazdy C+E oraz karty kierowcy a to otwiera przede mną wrota świata. Nie interesuje mnie Lazurowe Wybrzeże, nie interesuje mnie zimna Skandynawia, nie interesuje mnie Dover – interesują mnie „dzikie” kraje. Serbia, Chorwacja, Macedonia, Bośnia, Rumunia, Bułgaria, Albania i jako wisienka na torcie Grecja.  Ci którzy mnie znają wiedzą, że jestem między innymi absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, którą jednak ukończyłem wyłącznie dlatego, aby udowodnić licznym „cfaniakom”, że to żadne halo. Tak to już jest, że gdy człowiek pisze maturę na desce w kiblu to ma silne parcie na udowodnienie wszystkim, że się da. Da się! A owszem, ale powiem wam, że to jest jednak pewne halo. Prócz tego jestem także inżynierem informatykiem więc programista 15k + jest także w zasięgu. Zatem? Czego szukam w kabinie ciężarówki? Przede wszystkim wolności. Poza spedytorem, frachtem, rozpiską jestem sobie sterem, żeglarzem i okrętem a póki ciężarówki autonomiczne nie zapanują na naszych szosach jest to ciągle zajęcie, z którego można się utrzymać. Nawet jeśli samemu wychowuje się dwóch studentów 🙂

Właśnie moje zobowiązania wreszcie pozwalają mi rozwinąć żagle i opuścić bezpieczny port, tym bardziej, że system 2+1 pozwala nadal kontrolować sytuację.

Dwa lata temu, gdy czekałem w Subarynce na prom między Rumunią i Bułgarią, Gośka częstowała arbuzem Turków, którzy odwzajemniali się owocami, których nawet nie znam, zrozumiałem że moje życie to droga. Człowiek siedzący w miejscu, karmiący się bezruchem umiera!

Nie mam zbyt dużego doświadczenia, trochę lory z autami z Francji i Niemiec, tym bardziej spinam się nieco przed pierwszą trasą do Albanii. Jadę w podwójnej więc nie ma strachu, bo kolega zjadł zęby na tych kierunkach ale jednak!

Trzymajcie kciuki za wiatrem wolności, który wieje mi w plecy. I nigdy nie zapominajcie o bliskich oraz obietnicach. Kochając kogoś bierze się za niego odpowiedzialność. Najpierw obowiązki, później przyjemność.

Może czas na nowego bloga? Who knows? 🙂

Wish me luck!

Artur