Panaceum na cykle koniunkturalne?

Każdy kto uczył się ekonomii wie, że cykle koniunkturalne są naturalnym elementem rynku. Po okresie hossy następuje spadek i przejście do bessy, która czyści rynek z podmiotów słabych po to, aby w rezultacie oddać pole silniejszym i zacząć marsz ku górze. Dziś mamy 24 października, czyli rocznicę czarnego czwartku na giełdzie w Nowym Jorku, co było jednym z pierwszych symptomów największego kryzysu ekonomicznego w historii nowożytniej. Jako, że obecnie mamy najdłuższy okres wzrostu na rynkach i giełdach światowych od dziesięcioleci zadaję sobie pytanie. Kiedy nastąpi zwała i czy to już czas pozbywać się papierów na rzecz złota czy jeszcze nie? Miałem to szczęście, że uczyłem się w najlepszej polskiej uczelni ekonomicznej, co pozwala mi doskonale rozumieć sytuację rynkową i odpowiednio reagować. Nie mniej jednak tak długi okres ciągłego wzrostu każe się mocno zastanawiać nad fundamentami tego co nam wpojono.
Przyznam szczerze, że już kilka lat temu dałem się porwać wieszczom upadku takim jak znany profesor Rybiński, który nawet pod wpływem własnych kalkulacji firmował fundusz inwestycyjny zwany Eurogeddonem, w który zresztą poważnie zastanawiałem się czy nie zainwestować! Gdybym wszedł, umoczyłbym do zera, podczas gdy ci, którzy inwestowali w akcje i kryptowaluty zarobili krocie. Profesor Rybiński prowadził dość poczytnego bloga, który był swego czasu równie popularny jak obecnie Trader21. Pamiętam jak dziś, gdy nazywał Grecję bankrutem a Francję chorym człowiekiem Europy. Co prawda Grecja prawie padła, ale Francja a co ciekawe również mocno zadłużone wewnętrznie Włochy ciągle mają się stosunkowo dobrze mimo upływu ponad 10 lat od wieszczenia katastrofy ekonomicznej na skalę światową. Dlaczego zatem system ciągle działa i nie wali się mimo braku fundamentów i ciągłego wzrostu długu?

Matematycznie nie ma przeciwwskazań, aby zadłużenie społeczeństw rosło w nieskończoność. Póki nadwyżki drukowanych z prędkością światła pieniędzy fiducjarnych nie lądują na tradycyjnych rynkach nie ma także większego zagrożenia inflacją, przynajmniej do momentu, kiedy ktoś z jednego procenta ludzi na świecie posiadających w swych portfelach prawie 50% zasobów finansowych ziemi nie powie….sprawdzam. Wówczas rzeczywiście król okaże się nagi i dojdzie do wojny, po której kolejna będzie na kije i kamienie. Ale czy tak musi się stać?

Dodruk wciąż powoduje inflację, bowiem podstawowych praw ekonomii nie da się zmienić, ważne jest że owa inflacja lokuje się na rynkach finansowych co powoduje przyrost pustych zer na rachunkach rekinów finansowych. Obstawiam, że są to tak prości ludzie (pokroju Trumpa) dla których świadomość własnej potęgi oraz poziom życia są wystarczającym wyznacznikiem ich własnej „zajebistości” stąd nie widzą oni potrzeby „materlializacji” majątków poprzez przeniesienie ich wartości w aktywa i pasywa mające fizyczną wartość. Umówmy się – firmy typu Tesla czy Uber to finansowe wydmuszki bazujące na inżynierii społecznej, ich wartość jest taka sama jak swego czasu spółek technologicznych, których zresztą przewartościowanie doprowadziło do kryzysu w 2008 roku. Mimo, że zarówno Tesla jak i Uber przynoszą rokrocznie straty to inwestorzy nadal wierzą w ich sukces! Dlaczego?

Bo na rynkach finansowych jest nadmiar gotówki, którą trzeba gdzieś zainwestować. Okazuje się, że wkrótce na skutek dodruku może być tak, że sukcesem będzie jak najmniej stracić. 😉

Żart? Nie! W Danii już dziś można wziąć kredyt hipoteczny, do którego bank…dopłaci! Czemu? Bo możliwość kreacji pieniądza przynosi dużo większe zyski niż obrót!

Do sedna!

Jeśli gdziekolwiek pojawiają się symptomy zadyszki natychmiast na rynek rzucana jest kasa „produkowana” z powietrza, która powoduje odwrócenie trendu i wzrosty. Nawet najwięksi fataliści dostrzegają niedźwiedzia i zaczynają „szortować” co powoduje generalny wzrost na giełdach. Po chwili wsiada ulica i kryzys…zostaje zażegany.

Genialne w swej prostocie! 😀

Minusy? Bańka na akcjach i nieruchomościach – ludzie starają się zarobić ale jednocześnie przenieść pieniądze w rzeczy mające fizyczną wartość (złoto jest ewenementem a jego cena zaniżona między innymi przez Comex).

Póki system będzie kontrolował podaż pieniądza a inflacja będzie lądować na rynkach finansowych nie ma możliwości, aby wystąpił kryzys!

Wady?

Są a jakże! Poprzez finansowanie rozwoju kredytem dochodzi do coraz większej koncentracji majątków w rękach wąskiej grupy osób. Innymi słowy, bogaci stają się coraz bogatsi, klasa średnia przestaje istnieć a biedni ubożeją w postępie geometrycznym. Zastanawiam się czy nie jest to właśnie sposób na przejęcie globalnej władzy nad światem a w efekcie robotyzację i depopulację?

Tak czy owak nie przejmujmy się za nadto. 😉 Nic nie przetrwa próby czasu, nawet zamrożone zwłoki Disneya, Kulczyka czy innych krezusów.

pozdrawiam serdecznie

Artur