Losowość a determinizm po ludzku :)

Jako, że porzuciłem zupełnie jakiekolwiek wypowiadanie się w kwestiach relacji damsko męskich, ze względu na to, że dla mnie po latach doświadczeń, stażu na podrywaju itp., jest to temat totalnie zgranych kart, gdzie w zasadzie wszystko jest przewidywalne do bólu, a co za tym idzie nudne do wyrzygania, postanowiłem zgłębić fundamenty tego co nas otacza na poziomie absolutnie zerowym. Od dziecka czułem, że oficjalna retoryka odnośnie mechanizmów, zasad, reguł rządzących ziemią, tą ziemią kompletnie nie koresponduje z rzeczywistością. Ze względu na to ze swoistym, charakterystycznym dla mnie „byczym zaparciem” zacząłem temat drążyć od podszewki. Na początek wyrzuciłem wszelkie religie teistyczne jako kompletne bujdy, których jedynym celem istnienia jest rżnięcie w dupy bez wazeliny własnych wyznawców. Później pojawiła się fizyka i matematyka, której to tak bardzo nie znosiłem w szkole średniej a którą pokochałem na studiach. Na dziś mimo, że jestem nadal laikiem w tej dziedzinie to mogę sobie pozwolić na pewne podsumowanie tego co do tej pory udało mi się ustalić.

Zapraszam!

Jeśli chodzi o świat makro, czyli to co nas jako ludzi najbardziej dotyczy, to chyba już nikt nie ma żadnych złudzeń, że przypadkowość/wybór odgrywa jakąkolwiek rolę w naszych życiach? Jeśli ktoś uważa, że cokolwiek zależy od niego (definicja „jego” potrzebna, bo nasze „ja” zmienia się bez przerwy) to znaczy, że jest dużym błędzie. Wolna wola w świecie ludzi NIE ISTNIEJE i tego jestem bardziej niż pewien. Mało tego jestem w stanie to udowodnić naukowo posiłkując się linkami do opracowań, które dowodzą, że wszelkie decyzje, które „podejmujemy” w życiu powstają w naszej jaźni na kilka, kilkanaście milisekund przed tym, gdy zostaną wyświetlone na „tablicy” świadomości jako nasze własne. Zatem? Kim jesteśmy? To proste – bio robotami, których jedynym zadaniem jest przenieść materiał genetyczny pokonując a zasadzie próbując powstrzymać przez rozmnażanie komórek entropię a co za tym idzie wydać zmiksowaną wersję nas samych. Ewolucja w rozumieniu bliskim sieci neuronowej poprzez próbkowanie wielu gałęzi „decyduje” jaka pula genowa przetrwa a jaka wyginie. Mimo to dla zwycięzców w tej swoistej batalii mam smutną wiadomość. W ludzkim świecie…

Nic nie przetrwa próby czasu…

Zdzisław Beksiński – znamienity filozof a dopiero w drugiej kolejności genialny malarz jest autorem tego stwierdzenia. Dla chętnych poniżej zbiór opracowań, które dowodzą tego co powyżej zawarłem.

http://www.nature.com/news/2011/110831/full/477023a.html
https://mitpress.mit.edu/books/illusion-conscious-will
http://bigthink.com/videos/steven-pinker-on-free-will
http://pactiss.org/2008/05/28/free-will-and-the-mob/
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2583016/
http://usatoday30.usatoday.com/news/opinion/forum/story/2012-01-01/free-will-science-religion/52317624/1

Zacznijmy może od zgranego totalnie kota Schroedingera, który wg rozważań bliskich fizyce kwantowej może być i martwy i żywy jednocześnie. Owszem jest to prawda, ale tylko teoretycznie i przy założeniu układu odniesienia obserwatora znajdującego się poza tym, w którym zamknięty jest ów mityczny niemal zwierzak! Będąc tam, w środku owego pudełka bylibyśmy w stanie stwierdzić zero-jedynkowo, czy kot żyje czy nie? Prawda? Jasne, że tak. Zatem idźmy dalej.

Przyda nam się jeszcze słynna brzytwa Okhama, która mówi, że:

„W wyjaśnianiu zjawisk należy dążyć do prostoty, wybierając takie wyjaśnienia, które opierają się na jak najmniejszej liczbie założeń i pojęć.”

To jasne! Bezduszna natura z automatu oszczędza zasoby starając się uzyskać zamierzony (oczywiście bez ludzkiego rozumienia zamiaru) efekt w sposób maksymalnie skondensowany i obdarty z nakładów wyższych niż to konieczne. 🙂

Mam nadzieję, że póki co wszystko jest jasne, jeśli nie – proszę pisać –  w miarę możliwości wyjaśnię wątpliwości, pamiętając o ubogości ludzkiego języka w opisie wszechświata.

Przejdźmy zatem do świata mikro, bowiem wielu upatruje właśnie tu szansy na jakikolwiek wpływ na tak zwaną przyszłość. Jak wiemy do dziś nie udało się całościowo pogodzić fizyki klasycznej opisującej niemal doskonale świat makro z fizyką kwantową próbującą opisać świat cząstek elementarnych, z których przecież też w końcu się składamy. 🙂 Wiele lat wierzyłem, że splątanie kwantowe jest fenomenem, który pozwala wytłumaczyć wrażenie porozumienia bez słów między ludźmi, dziś już wiem jak naiwny byłem 🙂 Cóż, przyznaję się do tego bez bicia traktując to jako element własnego rozwoju. To zresztą chyba naturalne, że szukamy poparcia dla własnych wizji świata bez względu na to jak są one oderwane od fizycznej rzeczywistości. Ma to nawet naukową nazwę – projekcja światopoglądu.

Jak pamiętamy absolutnym konstruktorem fundamentów współczesnej fizyki był Albert Einstein. Jest on zresztą autorem słów mówiących o tym, że „bóg nie gra w kości” co zresztą bywa wykorzystywane przez wiele religii do poparcia własnych tez związanych z kreacjonizmem. Jest to oczywiście absolutna bzdura bowiem „bóg” w słowach przypisywanych Einsteinowi jest absolutną przenośnią i oznacza zdeterminowane prawa przyrody, które wyznaczają w jakim kierunku pójdzie tak zwana przyszłość. Przyszłość ma zresztą sens wyłącznie z ludzkiego punktu widzenia bowiem wiele wskazuje na to, że posiadając zdolność percepcji na wyższym niż trzy wymiary poziomie bylibyśmy w stanie zajrzeć w tak zwaną „przyszłość”, w dowolny jej wcześniej zdeterminowany moment! Powstaje zatem pytanie, czy przyszłość jest zagadką, czy tylko ukrytą za mentalnym filtrem przeznaczeniem?

Logika wywodu wskazuje na fakt, że jeśli coś się wydarzyło to znaczy, że w rozpatrywanym układzie odniesienia musiało się zdarzyć. Receptą na tego typu rozterki jest zresztą teoria wieloświatów zapoczątkowana przez nieodżałowanego, odrzuconego przez społeczeństwo Hugh Everetta, który na skutek niezrozumienia przez środowisko akademickie zapił się na śmierć, a kontynuowanej przez Maxa Tegmarka, która postuluje, że wszechświat w każej „qualii” (elementarnej, teraźniejszej, obserwowanej chwili) dokonuje podziału na inną jego wersję obarczoną filtrem poznawczym dla obserwatorów jego poprzedniej wersji, co powoduje między innymi, że podróże w czasie w rozumieniu klasycznej fantastyki naukowej są i będą mrzonką! Czemu? Bo zakładając, że w tak zwanej przyszłości opanujemy możliwość cofnięcia się w czasie (fizycznie – teoretycznie –  jest to możliwe) to pojawimy się nie w miejscu, gdzie będziemy w stanie „zamordować własnych rodziców” łamiąc kontinuum czasowe, tylko w alternatywnej wersji rzeczywistości, gdzie „nas” w przyszłości już nie ma, bowiem naszych przodków zamordował „time traveller”. Czyż to nie genialnie logiczne, proste i intuicyjnie spójne? 😀

Okej, idźmy zatem do konkretów. W świecie kwantowym obowiązują obecnie dwie, alternatywne teorie, obie powstałe na skutek stwierdzenia, że jedynym logicznym wytłumaczeniem wpływu przeszłości na przyszłość (fizyków proszę o nierozstrzelanie mnie za ten fatalny skrót myślowy) jest komunikacja pomiędzy splątanymi cząstkami materii z prędkością większą niż prędkość światła. 🙂

Imho jest to bzdura, bowiem abstrahując od fizyki a bazując wyłącznie na logice możemy bez jakiejkolwiek wiedzy zauważyć, że cokolwiek posiadającego masę a poruszającego się z prędkością większą niż prędkość  światła zacznie cofać się w czasie, pomijając już zupełnie fakt, że do rozwinięcia takiej prędkości potrzebna jest…nieskończona energia zgodnie z założeniami Einsteina. 😀 Niezły mindfuck, co nie? Haha, to dopiero początek!

Einstein owo splątanie nazwał upiornym, bowiem w żaden sposób nie chciało się ono wpisać w jego klasyczną teorię względności. Receptą na owo cudo miał być:

Dualizm korpuskularno falowy, którego siły miało dowodzić słynne doświadczenie Younga polegające na wystrzeliwaniu cząstek mających wg założenia strukturę falową (nieustaloną), przez dwie szczeliny, gdzie na skutek obserwacji przez obserwatora (masło maślane – sorry, ale nasz język jest zbyt ubogi aby traktować o fundamentach tego co nas otacza) przyjmują strukturę cząsteczkową zamieniając stan nieoznaczony w oznaczony (ustalony). Idąc bardzo daleko możemy przyjąć, że oznacza to, że fundamentalna natura tego co nas otacza jest nieoznaczona do czasu, gdy nie zostanie dokonany akt obserwacji cząstki. Czyli co? W świecie kwantowym dopiero obecność obserwatora powoduje, że fundament wszechświata materializuje się? 🙂

Idźmy dalej, po pewnym czasie fizycy zauważyli istnienie tak zwanego splątania kwantowego, które powoduje, że dwie splątane cząstki bez względu na dzielącą je odległość przyjmują przeciwny sobie stan! To naprawdę działa i jest podstawą np szyfrowania kwantowego! Znając położenie jednej cząstki jesteś w stanie określić położenie jej bratniej połowy! Coś wspaniałego – algorytm nie do złamania dla kogoś kto nie jest w stanie podejrzeć pierwotnego położenia obu cząstek! Jakże kompletnie inne podejście od szyfrowania algorytmami, których złamanie jest wyłącznie kwestią czasu i mocy obliczeniowej maszyny. Okej, mam wrażenie,że wywód stał się zbyt skomplikowany, zatem przejdźmy do tezy.

Aby owo „upiorne” wg Einsteina splątanie miało działać bez względu na odległość, to znaczyłoby tylko dwie opcje. Albo komunikacja między splątanymi cząstkami odbywa się z prędkością nad świetlną, albo…świat kwantowy jest równie zdeterminowany jak ten makroskopowy a jedynie do czasu obserwacji (uwaga! obserwacji może dokonać dowolny obiekt posiadający masę a nie  świadomość w ludzkim rozumieniu) pozostaje niejako w cieniu, objawiając swoją ustaloną wcześniej pozycje już po dokonaniu obserwacji!

Czyż nie jest to całkowicie logiczne i spójne spostrzeżenie nie łamiące zasad ani ogólnej ani szczególnej teorii względności?!!!

Doszliśmy do sedna! Teoria fali pilotującej zakłada całkowite zdeterminowanie również świata kwantowego z tą różnicą wobec teorii dualizmu korpuskularno falowego, że fakt obserwacji jedynie „odkrywa” ustalony porządek a nie wpływa w jakikolwiek sposób na jego rezultat!!! Sic!

Genialne! Po prostu genialne, nie dość, że logiczne, spójne, intuicyjne to jeszcze przewidywalne! Dla chętnych wrzucam ślad. 😉

Teoria de Broglie’a Bohma

W razie pytań, proszę o kontakt lub komentarze pod felietonem, które wymagają konta na Fb. Jest to rodzaj sita, które ma odfiltrować ludzi bezdennie głupich, którzy próbują mi szkodzić od kilku lat mimo zamknięcia pewnych spraw raz na zawsze.

Pozdrawiam serdecznie

Artur