Surrealizm Tomasza Sętowskiego.

Co łączy Waldemara Łysiaka i krakowski zespół Hipgnosis, który miałem przyjemność zobaczyć na żywo w czasie ubiegłorocznego Ino Rock festiwal? Otóż tym spoiwem jest osoba Tomasza Sętowskiego, polskiego malarza, surrealisty, który dzięki wspaniałej wyobraźni oraz niewątpliwemu talentowi potrafi przenosić horyzont wyobraźni na płótno. Jak ja straszliwie zazdroszczę takim ludziom, choć jednocześnie czuję przerażenie, bo gdybym umiał przenieść własne sny za pomocą pędzla i palety na nośnik to byłoby to dość niebezpieczne dla odbiorców a może i dla mnie samego? Na szczęście „nie da bozia świni rogów, bo by ludzi bodła”. 😉 Zajrzyjmy może za komercyjną stronę życia, bowiem czasem ludzie pytają mnie w jakiego artystę zainwestować pieniądze? Otóż myślę, że Pan Sętowski jest mocno niedowartościowany, bowiem jego najbardziej popularne prace sprzedają się w tej chwili w okolicy 25-35 tys. złotych, co jest kwotą śmieszną. Przypominam, że Zdzisław Beksiński sprzedawał najlepsze dzieła z okresu fantastycznego za ochłapy rzędu 100 dolarów, co nawet biorąc pod uwagę dewaluację jest po prostu żenującą wartością w stosunku do dzisiejszej ceny jego prac. Ale porzućmy na chwilę materializm a skupmy się na stronie duchowej tryptyku łączącego muzykę, słowo pisane i obraz.

Życiorys Tomasza Sętowskiego każdy znajdzie bez problemu w Wikipedii, podobnie jak jego prace, ja pozwolę sobie na koncentrację myśli wokół uniwersalnego łącznika wszystkich wymienionych osób – wrażliwości. Nie trzeba być znawcą literatury, aby w książkach Waldemara Łysiaka znaleźć wyjątkowy, pozbawiony charakterystycznej dla tłuszczy uniwersalnej wartości – racjonalizacji, wyparcia, tunelowania rzeczywistości element. Każdy z nas w pewnym stopniu zanurza się w morzu popędów, ale kluczem jest tu skala. Kiedy wskazówka zegara kontaktu z realizmem przesuwa się w kierunku czystej rzeczywistości wówczas dzieją się rzeczy niebezpieczne. Po prostu – zaczyna nas brakować, rzesze ludzi nie dających się omamić iluzji odchodzą w nicość, inni walczą z depresją a jeszcze inni…ci najbardziej pożądani (nie chciałem użyć określenia wartościowi – bo wartość to rzecz względna) balansują na granicy życia i śmierci co często budzi w nich demony sztuki, pozwalające przelewać własne odczucia, strach, uniesienia, niezgodę na rzeczywistość na papier, radość, smutek, na płótno czy dźwięki muzyki. Człowiek spełniony życiowo jest na platformie duchowej bez szans, bowiem konsumuje rzeczywistość miast rozbierać ją na czynniki pierwsze, co tylko pogłębia stan zakotwiczenia w zatoce zadumy. Stąd rzadko się wraca do stada…

Hipgnosis to znakomity projekt muzyczny czerpiący inspirację z Pink Floyd i Tangerine Dream, ale przede wszystkim wymuszający na odbiorcach refleksję, myślenie i to niezależne, bez powielania poglądów, bez narzucania konkretnego sposobu postrzegania otoczenia i odbioru rzeczywistości. Anonimowość Hipgosis jest celowa, odbiór muzyki trudny, nie jest to projekt dla każdego – wymaga skupienia, uwagi, wrażliwości na określone sposoby konstruowania kompozycji. Efekt jest piorunujący, ale tylko dla koneserów.  Do moich ulubionych płyt Hipgnosis należy Relusion a szczególnie magiczne utwory The Garden, Dr What czy tytułowy Relusion. Odpowiednia wizualizacja dźwięku za pomocą obrazów powstających w wyobraźni pozwala na stworzenie wewnętrznej mieszanki wybuchowej mogącej porwać na oceany uniesienia każdego. No prawie każdego 😉

Szkoda a może to i dobrze, że tego typu projekty są i będą niszowe?

Pozdrawiam serdecznie i zachęcam do poszukiwań styków obrazu, dźwięku, tekstu i wyobraźni. Ta eskapada jest zarezerwowana dla nielicznych i nie da się jej kupić za żadne pieniądze. 🙂

Artur