Czterech jeźdźców apokalipsy.

No właśnie. Nie trzech a czterech. 😉 Jak wiemy absolutnym guru w kwestii filozofii i malarstwa jest dla mnie Zdzisław Beksiński ale czy to znaczy, ze poza Mistrzem świat emocji przenoszonych przy pomocy pędzla i palety, czy też ołówka nie istnieje? Otóż istnieje jak najbardziej podobnie jak i muzyka Liszta, Mahlera do której po prostu trzeba dorosnąć. Niektórym nie uda się to nigdy, ale to nic straconego bowiem i tak nikt z nas nie ma wpływu na to jaką pozycję okupuje w tym kawałku marnej rzeczywistości, więc nie ma się za bardzo czym przejmować. Zacznijmy może od pierwszego jeźdźca, którym niewątpliwie fascynował się Zdzisław Beksiński. Żyjemy w czasach, gdy dotarcie do interesujących nas obrazów, czy treści nie stanowi problemu, zatem każdy kto choć trochę wejdzie na ścieżkę czytania z obrazu poradzi sobie z dotarciem do źródeł.

Numer jeden, czyli bazowa inspiracja Mistrza, do której niezbyt chętnie się przyznawał naciskając raczej na warsztat protoplasty niż przekaz. Najbardziej znana praca Bronisława Linke pochodzi z dość późnego okresu jego twórczości, ale za to jest ponad czasowa i doskonale wpisuje się we współczesne ramy tego co nas otacza. Autobus to nadal doskonała alegoria do przekroju społeczeństwa, w którym jesteśmy zmuszeni w pewnym stopniu egzystować. Mimo upływu lat od powstania tego dzieła zmianie uległy w zasadzie fasady rzeczywistości natomiast jej ramy są nadal aktualne. Proponuję pogrzebać w twórczości Liszke, wówczas bez problemu znajdziemy zdeterminowaną inspirację Beksińskiego, który choć twierdził (nie bez racji!), że nie lubi oglądać prac innych twórców bowiem wpływa to na jego percepcję sztuki, to jednak pewnych powiązań w przenikającej się rzeczywistości nie da się uniknąć. Zresztą w dużo późniejszym okresie wpływu malarstwa Beksińskiego nie uniknął także Norman Leto, mimo iż Mistrz w licznej korespondencji ostrzegał go przed tym zjawiskiem.

Numer dwa, czyli Wyspa Umarłych Arnolda Boklina, która niewątpliwie wywarła ogromny wpływ na postrzeganie sztuki przez Beksińskiego, lub bardziej precyzyjnie ujmując wpisała się w jego postrzeganie świata, podobnie jak słynna Kobieta Wąż w perspektywę Tomka.

Harald Sohlberg –  to z kolei moje odkrycie, czyli mistrz kreski spod znaku norweskich fiordów. Jest coś nieprawdopodobnie mistycznego w twórczości tego człowieka. Przeświadczenie Sohlberga o kruchości ludzkiej natury inspirowało go do malowania górskich krajobrazów, tak bardzo bliskich memu sercu jako antidotum na przemijanie. Warsztat Sohlberga w porównaniu do Liszke czy Beksińskiego reprezentuje zupełnie inną perspektywę, ale jest coś magicznego w tych obrazach, coś czego żadne zdjęcie bez retuszu nie jest w stanie oddać. Zachęcam do zapoznania się z twórczością artysty.Proszę zwrócić uwagę na szczegółowość przekazu!

Paul Delvaux, czyli czwarty z jeźdźców w tym towarzystwie! Czy jest wystarczająco zasłużony? Biorąc pod uwagę ciemność barw w jakich oddawał rzeczywistość na pewno tak! Słynny Wiadukt jest nieprawdopodobnym przekazem! Czapki z głów bowiem emocje przekazywane obrazem są właśnie tym co decyduje o percepcji rzeczywistości i możliwości wpasowania się w klimat sztuki przez ludzi bez zdolności twórczych takich jak ja.
Szczerze? Nigdy nie sądziłem, że będę w stanie upajać się malarstwem czy filozofią istnienia. Życie jednak jest zaskakujące nawet dla ludzi mojego pokroju.

Pozdrawiam serdecznie, wkrótce być może inspiracje muzyczne?

Artur