Krzyk ciszy.

Zaskoczyło mnie ostatnio kilka maili, co prawda z fejkowych kont, ale zawsze. Przebija w nich jeden wątek – dlaczego milczysz!? Prawdę mówiąc nie sądziłem, że poza dwoma, trzema osobami ktokolwiek tu zagląda! To miejsce to takie poletko buraków o którym wspominał nieodżałowany Zdzisław Beksiński, miejsce na wyrzucenie leków, frustracji, niezgody na to co mnie otacza. Gdybym potrafił malować jak mistrz, lub choćby wczuwać się emocjonalnie w to co robię na poziomie Tomka Beksińskiego to pewnie moje akty hiperkompensacyjne związanie z pojęciem całościowym świata,  w którym przychodzi nam egzystować znalazłyby ujście w postaci obrazów, które większość tłuszczy określałaby jako straszne, bądź w audycjach radiowych, podczas których dokonywałbym sepuku płacząc po kolejnym rozstaniu z dziewczyną. Na moje szczęście, nieszczęście zdeterminowana ścieżka życiowa spowodowała, że moja osobowość jest mieszanką delikatności, finezji, romantycznej natury z bezwzględnością terminatora. Sam nie wiem gdzie przebiega owa granica, często nie potrafię jej zdefiniować póki fala wściekłości bądź empatii zaleje moje trzewia, nie mniej jednak chciałbym być swoim przyjacielem w czasach gdy kocham i nie chciałbym być swoim wrogiem wtedy, gdy nienawidzę. Potrafię czekać latami na wendetę, niczym Żebrowski w psach…nawet za kilka lat, ale sprawiedliwość ich dopadnie. 🙂 Cóż? Nikt nie wybiera roli, którą przyjdzie mu odegrać w czymś, co ludzie zwą życiem. Ostatnio nawiązałem dość ciekawą dyskusję z pewnym człowiekiem na temat ostatnich odkryć fizyki związanych ze splątaniem kwantowym, przekazywaniem informacji z szybkością wyższą niż prędkość światła, dualizmem korpuskularno kwantowym, teorią fali pilotującej itp. Niezmiernie ciężko jest znaleźć interlokutora, który nadąży za tokiem myślenia człowieka, który za cel postawił sobie rozłożenie na czynniki pierwsze i zrozumienie na platformie fundamentalnej tego co nas otacza. Nawet naukowcy wykładający fizykę w stopniu profesora (pozdrawiam szefa katedry na państwowej uczelni we Wrocławiu) biorą udział w sympozjach ludzi zajmujących się parapsychologią bo to…przynosi kasę. 😀

JPRDL

OK

Uściślimy jedno. Jestem zwolennikiem Einsteina i twierdzenia, że świat jest niemal do końca zdeterminowany a fizyka kwantowa i fakt, że działa na poziomie np szyfrowania danych nie wynika z tego, że między cząstkami splątanymi odbywa się tajemnicza komunikacja na poziomie pozazmysłowym z prędkością nadświetlną, tylko z faktu istnienia horyzontu zdarzeń. Dla ludzi, tworów trójwymiarowych pewne prawidłowości pozostaną jeszcze długo nierozstrzygalne i niezrozumiałe, ale to nie znaczy, że mechanizmy, które nadają trend rzeczywistości nie mają reguł, tylko opierają się na prawdopodobieństwie. Im więcej na ten temat czytam tym mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że to właśnie „horyzont zdarzeń” powoduje iż nie jesteśmy w stanie na poziomie makroskopowym dostrzec faktu, że niemal wszystko jest zdeterminowane. Każdy krok, ruch, trzepot skrzydeł motyla w Arizonie, który wywołuje trzęsienie ziemi w Meksyku jest zdefiniowany niczym Baza Ludzi Umarłych na starej, czarno białej taśmie flimowej.

Kiedyś podniosłem tezę, że to co dotykamy percepcjonalnie jest rodzajem filmu, w którym dzielimy rolę tak aktora jak i widza, z tym, że ten ostatni jest oddzielony od przyszłości kurtyną wiedzy a ten pierwszy jest zwyczajną marionetką.

Czy jest sens jeszcze cokolwiek pisać? Przecież wnikliwi czytelnicy znajdą na tych kilku latach pisaniny odpowiedź na niemal wszystkie, życiowe pytania. Wystarczy odrobina wytrwałości i chęci. 🙂

„Antropocentryzm jest oczywiście i dla mnie platformą do działania, ale na bieżąco, czyli w bardzo krótkiej perspektywie czasowej, w której i tak na nic nie jestem w stanie wpłynąć. Przyszłość za głupie 100 000 lat jest czymś niewyobrażalnym. W tym przyszłość definicji pojęcia „człowiek”. NIC nie przetrwa próby czasu, a człowiek – o ile istnieć będzie jego potomstwo – stanie się czymś innym, niż jest. Jako obserwator jestem skrajnym pesymistą: nie ma się po co i komu stawiać, bo i tak, w ten czy inny sposób, wiatr zmiecie nas i nasze pomysły. Możemy tylko obserwować, i to w nader krótkim mgnieniu oka, jakim jest nasza egzystencja na tym świecie, i na dodatek w coraz większym stopniu zdajemy sobie sprawę, że wprawdzie niepoznawalny obiekt obserwacji oddziałuje na nas, ale my w oparciu o te bodźce budujemy sobie samodzielnie i na swoją miarę obraz tego, co na nas oddziałuje, ale ten obraz jest wyłącznie naszą konstrukcją i nie odpowiada mu nic, co potrafilibyśmy, choć w przybliżeniu poznać, zdefiniować i opisać. Czyli jest to, jak określił to już przed grubo ponad stu laty poeta: a dream within a dream. Nie ma nic poza naszym złudzeniem. Czy więc ma sens przyjmowanie innej postawy niż obserwatora? Płynąca woda obserwuje płynącą wodę. Czy coś innego mówi choćby buddyzm? Wracając do Pani listu. Oczywiście, Kościół katolicki jest łagodny dla grzeszników i chwała mu za to. W 95% wypadków wystarczy sakrament pokuty, a w poszczególnych wypadkach nawet tylko akt skruchy. Nie przepadam za Kościołem, ale muszę mu oddać sprawiedliwość, bo cóż innego można zrobić dla tej kupy biednego robactwa zwanego ludzkością, niż opiekować się i wybaczać. Należy chyba oddzielić superego od ego. Moje życie może być plugawe, ale moje apostolstwo może jednak wskazać innym drogę. Ująłem to trochę w stylu dramaturgicznym, ale określa istotę problemu.”

Zdzisław Beksiński

Przesłanie na przyszłość? Im mocniej dostosujesz się do narzuconej z góry ścieżki życiowej, tym bardziej spokojne i przewidywalne będzie Twoje życie. Czy to Ci drogi czytelniku w liczbie kilku odpowiada? Nie wiem. 🙂 Ja powoli odchodzę na emeryturę pogodzonego z losem człowieka, który im mniej wiąże swoje oczekiwania z innymi ludźmi a tym więcej z konsumpcją iluzji narzucanej nam przez naturę, tym mocniej czuje spokój wewnętrzny i spełnienie, zatem?

Potrzeba manifestacji własnych lęków za pomocą aktów hiperkompensacyjnych spada! Jest to zła wiadomość dla tych kilku osób, które aktywnie tu są, prawdopodobnie dlatego, że moja aktywność w pornografii rzeczywistości spadnie niemal do zera, ale z drugiej strony? Może to pozwoli Wam się oderwać od drążenia sensu a pozwoli zanurzyć w bezsensie, który jednak daje spokój wewnętrzny? Każdy sam musi wybrać co dla niego lepsze, o ile w ogóle ma na to wpływ. 😉

Nie wiem czy jeszcze będę pisał, nie wiem czy w ogóle kiedyś w pewnej nadbiegającej z nicości godzinie nie skasuję wszystkiego czemu poświęciłem setki godzin, jak robiłem to już kilka razy w przeszłości?

Tak czy owak, kimkolwiek jesteś, życzę Ci dobrze…no, może z małymi wyjątkami, które dopadnę wcześniej czy później, w ten czy w inny sposób. 😉 To jest jedna z moich słabości – wolę być cichym skurwysynem niż kimś, kto głośno przeklina. 😉

Pozdrawiam

Artur Gutner