Słodki koniec dnia.

Mam silną potrzebę poruszenia dwóch tematów. Pierwszy z nich to jeden z tysiąca, czyli wpis na forum racjonalisty człowieka posiadającego dużą wiedzę w zakresie fizyki teoretycznej, który prawdopodobnie pozwoli mi ruszyć do przodu w temacie determinizmu. Mimo że, hasła typu teoria Fali Pilotującej i teoria de Broglie’a-Bohma pchnęły w mój marazm poznawczy nowe siły, to nim popełnię na ten temat wpis, skupię się na doznaniu zmysłowym, którego byłem świadkiem kilka dni temu.

„Być mgłą, która nie wie czy jest jeszcze ziemią
czy może już chmurą
nie wie bo nie musi
nie wie
robi swoje
I nic innym do tego”.

Jarosław Mikołajewski /Maria Linde/

Na film Jacka Borcucha czekałem w napięciu kilka miesięcy wspominając genialny koncert Daniela Blooma w łódzkiej Wytwórni sprzed kilku lat, kiedy to korzystając z niezdecydowania innych widzów udało mi się zająć miejsce na kanapie pod samą sceną, co wyjątkowo przyczyniło się do odbioru genialnej twórczości kompozytora. Jedyną rysą na Słodkim Końcu Dnia jest obecność Szczepana Twardocha, który jawi mi się mocno niespójnie jako autor i twórca, ale być może to rodzaj uprzedzenia? Oby. Tak czy owak zgodnie z zasadą synchroniczności, którą opisałem w poprzednim felietonie pewne rzeczy spotykają nas, czy też robią wrażenie w odpowiednich momentach czegoś co zwiemy życiem, dlatego będąc pod wrażeniem owego obrazu w odniesieniu do miejsca i czasu w jakim się znajduję teraz, chciałbym ogłosić powstanie arcydzieła. Jeśli ktoś przypisze ten film promocji multi kulti to znaczy, że jest prostakiem. Najbardziej bolesny w tym życiu jest…podział. I to jest prawda. W zasadzie cała prawda, którą jednostki odkrywały już dawno. Choćby John Lennon. Wszystkie niemal problemy świata poza ostatecznymi, dla których nie ma rozwiązania biorą się z niedojrzałości ludzi.

Na początku proponuję prócz pójścia do kina i obejrzenia w skupieniu tyle razy ile trzeba, aby zrozumieć przesłanie zapoznanie się i przyswojenie wiersza napisanego przez Jarosława Mikołajewskiego a recytowanego przez znakomitą w roli głównej Krystynę Jandę (mam wrażenie, że to jest jedna z jej lepszych, dojrzałych i mocno przemyślanych ról – śmiało stawiam ja obok genialnego Przesłuchania). Osobom wrażliwym odkrycie tego czy człowiek czuje to co mówi zajmie kilka chwil. To doskonałe narzędzie umożliwiające bezdyskusyjne stwierdzenie czy ktoś jest kanalią aktorem czy Aktorem przez duże A? Nie ma sensu skupiać się na fabule, moim zdaniem jest drugorzędna i celowo wpisuje się w obecne trendy po to, aby napędzić filmowi odbiorców poprzez chwytliwy scenariusz. Taka narracja jest w pełni uzasadniona moim zdaniem, bowiem aby przebić się do umysłów pochłaniaczy rzeczywistości trzeba zastosować fortel, inaczej dzieło stanie się niszowe i trafi na półki. Jest to pewna forma manipulacji widzem, ale jakże inna od typowych zagrywek na uczuciach czy emocjach?! Mimo bardzo ostrych, subiektywnych ram etyki w tego typu projektach w pełni akceptuję to co Jacek Borcuch pokazał na dużym ekranie.

Podział. Podział jest efektem ludzkiej słabości. Tak! Sam czuję na co dzień własną niesprawiedliwość kiedy próbując bronić własnych, zaszczepionych i zakorzenionych granic staram się stawiać inne granice, które umniejszą, zniwelują, sprowadzą do parteru wartość drugiego człowieka. Myślisz, że jesteś inny? Nie, jesteś po prostu naiwny – wszyscy jesteśmy tacy sami, niektórzy po prostu dostrzegają ten transparentny dla większości mechanizm i racjonalizują go.

Młodość, starość, zasobność, kolor skóry, wiara, granice, strefy wpływu, koncesje – to wszystko wymyślili ludzie, aby zyskać przewagę nad innymi ludźmi i eksploatować ich. Mamy poważny problem, bowiem niemal wszystkie reguły rządzące społeczeństwem opierają się właśnie na tychże zasadach. Nieliczni są w stanie dostrzec tę zależność, nieliczni bowiem większość z tych, których na to stać, topią w morzu rzeczywistości rozmaite używki. Najtańszy jest alkohol, później miękkie i twarde narkotyki, które pomagają wtopić się w przerażającą z ludzkiego punktu widzenia rzeczywistość. Proszę odczytać mnie właściwie – nie mam tu na myśli nowobogackiej kretynki wjeżdżającej do przejścia podziemnego Mercedesem na haju, czy też biorobotów wciągających kokę w nocnych klubach, aby lepiej się „najebać”. Mam na myśli raczej ludzi pokroju Zdzisława Beksińskiego, którzy eksperymentując np z LSD starają się zajrzeć poza kajdany osobowości, które narzuciła nam natura.

Pedofilia? Sexy temat. Czy jeśli osły zmienią prawo to znaczy, że mam odizolować syna od jego dziewczyny bo mają po siedemnaście lat? Chryste, który nie istniejesz, dlaczego ja muszą egzystować z takimi leszczami wespół? Mało tego, ludzie o percepcji rzeczywistości na poziomie ameby nadal stanowią prawo, wywołują wojny, manipulują stadem.

Proszę – obejrzyjcie film, później wiele razy przeczytajcie ze zrozumieniem  wiersz Pana Mikołajewskiego, zapoznajcie się z twórczością Borcucha i Blooma, pojedźcie na Hel, siądźcie na płycie oporowej na cyplu i jeśli nawet wtedy nie zrozumiecie przesłania, ani tego  o co mi chodzi, to nie ma dla was szans. Pozostaje napawanie się ułudą.

Pozdrawiam

Artur

PS1: Już wkrótce – teoria de Broglie’a-Bohma w wersji dla ludzi. Stay tunned. 🙂

PS2: Jeśli jesteś na poziomie walki o życie, to znaczy, że sądzisz iż pieniądze są wyznacznikiem sukcesu, a to znaczy, że jesteś na tym blogu bez szans. Oczywiście bez kasy jesteś skazany na wspinanie się po drabinie potrzeb, ale proszę, nawet  nie staraj się interpretować tego filmu  – nie dotyczy moich nielicznych Przyjaciół – zresztą, Wy wiecie kogo to dotyczy, a kogo nie – I don’t mean You George – Sliwa/Teszner 😉