Problem z synchronicznością.

Racjonalizm, fizyka i matematyka próbują opisać nasz świat w sposób maksymalnie ścisły, skondensowany. Nauka dąży do określenia jednego modelu funkcjonowania rzeczywistości w oparciu o powtarzalność zjawisk. Jak wiemy do dziś nie udaje się pogodzić fizyki klasycznej, która opisuje mechanizmy funkcjonowania świata w skali makro z fizyką kwantową traktującą o skali mikro. Nieoznaczoność Heisenberga już dziś jest mocno podważana w kręgach naukowych podobnie jak oklepany kot Schrodingera, który tak naprawdę jest albo martwy, albo żywy, bez stanów pośrednich, które są takowymi wyłącznie dla obserwatora, który nie dysponuje dostateczną ilością danych by stwierdzić jego stan empirycznie. Innymi słowy – moim skromnym zdaniem to Einstein miał rację twierdząc, że nieprawdą jest, że nie da się zmierzyć dokładnie położenia cząstki w przestrzeni bo obserwacja wpływa na wynik pomiaru. Wpływa ale tylko w zakresie odbioru owego pomiaru przez obserwatora a nie aksjomatycznego położenia cząstki w przestrzeni (patrz paradoks EPR).

„Astronom Flammarion relacjonuje , że kiedy pisał książkę o atmosferze Ziemi i właśnie był przy rozdziale poświęconym sile wiatru, nagłe uderzenie wiatru zdmuchnęło wszystkie jego papiery ze stołu i wywiało je za okno”

Carl Gustaw Jung, Rebis, czyli kamień filozofów.

Czy można dwa razy pod rząd trafić szóstkę w lotka? Przecież wszelkie zasady rachunku prawdopodobieństwa niemal wykluczą taką możliwość a rzeczywistość pokazuje, że takie rzeczy się dzieją. Czy zatem jest to czysty przypadek, czy może siła nadprzyrodzona, a może…powszechne prawo synchroniczności, którego na dziś nie jesteśmy w stanie zinterpretować naukowo?


Ktoś wnikliwy zapyta co robi Kybalion na stronach Gutnera, który mieni się być piewcą racjonalizmu i pierwszym w IV RP wrogiem guseł i zabobonów? No właśnie. Być może jakoś intuicyjnie odpowiada obserwacji, a być może to wyłącznie iluzja, podobnie jak znane wszystkim zjawisko deja vu, kiedy to ludzki umysł na skutek zdolności do porównywania tego co dociera doń z pomocą zmysłu wzroku z wzorcem przeszłości zapisanym wcześniej wywołuje wrażenie powtarzalności? Być może…

Thorwald Dethlefsen napisał coś takiego:

„W kosmosie panują konkretne prawa i nie ma w nim miejsca dla przypadku. Przypadek jako wydarzenie całkowicie nieprzewidywalne i nie podporządkowane żadnemu prawu zmieniłby każdy kosmos w chaos. Jeżeli budujemy na przykład komputer, to stanowi on sam w sobie pewien kosmos: skonstruowano go zgodnie z pewnymi zasadami, jego zdolność do funkcjonowania uzależniona jest od stosowania się do tych zasad. Jeżeli wmontujemy w jego podzespoły dowolnie kilka tranzystorów, kondensatorów i oporników, które nie są zgodne ze schematem budowy, wówczas owe przypadkowo wmontowane elementy zamienią cały kosmos w chaos, a co za tym idzie, komputer nie będzie prawidłowo funkcjonował. To samo dotyczy naszego świata. Już w momencie zamanifestowania się pierwszego przypadkowego wydarzenia nasz świat przestałby istnieć.”

Przeznaczenie twoją szansą.

Aż prosi się, aby w tym miejscu spróbować zastanowić się, czy jednak nie ma w naszej pozornie bezsensownej egzystencji pewnego smaczku? Czy czasem nie jest tak, że poprzez odgrywanie roli aktora i widza jednocześnie nie nabywamy/nabywa coś dzięki nam pewnej wiedzy na temat procesów, które rządzą tym światem. coś jak sieci neuronowe? Czy nie jest czasem tak, że istnieje coś jak globalny umysł, który niczym kwantowy komputer „uczy się” poprzez obserwację pozornie niezależnych procesów? Ale pojechałem 🙂 Fantazja zawsze była moją mocną stroną.

„Fizycy współcześni, choć dopuszczają istnienie zjawisk akauzalnych (ściślej: indeterminizm zjawisk), nie posługują się jednak określeniem „synchroniczność”. Można na nie natrafić w pracy Tempczyka i Korpikiewicz, Koncepcja wzrostu entropii a rozwój świata, wydanej w 1998 roku.

Jako, że wszystko ma swój początek w wielkim wybuchu, który tak naprawdę zdeterminował prawa rządzące wszechświatem w obserwowalnym przez nas fragmencie rzeczywistości, czyż nie jest czasem tak, że zjawisko synchroniczności ma swój fundament w przeszłości? Czyż nie jest tak, że skoro czujesz silny pociąg do innej osoby to można założyć, że kiedyś, gdzieś coś was łączyło? Może po prostu tak jak kamień leżał obok kamienia, lub źdźbło trawy na połoninie otarło się o drugie źdźbło trawy? Brzmi śmiesznie? Być może, ale w świecie nieskończonej powtarzalności zdarzeń panuje jedna zasada – jeśli coś może się zdarzyć, to kiedyś zdarzy się na pewno.

Życzę sukcesów w grze w lotto, pieniądze co prawda szczęścia nie gwarantują, ale przynajmniej dają możliwość, aby zastanawiać się nad synchronicznością, miast nad tym, czy lodówka jest pełna.

Pozdrawiam

Artur Gutner