Ciągłe porównanie.

Coś mi się ostatnio zrobiło z postrzeganiem piękna ludzi. Może to efekt upływu czasu, zmiany percepcji a może doświadczeń życiowych? Oglądam na pewnej stronie zdjęcia modelki fitness, która kosi na własnym wizerunku dość przyzwoite pieniądze i czytając peany na temat tego jak pięknie wygląda odczuwam jakiś niesmak. Szczerze mówiąc to martwi mnie to, bowiem jej zdjęcia z nienaganną figurą, opalonym sztucznie ciałem i na tych klasycznych szpileczkach z przezroczystym paskiem wywołują we mnie odruch wymiotny. Na drugim biegunie obserwuję bardzo przeciętną dziewczynę z sąsiedztwa. Chodzi ona z białą laską, ostatnio nawet szybko przestawiałem samochód z chodnika bo widziałem, że się zbliża i nie chciałem, żeby się potknęła. Jest osobą zupełnie przeciętną fizycznie ale jakie w niej niesamowite tkwi piękno! Lekki uśmiech, spokój wewnętrzny i ta codzienna walka z codziennością, w przypadku której inni dawno by się poddali. Tak – zdecydowanie piękno ma wiele twarzy. Powstaje problem. Czy da się połączyć piękno fizyczne z duchowym?

Na dziś stwierdzam, że nie! Po prostu nie. Dlaczego? To proste, piękno wewnętrzne, prawdziwa empatia a nie sztuczna „miłość” do piesków i kotków przy jednoczesnej pogardzie dla własnego gatunku, zrozumienie, wrażliwość wynikają wprost z cierpienia a to jest skutkiem…niedopasowania do modelu jaki „rozwinęła” natura poprzez proces ewolucji. Człowiek atrakcyjny fizycznie dla większości ludzi nawet w cierpieniu czy chorobie znajdzie rzesze chętnych do pomocy, człowiek brzydki zewnętrznie musi zawsze sam prosić o pomoc albo walczyć. Walczyć bez fleszy kamer, poklasku gawiedzi i wsparcia ogółu. Skurwienie społeczeństwa (nie z jego winy) jest chyba najtragiczniejszą pomyłką życia na ziemi zafundowaną nam przez ewolucję. Dobrze, że ten proces jest dla większości ludzi transparentny, inaczej myślę, że doszłoby do znacznego przetrzebienia populacji homo sapiens. Idąc dalej w rozważaniach – człowiek atrakcyjny fizycznie, bądź posiadający korzystny z punktu widzenia natury zestaw cech ZAWSZE będzie otrzymywał niższą dawkę ciosów od otoczenia niż ktoś zupełnie przeciętny, bądź wręcz obrzydliwy fizycznie! Kiedy strzałka fizycznej nieatrakcyjności przesuwa się w kierunku totalnego odstępstwa od wzorca piękna często dochodzi do zmiany trendu na tym polu, ale dzieje się to wyłącznie ze względu na porównanie. Ludzie po prostu zaczynają takiemu komuś współczuć co wiąże się często z poprawą losu takiego człowieka, jednak w fundamencie występuje tu litość. Zresztą osoby „kochające pieski i kotki” ze względu na ich „ułomność” odczuwają podbicie własnej wartości poprzez bycie „altruistycznym” wobec otoczenia. Oczywiście nikt z beneficjentów „wypłaty” w postaci lepszego samopoczucia nie ogarnia świadomie procesu, który go powoduje.  🙂 Ot pieprzone bioroboty. 🙂

Na szczęście większość z nas na co dzień funkcjonuje w tak zwanym „złotym środku” a wszelkie prawidłowości są możliwe do zaobserwowania tylko w wypadku ekstremów. By dojrzeć niewielkie odchylenie trzeba mieć naprawdę wyostrzoną optykę, co nie zmienia postaci rzeczy, że schemat działa w każdym wypadku, podobnie jak z SMV.

Porównanie – społeczeństwo uczy nas porównywać się do innych już od dziecka. Jest to naturalny element motoru napędowego tak zwanego „rozwoju” ludzkości. Jeśli zazdrościsz komuś pieniędzy, to albo zapisujesz się na studia i zostajesz doradcą inwestycyjnym, uczysz się zabijać, aby ukraść komuś jego zasoby, ewentualnie próbujesz oszczędzać. Kiedy nie wpisujesz się w kanon atrakcyjności fizycznej jaki narzuca społeczność, próbujesz walczyć o lepszy wygląd  – siłownia, sport, dieta. Rzadko kiedy proces walki o własne ciało wynika z prawdziwie wewnętrznej potrzeby delikwenta, najczęściej jest to efekt transparentnego nacisku otoczenia! Na marginesie, to każdy proces tego typu jest skazany na fiasko w indywidualnym aspekcie tegoż. Owszem, społecznie idziemy do przodu, przede wszystkim technologicznie jak również ogólnie rozwojowo (np długość życia) ale jaki ma to wpływ na jednostkę? Izolacja? Depresje? Albo gonisz stado albo zdychasz – współcześnie polaryzacja na tym tle wydaje się być bardzo ostra ze względu na coraz mniejszy brak tak zwanego złotego środka. Balans jest właśnie tym co powinniśmy starać się odnaleźć w życiu.

„Zobacz jak on się rozwija! Skończył studia, ma mieszkanie na kredyt, auto, żonę, dziecko – nie to co TY!”

Klasyczny przykład manipulacji mający wywołać odpowiednią reakcję osoby, której dotyczy. W tym wypadku chodzi albo o umniejszenie poczucia wartości albo nieumiejętną próbę zmotywowania do zmian i pójścia w kierunku oczekiwanym przez otoczenie!

„Nie martw się! Zobacz ilu ludzi ma gorzej! Ilu z nich chciałoby być na Twoim miejscu.”

Kolejny przykład, z tym że odległy biegunowo, dość klasyczny w wypadku osób z depresją w sytuacji, gdy w ocenie wypowiadającego są ludźmi „sukcesu”. Co uznajemy za sukces? To o czym stanowią nasze deficyty – nie ma obiektywnej definicji tegoż, jest za to społeczna definicja, która wyznacza jakieś tam ogólne ramy tego jak ma wyglądać nasze życie. I tu docieramy do pułapki, bowiem każdy z nas jest inny, każdy chce czegoś innego, ma inne plany, cele, dążenia czy system wartości. Pół biedy jeśli nie odbiegają one od tak zwanego głównego nurtu, wówczas delikwent może się dość łatwo zaadoptować i odcinać kupony od życia w społeczeństwie jednocześnie realizując się niejako na boku i przy okazji życia. Gorzej jeśli ktoś zupełnie nie wpisuje się w stadne trendy  – wówczas kaplica. Jeśli nie znajdzie się niszy, która pozwoli się realizować (czytaj wdrażać w rzeczywistość własna wizję świata) musi dojść wcześniej czy później do totalnego dysonansu poznawczego a ten skutkuje kolejno: agresją, depresją, wycofaniem i w ostateczności zniknięciem bądź nawet śmiercią delikwenta. O takich ludziach skurwiałe do cna społeczeństwo mawia, że byli słabi, popełnili samobójstwo, alkoholizowali się bądź ćpali.

Ilu z nich chciało po prostu „mglistej przestrzeni”, w której mogliby egzystować po swojemu nie musząc jednocześnie brać udziału w tym całym, otaczającym nas cyrku, pozbawionym jakiegokolwiek głębszego sensu i idei? Nic nie przetrwa próby czasu, nawet katedra Notre Dame.

pozdrawiam

Gutner