Nikifor, czyli jak żyć i mimo to pozostać dzieckiem?

Jeśli nie znosisz świata, to może warto stworzyć sobie własny, wewnętrzny świat? Eskapizm? Who cares? Jak mawiał mój wykładowca sztucznej inteligencji – jeśli nie umiesz odróżnić rzeczywistości od snu, to jaka to różnica, gdzie tak naprawdę egzystujesz? Taki właśnie był Nikifor. Z Krynicą jestem związany od lat, bardzo mile wspominam to miejsce bowiem wiąże się ono z reminiscencją czasów, w których byłem jeszcze normalnym człowiekiem. Normalnym, to znaczy żyjącym licznymi iluzjami, które stanowią doskonały napęd do działania i osiągania sukcesów w rozumieniu stada. Bohater dzisiejszego tekstu przyszedł na świat jeszcze w XIX wieku, jego matką była uboga kobieta pracująca w jednym z pensjonatów jako posługaczka, ojca nie znał, choć plotka głosi, że mógł nim być jeden ze znanych malarzy, który korzystając z zasobów przodków bawił w Krynicy, podrywając ubogie kobiety, szukające prawdopodobnie ucieczki od codzienności. Był kaleką, z przyrośniętym do podniebienia językiem, który sprawiał, że nie mówił, tylko bełkotał. Jego IQ wynosiło jedynie 54 za to miał…fenomenalny talent i pamięć wzrokową.

W obrazki Nikifora mogę wpatrywać się godzinami i zawsze (jak w dziełach Stachury po latach) odkrywam coś nowego, coś ukrytego, co poddaje się światłu codzienności dopiero po oświetleniu snopem fotonów z własnej jaźni. Szczególnie zamiłowanie malarza do podróży koleją i wyraźny pociąg do małych, galicyjskich stacyjek jest czymś co jest mi wyjątkowo bliskie. W obrazach, a szczególnie autoportretach Nikifor tworzył to wszystko, czego brakowało mu w codziennym życiu. Mimo całej infantylnej formy jego siłą jest szczerość przekazu, nieskażenie jakąkolwiek formą komercji, po prostu robił coś, czego większość z nas już nie potrafi – malował świat pełen kolorytu, celowo upiększając rzeczywistość, myślę że każdy z nas lubi od czasu do czasu podrasować np zdjęcia – to dążenie do nadania ciepłej barwy dla szarej rzeczywistości, jest przecież tak bardzo ludzkie!

Tragizm losu Nikifora wykształcił w nim wrażliwość, która wybija się na pierwszy plan wraz z każdym maźnięciem pędzelka, poślinionego dla lepszego efektu. Miał niesamowity zmysł obserwacji, który powodował, że potrafił bardzo szczegółowo oddać to co widział, przenosząc na tekturę czy kawałek kartki fragment oglądanej rzeczywistości. Własne lęki i nadwrażliwość zwyciężał fantazją, tworząc w głowie świat, który następnie wizualizował w rysunku. Talent. Talent do rysunku, to jedyna rzecz, jakiej zazdroszczę innym – gdybym umiał przenieść na papier własną wyobraźnię, podobnie jak Beksiński, to byłoby mi się łatwiej pogodzić z kolizją oczekiwań i rzeczywistości. Sztuka to doskonały bezpiecznik w starciu z rzeczywistością ozutą z racjonalizacji i wyparcia – niestety, nie każdy ma ku temu predyspozycje.

Dzięki zaangażowaniu się osób trzecich, twórczość Nikifora jest znana na świecie. Większość krytyków ocenia działalność Banachów przez pryzmat komercji i zysków jakie stały się ich udziałem, przy skromnym w porównaniu do przychodów wsparciu artysty, ale tu niejako sama nasuwa mi się historia Dmochowskiego, który owszem w finale stał się zamożnym kolekcjonerem dzięki promowaniu Beksińskiego, ale z drugiej strony ten, kto zna historię ich znajomości wie, że towarzyszyła temu silna wiara w geniusz artysty, wyrzeczenia i walka do końca o ideę i przekonania. Myślę, że w przypadku Nikifora i Banachów było podobnie.

Twórczość Nikifora podróżowała, podobnie jak on sam. Co kilka miesięcy wybierał się w podróż koleją – robił coś, co ja chciałbym robić bez przerwy. Po prostu – kupował bilet, wychodził na peron, wsiadał do pociągu, aby przesiąść się w Nowym Sączu i jechał do Tarnowa, Krakowa lub Warszawy. Swoją drogą, iluż ludzi musiało spotkać go na swojej drodze sądząc, że mają do czynienia wyłącznie z upośledzonym kaleką?

Nie ma sensu rozpisywać się o biografii malarza, warto chyba za to wspomnieć o tym, że czasem ograniczenia czy upośledzenia nie stanowią barier, które wręcz niemal wylewają się w przypadku osób uznawanych przez skoorwiałe do cna społeczeństwo za normalnych lub wręcz wzorowych obywateli, członków tak zwanych elit. Bywa i tak, że przekleństwo może być darem.

Zapraszam do Krynicy, Tylicza i Muszyny – póki śnieg, może warto odkurzyć boazerię?

Pozdrawiam

Artur Gutner