Jeśli koniec procesu nie różni się od początku…

…to jaki sens ma to wszystko co pomiędzy? To genialne pytanie znalazłem kiedyś w sieci i stuka mi ono w głowie od kilku lat. Faktem jest, że jakiekolwiek cele w życiu człowieka mają sens jedynie krótkoterminowo, jeśli do tego dodamy fakt, że niemal każda działalność homo sapiens jest prowokowana przez czysty hedonizm to mamy żywy obraz bezsensu tego co nas otacza. O powstaniu życia na ziemi, świadomości, inteligencji nie będę wspominał ponownie, zainteresowanych odsyłam do Dawkinsa – kolejność dowolna, choć radzę zacząć od Boga Urojonego. Dziś zajmiemy się stosunkowo nowym problemem a mianowicie zjawiskiem zwanym depresja egzystencjalną.

Większość ludzi nigdy w życiu nie wyjdzie poza klasyczną piramidę potrzeb lokując się na jednym z jej szczebli i próbując pójść dalej, co nie uda się im do końca. Jest jednak coraz większa liczba świadomych osób, które po przekroczeniu całości progów docierają do miejsca, gdzie…nie ma już nic a bezsens egzystencji z ludzkiego punktu widzenia razi po oczach niczym słońce odbijające się w śniegu na lodowcu. Źródła dobrego samopoczucia większości otaczających nas ludzi maja fundamenty w kombinacji zjawiska racjonalizacji i wyparcia w połączeniu z czystym hedonizmem, do czego prawie nikt się nie przyznaje! Po prostu jeśli jesteś na tyle sprytny, że potrafisz zapewnić sobie ciągły dopływ nowych wrażeń, a wiąże się to z dostępem do zasobów, to nie masz czasu na rozmyślanie nad głębszym sensem życia. Po prostu konsumujesz, do czasu, gdy nie dopadnie Cię choroba, utrata źródła dochodu, bądź stagnacja w rozwoju. Nawet wtedy większość kompanów ze stada ucieka raczej w alkoholizm i narkotyki niż próbuje zmierzyć się z realiami świata takim, jakim on naprawdę jest. Tu sytuacja jest bardzo podobna jak ze schematem SMV. Jest on doskonale opisującym relacje mechanizmem, ale większość ludzi nie potrafi przyjąć do wiadomości, że wpisuje się on wyłącznie w pewną uniwersalną konstrukcję, zaś progi wrażliwości i zastosowania dla poszczególnych jednostek są diametralnie różne. Czy to deprecjonuje schemat? Absolutnie NIE!  To tak samo jak ze śmiercią, pewne jest, że wszyscy umrzemy, jednak nie wszyscy w ten sam sposób. Tu jest dokładnie tak samo.

Depresja egzystencjalna łączy się moim zdaniem nierozłącznie ze zjawiskiem depresyjnego realizmu, który to opisałem jakiś czas temu na blogu. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym tu nie przywołał najbardziej znanych mi osób dotkniętych tym zjawiskiem, czyli Zdzisława i Tomasza Beksińskich. Mistrz prezentował diametralnie inne podejście od Tomka do kwestii życiowych, uważam, że wynikało to z faktu, że poprzez własne malarstwo znalazł wyjście z tunelu strachu, który jest nieodłącznym elementem życia ludzi egzystujących w oderwaniu od bezpieczników zafundowanych nam przez naturę celem bezwzględnego podtrzymania życia, przynajmniej do czasu, gdy jesteśmy jej potrzebni do prokreacji. Zdzisław Beksiński po prostu zdał sobie sprawę z kompletnego bezsensu ludzkiej egzystencji i postanowił wykorzystać czas, który stał się jego udziałem tak jak umiał. Z kolei Tomek, będący według mnie kolejnym etapem rozwoju osobowości Mistrza, po prostu nigdy nie pogodził się z otoczeniem, oraz prawami jakie rządzą we wszechświecie.

Teraz prośba. Osoby skupione na sobie, grające w grę pod tytułem „sukces”, cieszące się z osiągnięć na polu podbojów w relacjach damsko męskich, rezultatów na giełdzie itp proszę o powstrzymanie się od oceny tych ludzi, bowiem wasza wizja świata jest daleka od rzeczywistości i oderwana kompletnie od racjonalnej wersji tego co nas otacza. Szanuję, że czujecie się dobrze, że sprawia wam radość nowy dom, motocykl, wczasy na Seszelach i tak dalej, ale musicie przyjąć do wiadomości, że jest to efekt kompletnego zaciemnienia obrazu życia na ziemi. Oczywiście ja nie oceniam kogokolwiek, mało tego uważam, że lepiej być naćpanym endorfiną kolesiem niż żyjącym kompletnie na trzeźwo Tomkiem Beksińskim, przy czym pamiętajmy, że naćpanie nie oznacza wciągania koki, tylko życie w zgodzie z programem wszczepionym nam przez naturę czyli – born-grow-consume-die.

Największym problemem ludzi cierpiących na depresję egzystencjalną jest niemal kompletny brak pomocy ze strony psychologów, czy psychiatrów – choćby były to wyłącznie próby naładowania tlenem ryby wyciągniętej z wody. O ile ci ostatni są w stanie poprzez farmakoterapię zmienić układ przekaźników w mózgu i „wyprostować” delikwenta na tory tożsame z resztą stada, które cieszy się jak głupi do sera o tyle psychoterapeuci najczęściej popełniają w tym wypadku kardynalne błędy próbując przywrócić „dotkniętego” zjawiskiem człowieka na łono społeczeństwa, podczas gdy to właśnie owo  „społeczeństwo” jest źródłem owej depresji!

Dyskutowanie z większością ludzi o własnej percepcji rzeczywistości nie ma najmniejszego sensu, bowiem najczęściej otaczają nas automaty reprodukcyjno-naśladowcze, co skutkuje wyłącznie pogłębieniem stanu depresyjnego na skutek totalnego niezrozumienia istoty problemu.

Taki stan dotyka najczęściej osób:

  • bardzo wrażliwych;
  • wysoce inteligentnych emocjonalnie i intelektualnie;
  • bardzo uduchowionych;
  • dotkniętych osobistą tragedią lub trudnościami życiowymi;

Zakończenia nie będzie. Po prostu nie ma słów, które są w stanie wyrazić tragedię homo naprawdę sapiens na planecie zwanej ziemią. Pozwolę sobie tylko zacytować Tomka na koniec, bo mimo iż uważam, że samobój jest kiepskim rozwiązaniem ze względu  na bliskich, którzy muszą po nas posprzątać, to zasadniczo zgadzam się z tezą jaką postawił w chwili, gdy już zrezygnował. Trudno też sobie wyobrazić, że może być inaczej, bowiem oznaczałoby to niekończący się proces cierpienia, w dodatku nieuświadomionego cierpienia a to nie przystoi ludziom, osobom czującym i rozumiejącym otoczenie.

„Mam nadzieję, że śmierć jest ostatecznym końcem wszystkiego.”

Tomasz Beksiński

Pozdrawiam

Artur Gutner