Pożegnanie z morzem.

Jak ważna jest podbudowa i merytoryczne przygotowanie do tego czym się człowiek w życiu zajmuje nie muszę chyba wspominać. Rafał Kamiński, młody muzyk, pochodzący z Jasła odebrał gruntowne przygotowanie w gdańskiej Akademii Muzycznej, gdzie ukończył wokalistykę na wydziale Jazzu i Muzyki Estradowej. Nieco później próbował swoich sił w X Factor, ale jak to najczęściej bywa tego typu komercyjne gówna promują wyłącznie komercyjne szambo. Dźwięk ma się sprzedać a nie przenieść emocje. Mam wrażenie, że Ralph Kaminski bo pod takim pseudonimem tworzy bohater dzisiejszego wpisu doskonale pokazał publikując niemal dwa lata temu płytę zatytułowaną „Morze”, że prawdziwa, pełna uczuć i emocji muzyka nigdy nie zginie, choćby moda czy współczesność spychała ją na margines. Dziś artysta żegna się serią koncertów ze swoim premierowym krążkiem nadając trasie koncertowej jakże trafne hasło – pożegnanie z morzem! Mam wrażenie, że łączenie kilku warstw ekspresji w jedną całość jest najmocniejszą prócz autentyczności stroną muzyka.

Autentyczność jest dziś towarem ekstremalnie deficytowym dlatego z radością posłucham Pożegnania z morzem na jednym z koncertów, najprawdopodobniej w Lublinie. Cały materiał nagrany na płycie jest spójny, widać perfekcję muzyka i dążenie do pełnego, nie tylko dźwiękowego przekazu. W morzu tandety zalewającej myślących to prawdziwa perełka, która skłania do refleksji, przede wszystkim nad tym co stanowi o naszym człowieczeństwie – czyli zdolności do wzruszeń i przeżywania pełnego spektrum emocji. Płyta zdecydowanie zyskuje po kilkukrotnym przesłuchaniu, osobiście nie jestem w stanie wczuć się w niektóre jej fragmenty, jak chociażby mgłę zasłaniającą przeszłość, ale muszę też pamiętać, że przekaz jest czysto autorski i muzyk może zupełnie inaczej odbierać rzeczywistość niż ja. Zastanawiam się tylko czy zmiana tempa muzyki w utworze Meybick Song była celowym zabiegiem mającym nieco odpuścić ściskającym trzewia wzruszeniom, szczególnie gdy słuchamy jej w pogodną noc, jadąc samochodem, czy też rzeczywiście Ralph odczuwa ową mgłę, która jednak przysłania przeszłość do której tęskni? Cóż, może kiedyś uda mi się uzyskać odpowiedź na to pytanie, póki co przerobię sobie na własną rękę i do własnego użytku ów wspaniały numer usuwając część refrenu.

Do wybijających się utworów, do których będę wracał na pewno latami należą takie kompozycje jak Los, Maybick Song, czy tytułowe Morze.  Także Grudniowa Piosenka przypomina czasy, kiedy wszystko było inne, prostsze, bardziej ciepłe. Mocno wchodzi w głowę również Outro i sądzę, że przy odrobinie zabawy konsolą uda mi się wkomponować go w Maybick Song i uzyskać moją własną interpretację przeszłości. To wspaniałe, że są jeszcze ludzie takiego pokroju, dodajmy naprawdę młodzi ludzie, którzy potrafią wykrzesać z obitego przez życie starucha takie pokłady emocji! Chapeau bas!

Słuchając Grudniowej Piosenki mam wrażenie, że czuję zapach ciasta, które dawno temu robiła moja babcia. Oczywiście sceneria była nieco inna, ale słuchając opowieści Ralpha bez problemu można wczuć się w atmosferę ciepłych, pełnych radości i wrażenia spokoju święta Bożego Narodzenia, które były a których nie będzie już nigdy. Z kolei Maybik Song każe bezpretensjonalnie przyznać się do czegoś co większość z nas ukrywa! Kocham przeszłość i to co było! 🙂 To nie tak, że dziś jest straszne, że przyszłość jest mglista, bo jest, ale jeśli słuchając dźwięków pojawiają się też dawno zapomniane obrazy a przede wszystkim zapachy to znaczy, że jest to majstersztyk.

Podsumowując! Dawno żadna płyta tak spójnie nie poruszyła mnie do głębi, uwalniając potężne pokłady endorfin, wzruszenia i emocji o których w zasadzie już zapomniałem. Kupiłem tę płytę i zachęcam każdego do jej nabycia i przesłuchania, najlepiej we własnej interpretacji w spokoju wieczornej auty roztaczanej przez ogień ze świec czy kominka tańczący na ścianach.

Pozdrawiam

Artur

PS: Tu można kupić płytę: Ralph Kaminski – Morze