Kler – moja optyka.

Obejrzałem go w końcu! Lepiej późno niż wcale – lenistwo ostatnio mnie nie rozpieszcza niestety. 🙂 Pierwsza refleksja po wstaniu z fotela w kinie – nie wiem co ludzi wstrząsa w tym filmie? Być może większość z nas żyje w jakiejś bańce mydlanej, z dala od prawdziwego życia? Być może racjonalizacja rzeczywistości jest tak silna, że odrzucamy pewne oczywiste fakty? Dla mnie to co pokazano to zwykły element tego co nas otacza, w dodatku obecny od zarania dziejów,  wszędzie, w każdej grupie społecznej, kaście, zawodzie, grupie wiekowej jaka istnieje na Ziemi, przy czym koncentracja takich zjawisk w myśl zasady „pod latarnią najciemniej” występuje często w miejscach, gdzie byśmy się ich nie spodziewali. Mnie akurat zjawisko pedofilii nie dotknęło, ale wyłącznie dlatego, że byłem jako dziecko nie aż tak atrakcyjny fizycznie, aby stanowić przynętę dla chętnych, natomiast do dziś pamiętam podjazdy księdza mojej rodzimej parafii do moich przystojniejszych kolegów i trzepanie kolanami pod sutanną w czasie lekcji religii w starej sali katechetycznej. Później była pierwsza wódka z księdzem w knajpie i znajomy, który robił jako kierowca u podrzędnego klechy spod miasta, a dzięki któremu mogliśmy powozić się „sześćsetą” z podwójnymi szybami już w latach 90tych.

Osobiście uważam, że większym problemem niż pedofilia w kościele jest zjawisko tworzenia się kast, układów i układzików niemal w każdym segmencie społeczeństwa bo to ono tak naprawdę odpowiada za to, że niszczy się ludzi niewygodnych, nie pasujących do koncepcji stada, a życie pokazuje, że właśnie takie jednostki często są najbardziej skuteczne jeśli chodzi o popychanie świata na przód. Jednocześnie osoby takie nie koniecznie potrafią sie znaleźć w środowisku, gdzie na porządku dziennym jest mataczenie, kłamstwo, niedopowiedzenie, brak zaufania. Oczywiście wszystkie te mechanizmy stosowane przez ludzi rozdających karty w takich grupach wynikają ze strachu o utratę pozycji w społeczności a także faktu bycia słabszym na wielu płaszczyznach. Gdyby nie zmowy milczenia, zamiatanie problemów pod dywan, ręce myjące się nawzajem, to każde zjawisko w tym także to byłoby niesłychanie trudne do zaistnienia, bowiem każde środowisko zgodnie z naturą ma skłonność do samooczyszczania się. Z drugiej strony zagłębiając się w historię ewolucji to właśnie współpraca w grupach dawała zawsze przewagę wobec samotnych „wilków” co widać zresztą do dziś wśród zwierząt.

Kościół to korporacja, jak każda inna, która wykorzystuje niszę na rynku. Ta akurat jest bardzo skuteczna bo gra na emocjach a konkretnie na strachu przed śmiercią, totalnym unicestwieniem, zderzeniem z brakiem sensu życia w skali większej niż nasze własne podwórka. Inna rzecz to dokonania współczesnych jej zarządców – ale to akurat powszechny trend – popsuć dwa tysiące lat dokonań poprzedników to trzeba naprawdę być specem. Cóż? Gorszy pieniądz zawsze wypiera lepszy.

Muszę podkreślić świetną grę aktorską Jacka Braciaka – mistrzostwo świata w tym także charakteryzacja. Arkadiusz Jakubiak dość przekonująco, zresztą rola jaka mu przypadła w udziale była chyba najtrudniejsza w tym przypadku. Wcielenie się w tok myślenia człowieka, którego dzieciństwo przebiegło bez ojca i z udziałem obcego człowieka, który strachem wymuszał na dziecku określone zachowania to nie jest prosta sprawa. Reszta wykonawców przeciętnie, Gajos średnio a Więckiewicz wręcz słabo. Chwilami miałem wrażenie, że oglądam komedię a nie dramat, rozumiem przerysowania, bo sam je stosuję często celem podkreślenia omawianego zjawiska, ale jeśli się przegnie to może wyjść groteska. Generalnie czuję się rozczarowany, ale z drugiej strony cieszę się, że takie rzeczy w końcu powstają, bo to rodzi nadzieję,  nadzieję na to że rzeczywistość dotrze do większej grupy ludzi.

Z trzeciej strony powstaje pytanie – co dalej? Kiedyś wiara, bogowie, magia zastępowały dążenie do odkrycia prawdziwej natury tego co nas otacza, dodajmy przerażającej z ludzkiego punktu widzenia! Myślę, że religie szybko nie znikną, bo programowanie i strach przed ozutą z racjonalizacji i wyparcia rzeczywistością są zbyt silne. Prawdę mówiąc trudno mi sobie nawet wyobrazić najbliższą przyszłość świata, na szczęście ta odległa jest oczywista. 🙂

W ogóle to mentalnie znów zabrnąłem w Zdzisława i na dziś kończę, bo jesień idzie i lepiej chyba jednak uciec choć na chwilę do Matrixa. 🙂

Pozdrawiam

Artur Gutner