Droga Transfogaraska i książe ciemności.

Ciekawość sprawiła, że od jakiegoś czasu miałem ochotę zaliczyć ten słynny fragment rumuńskiej arterii, zbudowanej kosztem wielu ofiar w ramach megalomanii Nicolae Ceaușescu , który w ten sposób pragnął zapewnić sobie szybki przerzut wojsk przez Karpaty w razie agresji ze strony Związku Radzieckiego 🙂 W efekcie powstał jeden z bardziej malowniczych traktów w Europie i jeden z kilku na mojej liście. W tym roku udało mi się jeszcze dotknąć jednej „drogi śmierci” nieco dalej na południe, ale o tym w innym wpisie. Na temat drogi Transfogaraskiej napisano i powiedziano już chyba wszystko, łącznie z licznymi relacjami zdjęciowymi na blogach i stronach internetowych, nawet słynne trio z Top Gear wybrało się jakiś czas temu do Rumunii aby w super bolidach spróbować się z licznymi serpentynami. Mnie w każdy razie adrenalina i emocje nie zawiodły, w dodatku na koniec dnia, już na dole czekała na mnie i moich bliskich pewna niespodzianka. 

Przede wszystkim warto w to miejsce wybrać się właściwym pojazdem. Nie muszę dodawać, że najlepiej gdyby ten pojazd był jednośladem lub jeśli już ma to być puszka to jak najniżej zawieszona. Akurat na tym odcinku nie ma strachu o zostawienie zawieszenia na glebie, chyba że ktoś zamierza zjeżdżać na pobocza poza wyznaczonymi miejscami. 😉 Impreza jest wręcz stworzona do połykania takich dróg więc mimo boxa na dachu udawało mi się pogonić pod górkę liczne wehikuły z całej niemal Europy, w tym wielu mistrzów prostej. 🙂 Ryk boksera na wysokich obrotach wspinającego się pod wzniesienia to czysta poezja i miód dla uszu.

Aby naprawdę dotknąć tego miejsca zamierzam tam wrócić ale mydelniczką i z namiotem, bo miejsc do biwakowania z pięknymi widokami i gwieździstym niebem w nocy w gratisie jest tam bez liku (w Rumunii można legalnie nocować „na dziko”). Trzeba będzie też spróbować przejechać się inną, malowniczą drogą położoną nieco z boku „królowej” karpackich arterii a mianowicie Transalpiną.

Trzeba też będzie zaplanować inaczej podróż, gdyż tym razem byliśmy tam późnym popołudniem w piątek a to spowodowało wzmożony ruch i konieczność dopasowania prędkości do najwolniejszych jego uczestników.Wyprzedzanie pod górę na serpentynach daje mnóstwo frajdy, ale są jednak odcinki, gdzie widoczność jest tak zła, że nie ma mowy nawet przy dobrym odejściu na sprawne wykonanie manewru.

Droga Transfogaraska łączy wieś Bascov położoną niedaleko Pitesti z Cartisoarą w Siedmiogrodzie. Myśmy tam trafili wprost z Zamku Draculi który był obowiązkowym punktem na mojej mapie jako człowieka, któremu TB i jego peleryna są bardzo bliskie.  Zamkowe muzeum nieco mnie rozczarowało, ale pewnie wynikało to ze zbyt wybujałych oczekiwań jakie łączyłem z tym miejscem? W każdym razie kilka koszulek z różnymi wersjami księcia ciemności poprawiło mi humor od kopa!

Przejazd drogą polecam zacząć od strony północnej bowiem stąd prezentuje się ona najbardziej spektakularnie. W czasie dwugodzinnego przejazdu czeka na nas 27 wiaduktów, 830 mostów, kilka małych i jeden duży tunel położony na wysokości 2042 metrów nad poziomem morza. Z powodu warunków jest on zamknięty w okresie od października do maja, więc jakby ktoś się wybierał, to polecam poza tym okresem. 🙂

Niemal na końcu trasy, po minięciu tunelu za zaporą na rzece Ardżesz moim oczom ukazuje się widok, na który bez skutku polowałem latami w Bieszczadach. Otóż przy samej drodze, na murku pełniącym rolę bezpiecznika rozłożyła się…niedźwiedzica wraz z małymi! Nigdy w życiu nie znalazłem się w odległości 1,5 metra od tych dzikich zwierząt na wolności! Ot cała Rumunia, przepiękny kraj, pełen niespodzianek. 

Wkrótce ciąg dalszy wakacji o profilu nieco innym niż fotka pod palmami. 🙂

Zapraszam

Artur Gutner