Wesoły cmentarz.

Tegoroczne wakacje tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że wszystko co definiowane przez człowieka jest czysto umowne, a wszystko czym dysponujemy, to wyłącznie interpretacja tego co nas spotyka. W naszych stronach czarny kolor będący symbolem żałoby jest czymś naturalnym na cmentarzach, jednak w krajach arabskich na przykład, to biel symbolizuje ostatnie pożegnanie. Tak czy owak, niemal każda z religii zakłada rozpacz bliskich po utracie życia przez denata, co jest jednym z prostszych dowodów na niespójność religii. Odkryłem to już jako dziecko, ale ani ksiądz na religii, ani bliscy nie byli w stanie mi udzielić odpowiedzi na pytanie – czemu ci ludzie płaczą po stracie bliskiego, skoro on już jest w niebie? Dziś mógłbym próbować podpinać pod to egoizm żałobników, w fundamencie taki sam jak w wypadku podtrzymywania na siłę przy życiu ludzi w stanach wegetatywnych, co służy bardziej rodzinie niż samym zainteresowanym. Wracając jednak do meritum wpisu, to w czasie podróży na południe Europy odwiedziłem miejsce, które doskonale wpisuje się w mój obecny, skrajnie szyderczy i ironiczny obraz ludzkiej egzystencji, oraz wyznacza mój ulubiony, niebieski kolor jako symbol śmierci. Proszę państwa! Wesoły cmentarz!  🙂

Wesoły Cmentarz zlokalizowany jest w rumuńskiej miejscowości Săpânța położonej w pobliżu granicy z Ukrainą. Dostać się tam jest dość ciężko ze względu na kiepskie drogi, ale mimo to uważam, że warto. Koncepcję tego miejsca nakreślił w latach 30tych ubiegłego wieku niejaki Stan Ioan Pătraș , lokalny artysta – rzeźbiarz ludowy, wykonując wesołe epitafium. Temat przyjął się dość  mocno w skutek czego do dnia dzisiejszego na cmentarzu mamy około ośmiuset nagrobków ozdobionych podobnymi drzeworytami, których głównym zadaniem jest opisanie tego, co było głównym przymiotem pochowanego człowieka, w czasie jego „ziemskiej drogi”. Większość opisów jest humorystyczna, pojawiają się elementy dość kuriozalne, tak jak na zdjęciu powyżej (mężczyzna z flachą i papierosem), generalnie atmosfera tego miejsca znakomicie wpisuje się w to, czego doświadczamy w czasie ziemskiej egzystencji. 🙂 Znajdziemy tu i hodowcę owiec i działacza komunistycznego, a nawet prostytutkę. Wobec śmierci jesteśmy wszyscy równi i to chyba póki co jedyna sprawiedliwość w tym najlepszym, ze światów. Bardzo leży mi pomysł znakowania nagrobków tym sposobem, bo idąc za myślą Stanisława Jerzego Leca, a mianowicie:

„Przez życie trzeba przejść z godnym przymrużeniem oka, dając tym samym świadectwo nieznanemu stwórcy, że poznaliśmy się na kapitalnym żarcie, jaki uczynił, powołując nas na ten świat.”

uważam, że do wagi naszej egzystencji tu, można podejść jedynie w taki sposób, aby nie stracić zmysłów. Oczywiście większość ludzi żyje różnymi bajkami lub racjonalizuje i wypiera rzeczywistość, ale jak ustaliliśmy już jakiś czas temu tak musi być, bowiem inaczej nasz świat by nie przetrwał, a już na pewno nie piastowalibyśmy tronu królów kawałka skały zagubionego gdzieś w kosmosie, o ważności w skali globalnej na poziomie bakterii w oceanie Spokojnym. Grunt to megalomania! 😛

W okolicy wesołego cmentarza nie funkcjonuje coś jak spęd pod tytułem święto zmarłych, gdzie ludzie raz w roku tracą życia w wypadkach, czas w korkach, jadąc na groby bliskich (jakby nie mogli się tam udać w innym terminie), tylko gromadzą się w określonym, ważnym dla zmarłej osoby dniu i dzielą wzajemnie jedzeniem, jednocześnie wspominając. Prawda, że piękne w tandetnym świecie modlitw za pieniądze? 🙂

Polecam wszystkim wybierającym się do Rumunii, czy to na dłużej, czy przejazdem, tym bardziej, że miejsce to znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Pozdrawiam

Artur Gutner