Koniec czasu?

W końcu przebrnąłem! Po kilkunastu tygodniach, wielokrotnym czytaniu tych samych stron, odkładaniu i wracaniu udało mi się dobrnąć do końca. I okazało się, że…było warto. Od dłuższego czasu co odważniejsi fizycy sięgają po coraz śmielsze koncepcje opisujące to co nas otacza. Czasy lat 70tych czy 80tych kiedy to Hugh Everett zaszczuty w świecie naukowym z powodu swej teorii wieloświatów umiera za zawał serca spowodowany nadużywaniem alkoholu i tytoniu odeszły do lamusa. Schedę po nim przejęli tacy ludzie jak Max Tegmark, który w swym Matematycznym świecie bardzo przystępnie wyjaśnił swoją teorię na temat wszechświata przy okazji poruszając coś co fizycy zwą qualią a inni ludzie klatką, stop klatką lub zdjęciem. Temat ten z kolei rozwinął dość mocno Julian Berbour w swej książce zatytułowanej tak jak nazwałem ten krótki tekst. Od razu pragnę zaznaczyć, że książka jest trudna, pisana językiem matematyki i geometrii i bez choćby minimalnej podbudowy może być kompletnie niezrozumiała. 🙂

Zacznijmy może od tego, że książka została wydana w języku angielskim już kilkanaście lat temu, niestety moja znajomość tegoż jest na tyle słaba w zakresie fizyki czy matematyki, że musiałem poczekać na polski przekład. Julian Barbour jest doktorantem uniwersytetu w Kolonii i jak większość pionierów koncepcji innych niż powszechnie przyjęte, porzucił w pewnej chwili pracę na uczelni i zajął się rozwijaniem założenia bezczasu na własną rękę.

Koncepcja Barboura opiera się na stałym, niezmiennym wszechświecie, który składa się z wszystkich możliwych kombinacji zdarzeń jakie mogą stać się jego udziałem. Mało tego, owe zdarzenia przyjmują formę quali, chwil, migawek, które przez ludzki umysł odbierane są jako kontinuum czasoprzestrzenne oraz zwykły porządek przyczynowo skutkowy. Nie byłoby w tej koncepcji nic nadzwyczajnego bowiem już w 1908 roku brytyjski filozof Mc Taggart doszedł do podobnych wniosków na bazie własnych przemyśleń, ale jednak! Barboure potrafi swą koncepcję udowodnić za pomocą matematyki!

Wg autora ludzka świadomość jest czymś w rodzaju iluzji powstałej na skutej ewolucji, a która działa trochę jak projektor wyświetlający sekwencje zdarzeń na ekranie, który jest niejako projektowany przez nasze mózgi. Mało tego, sekwencje zdarzeń są zapisane „teraz” bez względu na kolejność, tylko nasz umysł na skutek iluzji porządkuje je chronologicznie, dając wrażenie istnienia entropii i upływającego czasu. Prawda, że mindfuck? Oczywiście większość ludzi odrzuci to z automatu, ale może się okazać, że po lekturze książki część z nas (szczególnie ci, którzy zrozumieją jej treść) może zauważyć sens w tym wszystkim, który dodatkowo wydaje się potwierdzać empirycznie.

Egzystujemy w środowisku, w którym wszelkie możliwe sekwencje obrazów tworzonych w naszej jaźni już istnieją fizycznie a wybór odpowiednich z nich i ułożenie w kolejności przyczyna-skutek może zależeć wyłącznie od…zdeterminowanej rzeczywistości i…naszego nastawienia. Tu Julian Barbour kłania się koncepcji korpuskularno-falowej natury światła, która sprawia że dopiero na skutek obserwacji obiekt będący falą materializuje się. To, że mamy wrażenie ciągłości kontinuum czasowego także jest czystą iluzją. Coś jak poklatkowy film wyświetlany z duży przyspieszeniem, a sprawiający wrażenie ciągłości, lub stara animowana zabawa polegająca na rysowaniu kolejnych sekwencji ruchu na kartkach i szybkim ich przekładaniu. Redukcja czasu oznacza, że nie ma pojęcia śmierci i narodzin .Jeśli czas zostaje zredukowany do czystej geometrii to pojęcie „życia” też staje się pozorem, bo istnieją tylko jak to mówi Barbour wyłącznie „migawki”.

Wiecznie istnieją wyłącznie wszystkie geometryczne konfiguracje wszechświata, a nasza świadomość musi być z jakiegoś powodu zdolna do percepcji tylko jednej konfiguracji i to za każdym razem wyłącznie nowej konfiguracji (filtr mentalny?), bez możliwości powrotu do starej, w której już się znajdowała. O tym, że te stare konfiguracje mimo wszystko zawsze istnieją świadczą nasze sny, wspomnienia itd. No i niestety istnieje bardzo ograniczony zbiór konfiguracji, które w ogóle są dostępne dla naszej świadomości. Barbour pewnie by powiedział, że świadomość też jest konfiguracją – bo przecież ruch atomów u niego nie istnieje. Pozostaje pytanie jak to się dzieje, że niektóre konfiguracje trwale zapamiętujemy a innych już nie? W dodatku pamięć ma charakter cząstkowy, możemy zapamiętać tylko fragment jakiejś konfiguracji – nigdy całość!

Grawitacja źródłem iluzji istnienia? 🙂 Być może!

Jak już wspomniałem Julian Barbour zakłada , że ruch i czas to tylko iluzja. Pozbywa się „czasu” i „przestrzeni” z jakichkolwiek rozważań czysto matematycznych, co w  konsekwencji powstałego redukcjonizmu czyni świat wiecznym i niezmiennym z obiektywnego punktu widzenia. Coś jak porzucony plac zabaw, w ramach którego możemy wykorzystać wszelkie możliwe opcje! Ma on postać abstrakcyjnej przestrzeni podobnej od kwantowego oceanu, który zawiera wszystkie możliwe układy odniesienia. To co obserwujemy to zbiór istniejących „zrzutów” rzeczywistości, który dobierany jest w zależności od naszego nastawienia i tego co mamy zobaczyć. Wszechświat jest stałym dwuwymiarowym obiektem obejmującym wszelkie możliwe opcje jakie są dostępnie zmysłom i dopiero na skutek obserwacji konwertowanym na trójwymiarową iluzję.

Pozostaje zastanowić się, czy to przypadek? Jeśli masz być świadomością wszystkiego i być wszystkim? 😉

Polecam książkę, bo naprawdę warto!

Artur Gutner