Dla samego żarcia było warto :)

Od kilku lat fascynuje mnie karawaning. Swoboda w przemieszczaniu się połączona z poczuciem wolności wyboru co do miejsca, gdzie chcę spędzać czas jest niesamowicie pociągająca. Tak się składa, że w tym roku po raz pierwszy od lat wróciłem na polskie wybrzeże i…nie żałuję. Szczególnie kemping w Międzyzdrojach zrobił na mnie dobre wrażenie – czysto, przytulnie, można powiedzieć, że obiekt przewyższa swoje odpowiedniki w zachodniej Europie a już na pewno te na południu. Tu właśnie spotkałem pewnego starego Holendra podróżującego przez świat starym Hymerem z 75 konnym dieslem. Pewnej ciepłej, gwieździstej nocy siedliśmy ze szklaneczką czegoś mocniejszego i pogadaliśmy o życiu. Mimo ponad 30 lat różnicy natychmiast złapałem flow i wyczułem, że ten człowiek jest kwintesencją naturalności, nie ma w nim kszty zakłamania, czy fałszu a miast tych dwóch powszechnych dziś cech podstawą jego aury jest…mądrość życiowa.

Długo by pisać o wszystkim o czym rozmawialiśmy, tak czy owak zdziwiło mnie, że człowiek w tym wieku podróżuje sam mając ze sobą wyłącznie trochę ubrań i równie stary jak kamper rower, którym dziarsko zwiedzał okolicę. Okazało się, że Marco (tak bowiem ma na imię mój znajomy) dwa lata temu stracił żonę, z którą spędził niemal całe życie, w tym zjeżdżając wspólnie pół świata starym Hymerem. Po dłuższej rozmowie okazało się również, że on sam choruje na raka i prawdopodobnie zostało mu niewiele życia, dlatego nie siedzi w miejscu tylko bez przerwy jedzie. Tu dzień, tam dwa – bo wciąż jest nienasycony.  Nienasycony tego, co stało się jego udziałem. Wśród wielu tematów zeszliśmy na K-Pax, okazało się bowiem, że to tak jego jak mój jeden z ulubionych filmów.

Spytałem go, czy było warto? Wiesz co, dla samego żarcia było warto, odparł!

”Rzeczywistość jest tym, co sam stwarzasz.”

Gene Brewer

Zaśmialiśmy się obaj serdecznie. Rano, gdy tylko wstałem i wyszedłem przed przyczepę ujżałem go za kierownicą – machał mi przyjaźnie ręką, z rury wydechowej buchał ciemno szary dym a stara maskotka piesek machała głową na podszybiu. Odjechał zostawiając to odczucie, kiedy tracisz przyjaciela…

Jaki z tego morał? To oczywiste – szansa, że istniejemy tu w ramach jakiegokolwiek inteligentnego projektu jest niemal zerowa, wpływ na obiektywną rzeczywistość niemal żaden, wszystko co mamy to attitude na to co nas spotyka. Jest w tym coś fascynującego bo póki nie rozstrzygniemy czy całość makro czasoprzestrzeni jest w pełni zdeterminowana czy nie, to nie pozstaje nam nic innego jak zmiana podejścia do rzeczywistości.

„Fałszywa nadzieja dodaje fałszywej otuchy.”

Gene Brewer

To jak odbieramy spotykający nas ciąg zdarzeń jest wszystkim co mamy. Czyż to niesamowite mieć taki wybór? Oczywiste, że jest on mocno ograniczony ze względu na determinizm genetyczny, ale mimo to jeśli nie mamy nic innego? Możesz się powiesić, zmienić swoje życie w piekło, uwierzyć że stoi za tobą anioł stróż lub stado ezoterycznych rusałek – możesz wszystko w ramach własnej subiektywnej oceny obiektywnej rzeczywistości, na którą nie masz prawdopodobnie żadnego wpływu. Pamiętaj jednak o jednym – innego życia nie będziesz miał, wybór jak zawsze należy „ do ciebie” o ile jeszcze umiesz…być sobą. 🙂

pozdrawiam

Artur Gutner