Pewność siebie, kluczem do sukcesu?

Jeśli zajrzymy na portale dla podrywaczy, pierwszą radą jaką dostaną nieopierzeni adepci sztuki ars amandi będzie nabranie pewności siebie. Nie będę przy tym wpisie wnikał w kwestie spójności wewnętrznej i zewnętrznej mężczyzn, która tak naprawdę decyduje o sukcesie w relacjach a skupię się na fenomenie Nikodema Dyzmy. Oczywiście bujanie się na flekach, szprycha w przełyku i udawanie pewnego siebie podczas gdy w środku zgliszcza na nic się nie zda. Lepiej już jeśli jesteś spójny wewnątrz i na zewnątrz prezentując się ludziom jako rozdygotana galareta, niż wtedy, gdy zwyczajnie grasz. 99% kobiet wychwyci to w lot, a ty zrobisz z siebie co najwyżej idiotę. 🙂 Ale to Twoje życie i Twój wybór.

„To smutne, że głupcy są tak pewni siebie, a ludzie mądrzy, tak pełni wątpliwości.”

Bertrand Russel

 

Tak naprawdę najgorsze co może zrobić człowiek to udawać kogoś, kim nie jest. To tak proste, że aż nieprawdopodobne, że większość homo sapiens do śmierci nie pojmie, że gro ich porażek w relacjach międzyludzkich wynika właśnie z faktu grania kogoś, kim nie są. Sprawa jest prosta – jeśli jesteś informatykiem w swetrze w kratę i okularach, to nic Ci nie da skórzana kurtka, czy garnitur za parę klocków! Czemu? Bo ludzie owszem nabiorą się na przedstawienie, które im serwujesz, ale już po kilku chwilach, szczególnie dla wyposażonych w intuicję kobiet król stanie się nagi. 🙂 Pozostanie obciach i poczucie klęski. Natomiast gdyby nasz przysłowiowy informatyk po prostu był sobą, to nie zaliczyłby siedemnastego fuckupu w próbie podrywania, zastanawiając się „o co kaman”, tylko spokojnie konsumował rzeczywistość czekając na swoją Fionę, która doceni go takiego jakim jest. 🙂 Akceptacja to klucz do wszystkiego!

Droga na skróty to coś, co prawie nigdy się nie udaje!

Dotyczy to każdej sfery życia, czy to nauki, czy zdrowia, czy też sposobu na życie. Jedynym pewnikiem jest…konsekwencja w byciu lepszą wersja siebie.

Do napisania tego tekstu skłonił mnie materiał zamieszczony na fanpagu Szkoły Wyższej Psychologi Społecznej – link podam na końcu wpisu. Ludzie sukcesu, prawdziwego sukcesu (uwaga, nie ma to często nic wspólnego ze stanem posiadania) bardzo często żyją w cieniu przeświadczenia o własnych słabościach. Pewni swych racji są w większości idioci, co wiąże się zresztą z zadufaniem w sobie, poczuciem mocy, specjalnych możliwości czy też miejsca w społeczeństwie (pozdrawiam przy okazji pana Trumpa). Jest to bardzo często związane z ekstremalnym prymitywizmem takowej jednostki, jednakże ten stan pozostaje dla niej transparentny. Może to i lepiej, bo mielibyśmy dużo wyższy współczynnik samobójów wśród dmuchanych herosów a tak to kasa się zgadza, dzieci się rodzą, śląska z grilla pachnie zalewana piwem marki Kustosz i wszystko gra. 🙂 Ostatecznie można kupić sobie sztuczne usta, cycki i nadal za fasadą szamba grać własne przedstawienie. Szkoda tylko,  że coś wewnątrz się pierdzieli. Ciekawe co? 😉

Pani Dr Magdalena Łużniak-Piecha będąca autorką krótkiego wpisu na temat samooceny od razu zauważa, że samoocena może być klasyfikowana nie tylko jako silna i słaba, ale też pewna i niepewna. Tu właśnie dochodzimy do rozdźwięku między tym co mówi nasze ciało, a tym co próbujemy prezentować na zewnątrz. Gdybyśmy poszli tropem stawiania wyłącznie na „pewnych” zewnętrznie siebie osobników, to okazałoby się, że na arenie życia zostali by niemal sami kretyni. 🙂

Poczucie wyjątkowości, bycia lepszym od innych, posiadania wiedzy w sytuacji gdy wszelkie czynniki obiektywne świadczą, że tak nie jest, jest domeną ludzi ekstremalnie prymitywnych.

Zapraszam do zapoznania się z tym ciekawym felietonem pod poniższym linkiem. Na dyskusję nie liczę, bo to za trudne.

https://www.swps.pl/strefa-zarzadzania/artykuly/17802-wyjatkowi-w-cieniu-dyzmy

Pozdrawiam

Artur Gutner