Niewolnicy cywilizacji.

Wielu z nas upatruje w dobrach materialnych, sukcesie w oczach innych, czy też karierze źródeł poczucia spełnienia. Z oczywistych względów jest to pułapka, ale aby to wiedzieć należy to przeżyć. Tym różni się wiedza od wiary, którą wyznaje wielu tłumacząc sobie, że…pieniądze szczęścia nie dają. Bo to prawda, ale tylko dlatego,  że duża część z nas nie jest na nie…gotowa. Od dawna jestem zwolennikiem determinizmu, który w skali makro wyznacza naszą ścieżkę w czasoprzestrzeni. Czy mamy wpływ na to w jaki sposób doświadczymy rzeczywistości? Na dziś nie wiem, bo mechaniki kwantowej nie da się prosto przenieść do świata ludzi, zakładam jednak, że tak, z tym że jest jedno ale. Jeśli zbyt mocno próbujemy odejść od genetycznego i behawioralnego przeznaczenia tym więcej kosztuje nas to stresu, negatywnych emocji, a w finale może okazać się, że…stracimy wszystko albo zrobimy z siebie idiotów próbując na siłę osiągnąć coś na polu, które nie jest nam pisane. 🙂To, że gro naszych wyborów jest dyktowanych przez zaprogramowany w procesie dorastania mechanizm porównywania się do innych jest oczywiste. Jednych wpędza to w kompleksy generując z nich armię pozbawionych chęci do działania niewolników a innych napędza do działania. Oba te bieguny w finale działają destrukcyjnie na osobowość, ale tylko nieliczni dojdą do tego świadomie, większość po prostu odejdzie z tego świata do końca nie rozumiejąc czemu ich życie (w ich mniemaniu) było piekłem. Tak czy owak wszystko co mamy to wyłącznie ocena-reakcja na to co nas spotyka, zatem wychodząc od tego prostego założenia musimy przyjąć do wiadomości, że to nie obiektywne okoliczności na naszej ścieżce percepcji są wyznacznikiem poczucia spełnienia a…subiektywne podejście do ciągu zdarzeń!

Do napisania felietonu skłonił mnie artykuł przeczytany na portalu Wirtualna Polska, w której jeden z naszych rodaków Pan Bogusław Szedny opisuje swoją karierę od milionera do…”zera”. Nie będę się rozpisywał na temat tego człowieka, bowiem link do materiału umieszczę na samym końcu, pozwolę sobie jednak na uwypuklenie paru celnych spostrzeżeń Pana Bogusława, oraz spróbuję opisać pewne mechanizmy, które spowodowały, że nasz bohater znalazł się w takim a nie innym miejscu w czasoprzestrzeni.

Zacznijmy może od tego, że czasem zdarza się tak, iż ludzie nie „predysponowani” przez naturę do obcowania ze stosunkowo dużymi zasobami (wszystko jest względne) wchodzą w ich posiadanie na skutek przypadku (np. gry losowe), ciężkiej ponad siły pracy, zacietrzewienia, chęci pokazania innym, że są „dobrzy” itp. Każda taka opcja kończy się fuckupem, bowiem nieprzygotowany na „szczęście” delikwent albo trwoni majątek w szybkim tempie (jak większość szczęściarzy w lotto), albo drży non stop o to, aby go nie stracić, albo traci życie na ciągłe pomnażanie zapominając zupełnie, że istnieje jeszcze coś takiego jak zachód słońca, zapach rosy, uderzenie endorfin po ciężkim wysiłku fizycznym. Efekt jest zawsze ten sam – wypalenie i poszukiwanie alternatywnej drogi spełnienia, skoro „ta właściwa” nie zadziałała.

Tak stało się prawdopodobnie w przypadku człowieka z felietonu, który zainspirował mnie od pisania. Doszedł do punktu krytycznego, przelało się i…zaczął konsumować. Efekt? Stracił zasoby, ale być może odnalazł siebie? Czy warto? Nie wiem, ale tylko dlatego, że nie ma żadnej pewności, że ścieżka którą obrał jest zgodna z jego zdeterminowaną linią w czasoprzestrzeni. Być może to wyłącznie forma odreagowania stresu, po której przyjdzie potężny dół? Czas pokaże. Tak czy owak ludzie przyzwyczajeni do posiadania zasobów od pokoleń reagują w ich obliczu zupełnie inaczej, spokojniej. Tak się składa, że mam dwóch znajomych handlujących na dużą skalę samochodami. Jeden, dodajmy dorobkiewicz w pierwszym pokoleniu reaguje bardzo nerwowo, prowadzi wyczerpujący tryb życia, chce wyrwać z każdej transakcji maksimum, drugi podchodzi na spokojnie, zamawia trzy, cztery lawety aut nie wiedząc nawet co przyjedzie  – dalej obowiązuje zasada pareto, czyli 20% aut jest umoczonych a 80% wychodzi na zero lub plus. Kiedyś pokusiłem się po pijaku o oszacowanie stopy zwrotu z inwestycji dla obu panów i okazało się, że spalający się dorobkiewicz wychodzi na mniej więcej 25% rocznie, a spokojny biznesmen na 21%. Teraz wystarczyłoby wrzucić zdjęcia obu panów, aby wiedzieć co bardziej się opłaci – nie muszę chyba dodawać jakie spustoszenia w organizmie „dorobkiewicza” czyni kortyzol…

Wróćmy jednak do artykułu:

„Walkę ze swoim ego toczyłem niemal codziennie. Zwłaszcza na początku bombardowało mnie dużo negatywnych myśli, to była prawdziwa lekcja pokory. Bardzo nieprzyjemna lekcja, ale z dzisiejszej perspektywy – jakże cenna. Przez lata pracy w mediach i gdy byłem współwłaścicielem kilku firm, moje ego było mocno napompowane. A tu musiałem usiąść w kolejce z bezdomnymi po jedzenie. W końcu jednak zdałem sobie sprawę, że nie różnię się od nich. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Zacząłem ich postrzegać jako braci i siostry, których los dotknął bezdomnością.”

Interpretacja cytatu? Moim zdaniem banalna – napędem dla bohatera opisanego przez WP było wyłącznie ego, opinia innych ludzi co nieodłącznie wiąże się z zaburzonym poczuciem wartości. Wielu z nas osiąga wiele kosztem siebie, byleby tylko pokazać innym. W ten sposób przegrywamy ten krótki czas, który jest nam dany.

„Po trudnych doświadczeniach w Chicago i po kilku miesiącach depresji stwierdziłem, że muszę odmienić swoje życie. Skończyć z wyścigiem szczurów i zająć się samorozwojem.”

Kolejna przesłanka do stwierdzenia, że człowiek działał wbrew sobie! Samorozwój to zwykła racjonalizacja, okopy osobowości, która broni się przed rozkładem – moim zdaniem to typowy przykład niedopasowania deterministycznego!

„Oczywiście, musiałem się zmierzyć z całą masą lęków. Na przykład – jak na moją bezdomność zareagują byli klienci czy znajomi. Bo w końcu stworzyłem obraz siebie jako człowieka sukcesu, a tu nagle „bida z nędzą”.”

I znów jak na dłoni widać, że fuckup ma swoje źródła w procesie dochodzenia do tak zwanego społecznie „sukcesu” na siłę. Zasada jest jedna – nigdy nie porównuj się z innymi, zawsze porównuj się z sobą sprzed lat. Jeśli masz progres, to znaczy, że jesteś wartościowym człowiekiem! Porównywanie się z innymi ludźmi musi prowadzić do rozczarowań, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto zaczynał w innym miejscu, miał lepsze genetycznie predyspozycje, inni zadbali o zaplecze itp. Prawda, że proste?

Na koniec jeszcze parę słów o George’u Michaelu. Chyba nikt nie powie, że w rozumieniu społecznym nie był on człowiekiem sukcesu, a tymczasem…okładka kryła zgliszcza. Za przyczynę śmierci artysty uznano zapalenie mięśnia sercowego i stłuszczenie wątroby. Klasyczny alkoholizm połączony z narkomanią – tak czasem bywa, że dostęp do zasobów staje się przekleństwem. Morał?

Być sobą – bez względu na wszystko. Wiem, że łatwo się mówi, bo sam mimo szerokiego rozumienia mechanizmów padam ofiarą programowania, ale chyba warto powalczyć? O siebie, o radość życia, o te kilka chwil danych nam tutaj.

Nie róbcie nic na siłę, bądźcie sobą!

pozdrawiam

Artur Gutner

 

Link do felietonu na WP:  Bezdomny z widokiem