Relax! Nothing is under control…

Często zdarza się tak, że jakieś zdarzenie wyprowadza nas z równowagi. Generalna zasada jest taka, że im mniejsze poczucie kontroli nad procesem, na którym nam zależy, tym większa frustracja. Jest to zresztą dość proste wytłumaczenie przypadków, gdzie na czymś nam nie zależy, lub już nie zależy, a dostajemy to całymi garściami, podczas gdy nie raz pragnienie dusi nas niemalże, a obiekt pożądania ani drgnie. Moim zdaniem ten tok myślenia to czysta iluzja, bowiem działa tu mechanizm kojarzenia, który powoduje, że zapamiętujemy wyłącznie skutek, a nie przyczynę. Po prostu, rzeczy, ludzie, zdarzenia, które mogą stać się naszym udziałem albo są w naszym zasięgu, albo nie, To czego pożądamy bywa z różnych powodów poza nim, przy czym na skutek zmian w naszym życiu zdarza się, że np po latach dostajemy niejako w gratisie coś, o czym marzyliśmy od dziecka i to coś…nie ma już wówczas smaku.

Do napisania tej notatki skłoniła mnie dzisiejsza sytuacja z kurierem. Dostałem awizo z DHL, że mam do odbioru przesyłkę. Jako, że nie mieszkam obecnie tam, gdzie zwykle mam problem z odbiorem korespondencji, a tak się złożyło, że akurat dziś miałem możliwość zameldować się  u kuriera osobiście. Ponieważ okazało się, że przesyłka jest znów „w doręczeniu”, przemiła pani zadzwoniła do kuriera, który akurat był w pobliżu i oddała mi słuchawkę. Umówiliśmy się w miejscu, którego nie da się pomylić – miał czekać na mnie dwie minuty – tyle mnie więcej zajęłoby mi dostanie się tam. Jako, że dojazd w opisywane miejsce wymaga poruszania się po jednokierunkowych uliczkach w razie fuckupu powstaje konieczność ponownego objeżdżania dość znacznego obszaru, aby znów się tam dostać. Pierwsza próba – nie ma go, robię rundkę, druga próba – znów go nie ma, qrwy same cisną się na usta tym bardziej, że jestem czasowy. Po chwili przychodzi olśnienie – przecież nie masz wpływu na ciąg zdarzeń a wyłącznie na jego ocenę. Prawda, że proste?

Opisywałem w licznych felietonach przyczyny z powodu których wolna wola w rozumieniu encyklopedycznym nie istnieje, oraz stawiałem tezy, że większość (o ile nie wszystko) z tego co nas otacza na poziomie makro jest zdeterminowane. Jeśli w ogóle mamy na coś wpływ (zwolennikom teorii kwantowych polecam zapoznanie się z paradoksem EPR) to jest on mikroskopijny. Idźmy jeszcze drogą kopenhaskiej interpretacji mechaniki kwantowej (wciąż brak przełożenia na makro) i załóżmy, że mamy ów mały wpływ na bieg zdarzeń, więc jeśli nawet tak jest, to wynika on…z naszego nastawienia do życia. Osobiście jestem zwolennikiem tezy, że to co mamy to wyłącznie swoboda interpretacji tego co bezwiednie staje się naszym udziałem (oglądamy swoisty film), ale zostawiam sobie (patrz felietony 2x+y=10) pewien margines.

Tak zwany „flow” to nie efekt pozytywnego myślenia, tylko pierwotny mechanizm wynikający ze zdefiniowanych wsadowych. Oczywiście nasz ułomny umysł zinterpretuje to jako tak zwaną dobrą passę, jak bardzo szkodliwa jest to iluzja, można przekonać się w kasynie. Każda dobra passa kiedyś się kończy a kasyno zawsze wygrywa. Przykro mi. 🙂

Wracając do kuriera i nieodebranej paczki – parę lat temu to zdarzenie popsułoby mi humor na parę godzin, tym bardziej, że nie cierpię ludzi robiących w żywe oczy idiotów z innych ludzi, a dziś? Po prostu – tak miało być. Czy jakiś kawałek papieru, plastiku, czy czegokolwiek innego co mi wysłano jest wart negatywnych emocji? Nie. Po prostu nie. Dziś już to potrafię, choć wiem, że wynika to wprost z doświadczenia.

Pozdrawiam deszczowo.

Artur Gutner