Ludzie listy piszą…

„Dzień dobry, dlaczego pański świat jest taki przerażająco smutny? Proszę spojrzeć na ludzi – cieszą się, żyją, bawią. Niech pan nie popada w depresję – warto żyć.” Hmm – zdarza się co jakiś czas, że jakaś zagubiona w sieci niewiasta wpadnie na mojego bloga i od razu dostrzega kogoś, komu trzeba pomóc. Chwała jej za to, bowiem wrażliwość na ludzką krzywdę jest czymś co warto pielęgnować. Niestety, życie jest tak skonstruowane, że co rusz padamy ofiarami własnych iluzji. Często zdarza się, że za niewłaściwą ocenę okoliczności płacimy zdrowiem, czy majątkiem. Na szczęście w tym wypadku nie będzie tak źle, za to ja z przyjemnością wykorzystam to, aby wskazać gdzie leży racjonalna percepcja rzeczywistości w relacji do iluzji, którą żyje większość otaczających na artefaktów. Zaczynamy!

Na wstępie pragnę zaznaczyć z całą stanowczością, że w żaden sposób nie próbuję nawiązywać własnej pisaniny do twórczości Zdzisława Beksińskiego! Wykorzystam jedynie filozofię mistrza do wskazania, gdzie leży mechanizm hiperkompensacyjny, który powoduje, że jestem odbierany jako ponurak, człowiek z czarną wizją świata i przyszłości.

Większość niewyrobionych odbiorców sztuki Beksińskiego po pierwszym kontakcie z jego malarstwem stwierdza, że coś w tym jest, ale nigdy nie powiesili by sobie tego w salonie, bo to zbyt przerażające. U mnie w domu wisi kilkanaście reprodukcji obrazów mistrza i jeden oryginał z którego jestem dumny, ale ja w żaden sposób, podobnie jak autor nie widzę w nich czegokolwiek przerażającego. To co nas otacza jest obojętne w sensie emocjonalnym, zatem obiektywnie nie ma znaczenia jaką ludzką etykietę nadamy ciągowi zdarzeń, który stał się naszym udziałem, bowiem będzie to wyłącznie projekcja naszej jaźni będąca efektem upośledzonego na skutek ewolucji i jej priorytetów postrzegania rzeczywistości. Fakt, że dobro czy zło obiektywnie nie istnieje zrozumiałem właśnie dzięki Beksińskiemu, co zresztą zawsze podkreślam – cenię dużo bardziej jego przemyślenia niż (doskonałe) malarstwo. Dlaczego zatem człowiek, który moim zdaniem pojął całość tego co nas otacza w oderwaniu od iluzji, którą żyje większość malował „straszne”, „dołujące” obrazy? Otóż uważny czytelnik i poszukiwacz prawdy znajdzie odpowiedź wykorzystując nawet ogólnie dostępne źródła. Aby móc żyć z bagażem świadomej wiedzy na temat tego kim jesteśmy, ile znaczymy, jaka jest nasza przyszłość, co po nas zostanie, każdy z nas jest zmuszony znaleźć sobie korek, punkt wyjścia, wentyl bezpieczeństwa, który spowoduje, że wewnętrznie zaszczepiona nam i podlewana strachem przed nicością chęć do kontynuacji funkcjonowania na ziemi, tej ziemi, ulegnie zaspokojeniu a demony w głowie podpowiadające jedynie słuszne, racjonalne i ze wszech miar korzystne rozwiązanie zasną. Nawet gdy widzisz beznadzieję czegoś w perspektywie wszystkożernej świni, czyli czasu, możesz skorzystać z mechanizmów, które zaszczepiła w nas natura, aby „zmusić” się do trwania i realizacji jej zadań. 😉 Fakt, że możesz z tego na swój sposób skorzystać lepiej ukryć za cytatem Mistrza.

Ty i ja, wszyscy płyniemy do wodospadu. Ty chcesz płynąć na kaktusie, a ja chcę siedzieć w wygodnym fotelu. I tak czeka nas ten sam wodospad, więc po co jeszcze siedzieć na kaktusie?”

Cóż, w tym aspekcie syn przerósł mistrza, znalazł w sobie siłę by powiedzieć NIE rzeczywistości, w której został zmuszony do funkcjonowania. Mnie bliżej filozofii Zdzisława Beksińskiego, choć wiem że wynika to wprost z niższego stadium rozwoju.

Tak! Moja pisanina to efekt aktu hiperkompensacyjnego! Nie umiem śpiewać, nie umiem malować, nie umiem chadzać po trupach (choć czasem musiałem), nie umiem tworzyć, umiem za to czytać i pisać. Chcę zatem jeszcze przez jakiś czas korzystać z tego co mnie otacza i wysysać to co mnie interesuje i kręci. Eskapizm? Być może, ale czy to coś złego? Każdy sposób na przetrwanie jest dobry, szczególnie wówczas gdy z genetycznych względów rodzimy się z ekstremalnie wysokim poziomem odpowiedzialności za siebie i innych potęgowanych wrażliwością, którą na co dzień trzeba kryć. Moje życie nie jest ani lepsze, ani gorsze niż innych ludzi, jest po prostu inne. Zatem proszę się nie martwić o mój smutek i przygnębienie, gdyż jaki jestem na co dzień, wiedzą jedynie najbliżsi.

Pozdrawiam serdecznie

Artur Gutner

PS: Z pewnych względów dobrze się czuję w powtarzanych cyklicznie „zdarzeniach”. Element ten dotyczy większości ludzi, ale niektórych bardziej. Zatem? Film taki sobie, mimo mocnych ocen na portalach, ścieżka dźwiękowa też, ale ten numer się udał. 🙂